Claire niemal podskoczyła słysząc dźwięk klucza przekręcanego w zamku. Cały dzień siedziała jak na szpilkach, bojąc się każdego samochodu, podjeżdżającego pod ich dom i panikując na widok obcych ludzi. Pociągnęła łyk wina, które przyjemnie rozeszło się po jej ciele.
Wstała z fotela i wyszła do holu. Michelle właśnie wieszała kurtkę, ale kiedy ich oczy się spotkały, dziewczyna skuliła się w sobie. Bez słowa rzuciła klucze do koszyczka z takim impetem, że ten podskoczył i ruszyła w stronę schodów.
– Gdzie byłaś tak długo? – spytała Claire, na co dziewczyna zatrzymała się w pół kroku.
– Serio? – Dziewczyna popatrzyła na matkę wzorkiem pełnym irytacji i głośno westchnęła. – Byłam na treningu, a gdzie miała być?
– Michelle, ja tylko...
– Nawet nie zaczynaj. – Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi. – Nie mam dziś siły na ten twój teatrzyk, więc daruj sobie.
– Michelle! – zawołała Claire ostrym tonem, ale po sekundzie jej twarz zmiękła. – Po prostu martwię się o ciebie.
– Co? – Nastolatka parsknęła śmiechem. – Ty mi teraz mówisz, że się o mnie martwisz?
– Po prostu nie chcę, żebyś wracała sama po zmroku.
– Serio? Może nagle zaczniesz mnie odbierać ze szkoły? Nie jestem już dzieckiem.
– Po prostu chcę, żebyś była ostrożna.
Michelle zacisnęła pięści, jakby próbowała się powstrzymać przed uderzeniem matki.
– Gdzie byłaś, kiedy naprawdę potrzebowałam matki? – zawołała ostrym głosem. – Kiedy miałam dwanaście lat i pierwszą miesiączkę? Kiedy wygrałam pierwsze zawody międzyszkolne? Ethan był przy mnie, nie ty. Ty wolałaś się nad sobą użalać i chlać do nieprzytomności.
– To nie tak... – zaczęła Claire, ale głos jej się załamał.
– A jak? – Michelle podeszła bliżej, dysząc ciężko. – Nagle po tylu latach chcesz grać zatroskaną matkę? Już cię nie potrzebuję.
Claire poczuła ucisk w gardle, ale nie była w stanie wykrztusić żadnego słowa.
– Nalej sobie jeszcze wina, mamo – powiedziała nastolatka, akcentując ostatnie słowo. – To jedyne, co ci wychodzi.
Dziewczyna minęła matkę i weszła szybko po schodach. Drzwi do jej pokoju trzasnęły z takim hukiem, że Claire zastanawiała się czy nie wyleciały z futryny. Chciała pobiec za córką, ale nie miała żadnych argumentów, które mogłyby ją przekonać. Zamiast tego zawróciła cicho do salonu, podniosła z blatu kieliszek i opróżniła go jednym haustem.
***
Siedziała w skórzanym fotelu, tępo wpatrując się w kursor migający na pustym dokumencie Excela. Była dopiero dziesiąta rano, a jej myśli już krążyły wokół wieczora z dwoma butelkami wina i telewizorem.
Wszystko zdawało się rozpadać. Wczorajsza rozmowa z Michelle uświadomiła jej, jak bardzo zawiodła jako matka. Obok tego w jej głowie wciąż odtwarzana była rozmowa odbyta w Mercedesie. Czarna Nokia leżała głęboko na dnie jej torebki, ciążąc jak ołów. Reputacja jej rodziny wisiała na włosku, a ona nie mogła nic z tym zrobić.
Z zamyślenia wyrwało ją pukanie do drzwi.
Do pomieszczenia weszła sekretarka, niosąc w rękach potężny bukiet białych lilii zawiniętych w niebieski celofan. Zapach kwiatów natychmiast wypełnił przestrzeń biura. Claire przez chwilę pomyślała, że to jakaś pomyłka, ale potem żołądek podszedł jej do gardła.
CZYTASZ
Protokół Fałszywej Śmierci
ActionWszyscy, którzy znali mnie przed jedenastym września, myślą że nie żyje. Dla Marka Walkera to zdanie brzmiało jak początek kiepskiego thrillera, ale dla Jima Harrisa była to rzeczywistość. Panama 2011 rok. Nowe życie. Nowe nazwisko. Pozorny spokój...
