Dalia Córka Najemnika

22 3 2
                                        

Zanim Dalia nauczyła się bać ciemności, nauczyła się, że niektóre sekrety mają imiona.
Miała sześć lat, kiedy po raz pierwszy usłyszała imię Arven.
Nie wiedziała wtedy, kim był. Dla niej był jedynie słowem, którego matka nigdy nie wypowiadała przy zapalonych świecach i którego zawsze unikała, kiedy w pobliżu znajdował się ojciec.

W Mevaris istniało wiele imion, których dzieci nie powinny znać.
Imion dawnych królów.
Imion ludzi, którzy zginęli podczas wojny.
Imion Strażników, o których starsi mieszkańcy mówili przyciszonym głosem, jakby samo wspomnienie mogło przywołać coś, co dawno powinno pozostać martwe.
Dalia nie wiedziała, co dokładnie kryło się za tym imieniem. Nie wiedziała, czy Arven był kimś bliskim jej rodzicom, czy może kimś, kogo powinni się bać.

Ale Arven był inny.
Kiedy Dalia była mała, nie rozumiała dlaczego.
Wiedziała tylko, że kiedy matka słyszała to imię, w jej oczach zawsze gasło odrobinę światła, a uśmiech znikał z twarzy.
Tamtego wieczoru padał śnieg.

Ciężkie płatki osiadały na parapetach starego domu, a wiatr szarpał drewnianymi okiennicami. W oddali, za ciemnymi wzgórzami, zaczynały się Góry Cienia, o których mieszkańcy Mevaris opowiadali dzieciom historie o duchach, zagubionych wędrowcach i światłach pojawiających się między drzewami.

Krążyły pogłoski, że światła te rozpalały elfy, które spacerowały po lesie, śpiewając stare pieśni z dawnych dni. Były to jednak tylko pogłoski. Nikt nigdy nie widział elfów w tej części krainy.
Dalia siedziała przy kominku, owinięta grubym wełnianym kocem, i czekała na powrót ojca.

Poprawiła swój rudy warkocz, przesuwając go na bok. Odsłoniła przy tym blade ramię usiane drobnymi piegami.
Czekała już tak długo, że zaczynały zamykać jej się oczy.
Ojciec był najemnikiem.
Znikał na tygodnie, czasem na całe miesiące, lecz zawsze wracał. Wracał do swojej żony i małej, sześcioletniej córki.
Tak jej obiecywał.

- Wrócę - mówił za każdym razem, kiedy wyjeżdżał.

Tego wieczoru również miał wrócić.
Dalia nie wiedziała jednak, że tym razem przywiezie ze sobą coś, czego nie da się pozostawić za drzwiami.

Drzwi otworzyły się tuż przed północą.
Dalia poderwała się z fotela.

- Tato! - zawołała i pobiegła w jego stronę.
Mężczyzna wszedł do środka, otrząsając śnieg z ciemnego płaszcza.

Był wyczerpany. Na policzku miał rozcięcie, a na rękawie zaschniętą krew.
Mimo to, kiedy ją zobaczył, uśmiechnął się.

- Moja mała wojowniczka - przywitał ją, rozkładając ramiona.

Dalia rzuciła mu się na szyję.
Ojciec objął ją mocno.
Przez kilka sekund wszystko było tak, jak powinno.

Ciepło kominka.
Zapach mokrego płaszcza.
Bezpieczne ramiona.
Znajomy rytm jego serca.
Dopiero kiedy ją odsunął, Dalia zauważyła, że za jego plecami stoi matka.
Nie patrzyła na męża.
Patrzyła na coś, co wystawało spod jego płaszcza.

Małe metalowe pudełko.
Dalia zmarszczyła brwi.

- Co to jest? - spytała, wskazując na pudełko.
Ojciec spojrzał na matkę.

Wymienili krótkie, pełne obawy spojrzenie. Dalia nie potrafiła wtedy odczytać jego znaczenia, lecz dzisiaj wiedziała, że właśnie w tej chwili oboje zrozumieli, iż ich dotychczasowe życie zaczęło się kończyć.

- Nic, czym powinnaś się interesować - odpowiedział ojciec.

Dziewczynka skrzywiła się. Na jej twarzy pojawiło się rozczarowanie. Spojrzała na niego smutnymi, niemal szarymi oczami, które ledwo było widać spod kaskady przydługiej, rudej grzywki.

Dalia Córka NajemnikaStories to obsess over. Discover now