Mżyło. W powietrzu unosiła się lekka mgła. Było ciemno i nieprzyjemnie. Właśnie wtedy się ocknęłam, byłam w lesie. Jakiś nietoperz, jeśli można nazwać to coś nietoperzem, przeleciał mi nad głową. Instynktownie zasłoniłam twarz i szybko się schyliłam, aby nic mi nie zrobił. Czekałam tak chwilę. Może trochę dłużej niż tylko chwilę. To pewnie przez to całe otoczenie. Po prostu się bałam. Nie wiedziałam co się dzieje. Nie wiedziałam co myśleć. Nie miałam żadnego pojęcia co robić dalej.
Wstałam powoli, otrzepując się lekko. Rozejrzałam się dookoła. Wtedy coś zauważyłam. Ciemna, nie zbyt wysoko postać zbliżała się do mnie. Pierwsza myśl? Uciekać, jak najdalej tylko mogę, gdziekolwiek tylko nie tu. Ale nie mogłam, moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Nie mogłam się ruszyć. Z każdym jej krokiem byłam coraz bardziej przerażona. Zamknęłam oczy, nie chciałam jej oglądać. Stałam tak może z minutę. Nie wiem dokładnie, byłam w takim szoku, że nie zdawałam sobie sprawy ile czasu trwa ta cholerna sytuacja. Przez ułamek sekundy znalazłam w sobie odwagę, aby otworzyć oczy. Powoli podnosiłam powieki. Rozejrzałam się, nigdzie jej nie było. Nigdzie nie było tej pieprzonej postaci. Gdzie ona się do cholery podziewała? Gdzie do cholery byłam ja? Pytania bez odpowiedzi. I tak bez końca.
Chciałam się ruszyć i ku mojemu zaskoczeniu, mogłam to zrobić. Nie wiedziałam do kąd zmierzam, więc stawiałam kroki powoli i prawie bezszelestnie. Starałam się iść jak najciszej, aby ta chora postać nie zjawiła się tu ponownie. Przeszłam może z 50 metrów, bijąc się z własnymi myślami. Jak się tu znalazłam? Kto to był? Chciał coś mi zrobić? Gdzie ja w ogóle byłam? Co to za las? Ktoś mnie tu przyprowadził? Może porwał? Coś mi zrobił? Nie, nie. Jestem cała, miałam zdarte tylko kolano, bo przewróciłam się przed momentem. Właśnie teraz zauważyłam. Byłam w pięknej, a dla niektórych może dziwnej, czarnej sukni. Równie czarne buty znajdowały się na moich nogach. Obcas miał może z 15 centymetrów. Miały... Kolce? Co to do cholery jest? Delikatnie zbliżyłam rękę aby dotknąć i stwierdzić co to jest na prawdę. Tak jak sądziłam... Kolce... Ukułam się w palca, krew zaczęła lecieć niemiłosiernie. Jakim cudem z takiej małej ranki płynie tak dużo krwi? Przerażona usłyszałam kroki za sobą. Nie odwracałam się, zaczęłam biec ile sił w nogach. Nie wiem jak szybko biegłam, drzewa mijały mnie, a obraz się zamazywał. Ciągle nie miałam odwagi się odwrócić, a kiedy już to zrobiłam, potknęłam się o jakiś pieprzony korzeń. Chyba skręciłam kostkę. Nie obchodziło mnie. Wstałam czym prędzej, bo cały czas widziałam tą postać za mną. Jak to? Jak ona mogła iść sobie powoli i być zaledwie jakieś 20 metrów ode mnie, kiedy ja nie mogłam złapać oddechu biegnąc ile sił w nogach w 15-centymetrowych szpilkach. Jak to jest kurwa możliwe?
Zaczęłam biec dalej, ale wtedy dopiero okazało się jakie ja mam szczęście. Wielkie urwisko znajdowało się zaledwie pół metra ode mnie. Długo nie mogłam utrzymać równowagi, z ostatkami sił starałam się uspokoić. Złapałam mniej więcej równowagę, ale nadal cała się trzęsłam. Spojrzałam przed siebie. Tylko las. Nic innego. Żadnej postaci, żadnych ptaków, nawet moje ucho nie mogło wyłapać żadnego dźwięku. Po prostu pustka. Nic więcej. Byłam sama. Za mną wielka przepaść bez dna, a przede mną ciemny, wręcz czarny las. Nie przestawało padać. Wręcz przeciwnie - padało coraz mocniej. Spojrzałam na ziemię, nie wiedząc co robić dalej. Po mojej prawej stronie zauważalne były kropelki krwi, których nawet deszcz nie zdołał rozmyć. Powoli sunęłam wzrokiem do góry, coraz wyżej i wyżej. Wtedy zobaczyłam.. Cała moja ręka była we krwi. Nie byłam w stanie przypomnieć sobie czy coś sobie zrobiłam uciekając przed tą postacią. Byłam zbyt przerażona widokiem krwi, aby myśleć o czymś innym. Jak to do cholery się stało? Patrzyłam nie dowierzając. Krew już nie kapała, lała się strumieniem. Byłam tak przerażona, że nie spostrzegłam nawet kiedy przede mną znowu pojawiła się ta osoba. To była kobieta czy mężczyzna? Jej sylwetka była zamazana, nie byłam w stanie ocenić jakiej jest płci, ile ma dokładnie wzrostu, ile być może ma lat. Jak w ogóle wygląda? Byłam roztrzęsiona i zdezorientowana całą tą sytuacją. Co tu się wyprawia?
Postać była coraz bliżej mnie, a krew z mojej ręki nie przestawała lecieć.
Stało się to czego nigdy w życiu nie chciałam przyżyć. Stałam z nią twarzą w twarz. Właściwie nawet nie twarzą, bo nadal była cała zamazana.
Myśli kłębiły się w mojej głowie. Zepchnie mnie z urwiska? Może chce mi tylko pomóc, a ja panikuję niepotrzebnie? Kolejna myśl nasuwała się w mojej głowie, ale wtedy poczułam jego dotyk. Jego? Tak, jego. To zdecydowanie była męska dłoń. I kolejne zaskoczenie we mnie uderzyło. Jego dłoń była delikatna i bez żadnej skazy. Uniósł moją rękę na wysokość swojej twarzy. Wtedy mogłam dotrzec mały element - oczy. Niebieskie, jak głębia oceanu oczy. Czułam, że wystarczy jeden raz w nie spojrzeć a zahiptonyzują na wieki. Ale nie mogłam ulec. Wyrwałam swojąc rękę z jego uścisku i cofnęłam się szybko. Czułam, że jeszcze jeden krok w tył, a spadne. Mimo to nie drgnęłam, wiedziałam, że nie mogę okazać strachu.
Zbliżył się do mnie. Znowu objął delikatnie swoją ręką całą zakrwawioną, moją dłoń. I znowu zbliżył ją do swojej twarzy. Chciałam się wyrwać, ale nie miałam jak. Wystarczyłby jeden mój krok, a przepaść byłaby dla mnie trumną. Ani drgnęłam.
Moja ręka była coraz bliżej jego twarzy. Wtedy zauważyłam kolejny szczegół jego twarzy - usta. Równie piękne co oczy. Wąskie, ale pełne. Odcień różu zmieniał się w mocny czerwony, jak krew. Spojrzałam w jego oczy. Wtedy uniół wzrok i wręcz prześwietlił moje. Bałam się coraz bardziej, ale zarazem coraz bardziej mnie fascynował. Błękit jego oczu zmienił się nagle w mocną czerń. Jego oczy niczym płonęły jak ogień. Czułam na sobie ich żar. Zrobiło mi się duszno jak nigdy wcześniej. Nigdy się tak nie czułam. Przerażona i zaciekawiona.
Poczułam jego usta na swojej skórze. Co on..? Czy on właśnie zlizywał moją krew? Nie, to przecież... To prawda. Właśnie zlizywał krew z mojej ręki. Coraz łapczywiej i łapczywiej. Ten moment ciągnął się w nieskończoność. Chciałam go powstrzymać. Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam. Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku, żadnego. To było nienormalne. Nie mogłam nawet odrócić wzroku od niego. Patrzyłam się i patrzyłam. Kiedy nie widziałam już więcej śladów krwi na moim ciele, przestał. Spojrzał się w moje oczy i...
- Emily! Obudź się! Emily!! - krzyczała Samantha
- Co? Co się stało? - byłam zdezorientowana i zaspana.
- Krzyczałaś w niebogłosy. Próbuje obudzić cię już 5 minut, a ty nic. Zacho... - tłumaczyła i tłumaczyła. Nie słuchałam jej już wcale. Cały czas myślałam o tym chorym śnie, o nim, o tym co robił.. Dlaczego po prostu pił moją krew? Kim on był? Dlaczego przyśniło mi się coś takiego? Sam chyba zauważyła, że jej nie słucham, więc kazała mi się po prostu zbierać, bo miałyśmy odebrać moich rodziców i brata z lotniska.
Samantha była piękną, 22 letnią kobietą, o dość długich, blond włosach, które prawie zawsze opadały jej na ramiona. Jej siła zawsze dawała o sobie znać, jeśli było to potrzebne. Piękna twarz, piękne ciało, a do tego piękny charakter. Nigdy nie była samolubna, od zawsze lubiła pomagać i była ekstrawertykiem. Uwielbiała poznawać ludzi i świetnie się bawić. Jednak czasami bywała zbyt ufna, przez co była niezbyt silna psychicznie. Często nie radziła sobie jeśli ktoś ją zrani, dlatego zawsze z nią byłam. Nasza przyjaźń trwa już 9 lat. Uzależniłyśmy się od siebie, ale nie przeszkadza nam to.
➖➖➖
Byłyśmy w drodze na lotnisko. Rozmawiałyśmy jak zwykle. Nadal nie powiedziałam jej o moim śnie. Był dla mnie zagadką, tak samo jak ten mężczyzna.. Jego oczy mnie zahinotyzowały. Wyglądały tak magicznie, nigdy takich nie widziałam. Bałam się, ale chciałam zobaczyć je jeszcze raz.
Staliśmy na skrzyżowaniu słuchając radia. Zapaliło się zielone światło, więc ruszyliśmy dalej.
To stało się tak nagle. Ludzie zaczęli krzyczeć, panikować. Ktoś wzywał pomoc. Moje powieki były lekko otwarte, czułam ostry ból w brzuchu. Spojrzałam w dół. Wielki, ostry, metalowy pręt wystawał z mojego ciała. Zaczęłam panikować, chciałam go wyciągnąć, ale nie mogłam, ból był za potężny. Właśnie zdałam sobie sprawę z tego co się stało. Jakieś auto stało na przeciwko nas. Wysiadał z niego mężczyzna z rozbitą głową. Krew powoli leciała z jego rany. Nie widziałam więcej ran, ale pewnie byłam za bardzo zszokowana tym całym wydarzeniem. Przypomniałam sobie, że przecież jechała ze mną Sam. Zaczęłam panikować coraz bardziej. Starałam się odróć głowę w jej stronę mimo przeszywającego bólu. Wtedy ją zobaczyłam. Była cała we krwi, jej lekko otwarte oczy patrzyły prosto w moje. Jej dolna warga mocna drżała. Widać było spływające łzy po jej policzkach. Na moich też pewnie były. Nie miałam siły ich powstrzymać. Chciałam krzyczeć na cały głos : dlaczego?!
- Em... - usłyszałam jej delikatny, zapłakany, pełen bólu i ledwo słyszalny głos. Chciałam płakać jeszcze bardziej, ale nawet na to nie mogłam znaleźć siły.
- Sam... - to było ostatnie słowo które udało mi się wypowiedzieć.
Widziałam jak ostatnia łza spłynęła po jej policzku. Zamknęła oczy...
Sekundy po niej zrobiłam to samo...
➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖
Witam w nowym ff.
Mam nadzieję, że pierwszy rozdział zachęca ☺
ŞİMDİ OKUDUĞUN
My Life Is Death | L.T
FantastikTo się stało tak szybko. Z dnia na dzień byłam innym człowiekiem, właściwie już nawet nie człowiekiem. Gubiłam się we własnych myślach. Nie wiedziałam, nie rozumiałam co się dzieje i co będzie ze mną jutro. Wiedziałam jedno : musiałam walczyć, nie p...
