Chapter 2

1.9K 161 27
                                        



     Derek stał chwilę w osłupieniu. Jednak, gdy się otrząsnął, podniósł się i podbiegł do rannego. Chłopak leżał nieruchomo.

- I co? Karma to suka – te słowa wypowiedział niskim i lekko zachrypniętym głosem. Stał chwilę patrząc na nastolatka, a w głowie rozważając wszystkie za i przeciw ratowania go. Z jednej strony razem ze swoimi kolegami okradli go i zabrali najcenniejsze rzeczy, gdy ten ze zmęczenia zasnął na przystanku. Jednak miał te oczy. Piękne, duże ciemne oczy. Gdy tak leżał na tej ulicy był zupełnie bezbronny.

- I co ja mam teraz z tobą zrobić... – powiedział cicho brunet po czym kleknął przy nim i delikatnie położył dłoń na jego klatce piersiowej. Drugą dłonią uderzył go w twarz. Chłopak otworzył oczy i zaczął zwijać się z bólu. Derek zaczął panikować. Od małego nie wiedział co robić w takich sytuacjach i tak mu już zostało.

- Co cię boli?! – krzyknął brunet, starając się w jaki kolwiek sposób pomóc.

- Strasznie boli mnie noga! – ciemnooki wykrzyczał te słowa przez łzy. Mężczyzna delikatnie podwinął nogawkę, a jego oczom ukazała się kość nastolatka. Dosłownie. Kość przebiła skórę na wylot.

- O Boże! Ja umrę! Ja na pewno umrę! – panikował młody, patrząc na złamanie.

- Nie umrzesz księżniczko. – zaśmiał się Derek, po czym złapał złodzieja tak jakby chciał go podnieść.

- O nie, nie, nie stary! Ja rozumiem cię i zdecydowanie toleruję twoją orientację, ale nie będziesz mnie nosił w ten sposób. – odrzekł chłopak wyciągając rękę. Brunet pomógł mu wstać, złapał go w pasie, a on objął jego szyje. Na trzech nogach udali się do szpitala.

     Pięć minut później byli na miejscu. Był to mały szpital, ale w środku była ogromna kolejka. Szczęście w nieszczęściu, że młody miał otwarte złamanie, bo dzięki temu od razu przyjał go chirurg. Mimo, że Derek wiedział, że nic mu już nie grozi i jest bezpieczny w szpitalu pełnym doświadczonych pielęgniarek i lekarzy, nie mógł wyjść. Nie chciał zostawiać go samego. Co ty robisz? Wyjdź stąd. Ten małolat cię okradł. Powtarzał sobie w myślach jednak na marne. Spędził godzinę czekając na niego przed drzwiami gabinetu. W końcu wyszedł lekarz.

- Witam. Jest pan rodziną lub partnerem poszkodowanego? – zapytał facet w białym kitlu patrząc na jakąś kartkę papieru. Derek osłupiał. Stwierdził, że skłamie, by wyciągnąć jakiekolwiek informacje.

- Tak jestem jego partnerem. – Gdy wypowiedział to na głos zabrzmiało to jeszcze bardziej niezręcznie, niż przypuszczał. Lekarz spojrzał na niego i zmarszczył brwi. Derek był zmieszany, więc kontynuował.

- Bardzo mocno się kochamy. Planujemy razem zamieszkać i... - w tym momencie lekarz mu przerwał.

- Gratuluję, naprawdę i życzę szczęścia. Stiles leży w sali 34b, musi pan przejść korytarzem do końca – zakończył po czym zostawił bruneta samego. Stiles... dziwne imię, pomyślał. Jednak po chwili poczuł sie nie pewnie. Mężczyzna kolejny raz bił się z myślami. Martwi się o tego chłopaka, ale nie chce by nastolatek myślał, że mu bardzo zależy. Zdecydował się jednak na to, by sprawdzić, czy wszystko w porządku. Zajrzę do niego tylko na sekundę. Może nawet krócej. Albo nawet tam nie wejdę, myślał Derek idąc wzdłuż szpitalnego korytarza. Zajrzę przez szparkę w drzwiach. Przestań, zachowujesz się jak gówniarz. Skończył kłótnię z samym sobą dopiero wtedy, gdy stanął przed drzwiami z numerem 34b. Położył rękę na klamce jednak z niezrozumiałych przyczyn nie mógł jej przycisnąć. Poczuł dziwne ciepło wypełniające go od środka. Po paru sekundach jednak się przełamał. Powoli otworzył drzwi, a jego oczom ukazał się uśmiechnięty chłopak imieniem Stiles.


- Jednak mi nie odpuścisz tej kradzieży? – zapytał ciemnooki, gdy zobaczył Dereka w pokoju. Tej reakcji mężczyzna się nie spodziewał. Przez tą godzinę, którą spędził w poczekalni, nie myślał o swoich rzeczach czy kradzieży. Przed oczami miał tylko zapłakaną twarz chłopaka i masę krwi. Jednak nie dał tego po sobie poznać.

- Zależy mi na mojej torbię. Mam tam ważną rzecz, wartość sentymentalna – powiedział to z twarzą nie wyrażającą żadnych emocji.

- Jak na razie lekarz powiedział, że muszę zostać na obserwacji przez co najmniej pięć dni. Pieprzył coś o wstrząśnięciu mózgu – po tych słowach złodziejowi zrzedła mina, ale za to brunet się uśmiechnął.

- Wstrząśnieniu mózgu... – poprawił go, cały czas pokazując swoje śnieżno-białe zęby.

- Wstrząśnienie, wstrząśnięcie co za różnica – wybąkał pod nosem nastolatek.

- Ważne, że ugrzęzłem tutaj – rzekł opierając głowę o poduszkę.

- Mogłeś myśleć o tym, zanim wybiegłeś na środek ulicy próbując mnie wykiwać - odpowiedział mierząc ciemnookiego groźnym wzrokiem. Chłopak tylko spojrzał na niego. Nic nie powiedział, a z jego twarzy ciężko było cokolwiek wyczytać.

- Wpadnę tutaj jutro by sprawdzić czy nie próbujesz uciec, znowu, mogę przy okazji kupić ci jakieś krzyżówki – ironicznie zaśmiał się Derek.

- Wolałbym zgrzewkę piwa i jakieś świerszczyki – odpowiedział Stiles równie sarkastycznie. Mężczyzna wstał z krzesła i podszedł do wyjścia.

- Do zobaczenia – te słowa wypowiedział wyjątkowo delikatnym i miękkim głosem zamykając za sobą szpitalne drzwi.







He Stole My Money I Stole His HeartWhere stories live. Discover now