Rozdział 1

13 4 34
                                        

*Pov. Karou*

–Braciszku, długo jeszcze? – mruczy Aoi, budząc się z drzemki.

–Nie mam pojęcia, Zajęcu*1

–Nie mów tak na mnie no

–Oj no, pasuje Ci ta ksywka, Zajęcu mały

–Głupek– mruczy Aoi i lekko uderza mnie łokciem w żebra, jednocześnie przecierając oczy dłonią– Strażniku, długo jeszcze?

–Nie. Spokojnie, młoda – mówi koleś, który pilnuje nas od początku podróży

Od kiedy wznieśliśmy się w powietrze, minęło prawie 5 godzin, z czego prawie całą podróż moja siostra przespała. Mały śpioch. Za to mój mały śpioch

– Karou, jak myślisz, wydostaniemy się z więzienia?

–Zapomnij– mruczę i lekko ją szturcham w policzek– Nie pamiętasz Moskwy?

–Akurat stamtąd zwialiśmy

–Bo nam pozwolili, by nas uwalić w japońskim więzieniu, cudaku mój ty mały – mówię i się lekko uśmiecham na to wspomnienie

–Ha, czyli mimo wszystko dumny jesteś, że zwialiśmy od Rusków

–Oj no, cicho bądź. To nie było na serio nawet. Nie starali się nas zatrzymać. Choć nie powiem, że te szmery bajery zajebiście wyszły nam

–Nom. Tylko szkoda, że tak późno się dowiedzieliśmy o tym- mruczy

–O czym, szczeniaki, mówicie?— zainteresował się strażnik

–O pszczółkach i kwiatkach— odpowiadam pół żartem, pół serio, a drugi strażnik pilnujący nas nawet lekko się zaśmiał z odpowiedzi

–Dobra, dobra, ty mi tu nie mędrkuj, panie Komputerek, a odpowiadaj

–Nie mogę. Nie ma chuja, że uwierzycie

–Mów, a nie. Wierz mi, raz mieliśmy kolesia z wyciętym chirurgicznie okiem i bez połowy lewego płuca, który majaczył o jakimś dziwnym Elfie i typie z blizną na karku, którzy mu niby dali moc władania wodą – mówi pierwszy z naszych „oprawców"

–Te akurat ten to był nieco niedorozwinięty umysłowo i majaczył, by zmniejszyć długość kary – nagle odzywa się drugi strażnik, który do tej pory obserwował nas

–Może tak, może nie. Mnie to tyle obchodzi, co psie odchody. Czyli nic– mruczy pierwszy i nasuwa czapkę bardziej na oczy– Dopóki nie dolecimy, nie przeszkadzać mi

–Tak, psze pana– mruczę z niesmakiem na twarzy

Elf i Bliznowaty. Znowu oni. Znowu kłopoty. Mam nadzieję, że nie ma ich w kiciu, do którego lecimy

–Karou, prześpij się może. Nie wiadomo, kiedy dolecimy, a ty ostatnio mało spałeś– mówi Aoi, na co kiwam głową i próbuję się zdrzemnąć, ale oczywiście sen nie chce nadejść przez pewnego jegomościa w stroju strażnika

–Kurwa mać– mruczę zły i patrzę na typa– No mówże, a nie się gapisz jak bachor na cuksy w sklepie – prawie warczę wściekle, gdy kątem oka widzę, że się mi przygląda

–Ile macie lat?

–Hę? Serio? Myślałem, że wiecie, ale dobra. Po 19 lat. Choć Zajęc kilka sekund młodsza

–Nie jestem Zajęc – oburza się Aoi

–Też cię kocham, tuptuś – mówię do niej

–Mocno musieliście się napracować, ty, trafić do Nanby, co?

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: a day ago ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Pieprzeni idioci z celi 13- Nanbaka New StoryStories to obsess over. Discover now