Odkąd Alastor został inwestorem i wspólnikiem kasyna, Husk żył nadzieją na lepsze jutro. Nie chodziło o lokal- jasno ozdobione wnętrze, gdzie mieszała się namiętność jazzu i zapachu trunków stale zyskiwało nowych klientów, ale Husk dawno się w nim zagubił. Nowi przyjaciele do kart, po czasie stawali się mu wrodzy, gdy zasiadał do Tulleamore'a z wpływowymi gośćmi dolewek robiło się coraz więcej i więcej. Husk tkwił w tym kole co wieczór.
Widział u siebie te słabość, ale był zbyt przerażony porzuceniem w cholerę tego na co długo pracował. Alastor, częściowo go od tego uwolnił.
Z dnia na dzień Huskowi zrobiło się... lżej? Nie musiał więcej zaglądać do gości, co najwyżej raz w tygodniu zasiadał do papierologii by mentalnie i fizycznie odizolować się od pijaństwa. Znów ematował pociągającą męskością złączoną z pewności siebie i elegancji. Kobiety Nowego Orleanu go uwielbiały. Chodzenie na spotkania, czasem kolejne randki, bez obecności alkoholu aktywowały stronę Huska, którą sam dopiero poznawał. Trzymanie drugiej osoby za talię, odprowadzanie do domu oraz wszystkie całusy w czubek głowy sprawiały, że czuł się chciały, potrzebny drugiemu człowiekowi jak nigdy dotąd. Jednak gdy rzeczy stawały się poważniejsze, czar pryskał.
Schlebiało mu, jak piękne, delikatne istoty chciały dotykać jego pleców lub oglądać bez koszuli po tym, jak prawie wyrywały z niej guziki razem z nitkami. Lubił gdy ich języki spotykały się i wzajemnie badały uzębienie, ale nic z tego nie prowadziło do oczekiwanego przez partnerki zwrotu akcji. Zwykle wyznaczało koniec spotkania.
Tłumaczył delikatnie jego niechęć do stosunku i chodź Husk wręcz adorował te kobiety, one nigdy więcej nie oddzwaniały. Wiedział, że brak gotowości na średnio zobowiązujący sex, to jego wina, co piętrzyło w nim skrępowanie. Jego passa kończyła się tak szybko jak zaczęła, a nuda zawładnęła samotnymi wieczorami. Próbował zwalczać ją różnymi aktywnościami, ale gdy hazardzista, poszedł na otwarcie muzeum biologicznego, zreflektował się jak absurdalnie wygląda próbując wpasować się w obce towarzystwo.
Półtorej roku minęło od ostatniego wieczoru Huska w kasynie, ale ambitny Alastor świetnie wszystkim zarządzał. Banery i neony wciąż przytłaczały przechodniów oślepiającym światłem, nieopodal wejścia stały eleganckie damy wraz z partnerami, wciągającymi do ust dym cygara bądź fajek. Zaraz po przekroczeniu progu, ciszę przerywał dźwięk saksofonu, pianina oraz kobiecego głosu. Wykładzina wciąż lśniła złotymi nićmi przeplatającymi burgundowe wzory, a roztaczający się zapach był podobny do zapachu wszystkich kobiet Huska- namiętny.
Po raz pierwszy poczuł się niepewnie we własnym kasynie. Myślał, że jest nie na miejscu, że jest tak mały względem własnych gości, więc zamiast zagadywać i dosiadać się do dżentelmenów przy stołach, ruszył prosto do części z barem.
O tak wczesnej godzinie, mało osób odchodziło od kart i żetonów, dlatego pod sceną zajętych było tylko kilka pojedynczych stolików, samotni panowie przeczekiwali rundy lub odwracali uwagę od własnej samotności poprzez alkohol, nikotynę oraz oglądanie ponętnych wokalistek. To samo zrobił Husk.
-Dawno się nie widzieliśmy, szefie - naturalnie blady, elegancko ubrany barman ze ściereczką w ręku, oparł się o blat, kiedy Husk usiadł na wysokim stołku.-Co mogę panu podać?
-Oh, cześć Luci. Trochę czasu minęło...- uśmiechną się do siebie, wciąż pełen niepokoju.-To co zwykle, jeśli pamiętasz- barman uśmiechną się chytrze i zaczął nalewać dwusetkę Tulleamore do whiskaczowki.
-Na zdrowie - postawił przed nim trunek, a w szklance obok kostki lodu z metalowymi szczypcami.-Więc co Pana tu sprowadza, szefie?-Lucifer wrócił do polerowania szkła, a Husk westchną głęboko.
YOU ARE READING
A man after midnight | Huskerdust Oneshot |
FanfictionOdkąd nowy partner biznesowy pojawił sie w kasynie Huska, poczuł więcej wolności, ale samotne życie z okazjonalnymi, szybkimi romansami nie było tak przyjemne jak mogłoby się wydawać. Wtedy w swoim kasynie zobaczył nową, piękną wokalistkę jazzową.
