Rozdział II
Już parę dni później, Zosia straciła swoje dawne imię zyskując nowe, nadane przez tajemniczego kolegę. Nadal nie do końca rozumiała to, co działo się wokół niej. Stwierdziła jednak że ma to gdzieś i zamknęła się w swoim domku z dziwną muzyką.
Kiedy Bombelina zniknęła, przyjaciele udali się na spacer na pomost w celu przyjrzenia się wodzie i ocenie, czy jest godna aby w niej pływali. Wtedy panienka Lyzka zobaczyła w oddali ładnego chłopca puszczającego dmuchawce. Po chwili namysłu stwierdziła że jest to bardzo ładny chłopiec i postanowiła z nim porozmawiać. Podeszła więc w swój specyficzny, bardzo skoczny sposób do owego chłopca i zaczęła rozmowę:
Niestety odebrało jej mowę, bo chłopiec z wielkim dmuchawcem był za ładny. Miał na głowie granatową bandanę, żeby go słoneczko nie spaliło i koszulkę odsłaniającą śliczne ramionka. Oczywiście posmarowane kremikiem. Dziewczyna tylko przechyliła głowę i spróbowała wyobrazić sobie ładniejszego chłopca.
Niestety, to nie było możliwe.
Po chwili do ładnego chłopca przybiegł drugi ładny chłopiec który powiedział:
— Mama cię woła, nie wolno ci siedzieć na pomoście, bo jeszcze wpadniesz.
Ładny chłopiec 1 tylko wstał, spojrzał na swojego brata, potem na Lyz, Rudą i Powła. Kiedy zmierzył wszystkich wzrokiem, otrzepał swoje śliczne nóżki z piasku (którego nie było), co spowodowało że Lyz znowu się rozpłynęła, a potem odszedł z ładnym chłopcem 2 za rączkę.
Potem jednak odwrócił się do Lyz i krzyknął podjarany:
— This is me on my Mars T—Shirt!
Chwilę później zawrócił i poszedł do mamusi z braciszkiem.
— Ładny ten chłopiec. – powiedziała Lyz kiedy odszedł
Ruda znowu się skrzywiła i pewnie walnęłaby jakiś wulgarny tekst, ale wtedy poweł rzucił:
— A gdzie jest Bombelina?
— Od rana jej nie widziałam, więc nie powiem. – powiedziała ruda, ale brakowało jej jakiegoś przekleństwa, więc dodała – chujek z niej.
— No. – zgodziła się Lyz
Kiedy stwierdzili, że Bombelina jest chujkiem wybrali się wreszcie na pomost. Tam Lyzka chciała być śmiechujkiem i wrzuciła Rudą do wody.
— TY CHUJKU! – krzyknęła ruda. Chujek to chyba jej ulubione słowo.
Wszyscy wybuchli śmiechem, oczywiście oprócz rudej, ale Powła nadal trapił fakt, że nie wiedział gdzie jest Bombelina. Nie powiedział jej przecież o super mocach jego towarzyszek.
Wtedy zjawiła się ona, w koszulce z napisem „I prefer the drummer", krótkich spodenkach i czarnych trampkach. Powła zdziwił fakt, iż dziewczyna trzymała jakiegoś chłopca za rączkę. Była uśmiechnięta, ale kiedy zobaczyła Powła, Żulkę i Lyz jej mina spoważniała. Dziewczyna szepnęła coś do chłopaka, po czym oboje odwrócili się na pięcie.
— Bombelino gdzie idziesz? – zapytał Poweł krzycząc. Musiał to wiedzieć
Ona jednak nie odpowiedziała, jedynie przyspieszyła kroku. Lyz poczuła się poniżona więc musiała to zmienić.
— Stój. – powiedziała, a dziewczyna jak za dotknięciem magicznej różdżki stanęła w miejscu.
Bombelina zawróciła, puściła chłopaka i podeszła do Lyz.
Wtedy się zaczęło.
—3.1415926535897932384626433832795028841971693993751058209749445923078164062862089986280348253421170679821480865132823066470938446095505822317253594081284811174502841027019385211055596446229489549303819644288109756659334461284756482337867831652712019091456485669234603486104543266482133936072602491412737245870066063155881748815209209628292540917153643678925903600113305305488204665213841469519415116094330572703657595919530921861173819326117931051185480744623799627495673518857527248912279381830119491298336733624406566430860213949463952247371907021798609437027705392171762931767523846748184676694051320005681271452635608277857713427577896091736371787214684409012249534301465495853710507922796892589235420199561121290219608640344181598136297747713099605187072113499999983729780499510597317328160963185950244594553469083026425223082533446850352619311881710100031378387528865875332083814206171776691473035982534904287554687... — wzięła oddech — 31159562863882353787593751957781857780532171226806613001927876611195909216420198938095257201065485863278865936153381827968230301952035301852968995773622599413891249721775283479131515574857242454150695950829533116861727855889075098381754637464939319255060400927701671139009848824012858361603563707660104710181942955596198946767837449448255379774726847104047534646208046684259069491293313677028989152104752162056966024058038150193511253382430035587640247496473263914199272604269922796782354781636009341721641219924586315030286182974555706749838505494588586926995690927210797509302955321165344987202755960236480665499119881834797753566369807426... To brzmiało jak zaklęcie.Wszyscy tylko stali i patrzyli na Lyz wykonującą dziwne rzeczy mówiąc liczbę pi. Bombelina siedziała cicho wpatrując się ślepo w oczy swojej oprawczyni. Wtedy z nieba zaczęły spadać cyferki, zupełnie jakby przywołane przez panienkę Lyss. Czarny rój matematyczny otaczał ofiarę, aż w końcu nie było jej widać. Same cyferki. W jej uszach odbijał się tylko dźwięk:— Trzy, jeden cztery, jeden pięć, dziewięć dwa... Potem wszystko zniknęło.
No dobra nie wszystko,
tylko Bombelina.
Wyparowała.
__________________
Jak na razie idzie regularnie,
Potem może być gorzej, hehe
YOU ARE READING
Biologia nie wybiera
FanfictionDla niewtajemniczonych niezrozumiałe. Ale i tak polecam.
