Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

1. Powrotny nie zawsze bywaja łatwe

4 1 0
                                        

Odkąd pamiętam byłem wybrańcem

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Odkąd pamiętam byłem wybrańcem. Tym co miał uratować magiczny świat przed zagładą samego Voldemorta. Teraz gdy to wszystko się już dokonało, czy miałem większy sens życia? Po co jeszcze tutaj byłem? Jaki jest mój cel? Niczego nie rozumiałem. Mialem mętlik w głowie. Po tej całej wojnie pogubiłem się.

Już miałem nie zaczynać swojego ósmego roku, stworzonego dla czarodzieji i czarownic, których edukacja zostala przerwana przez wojnę. Hermiona mnie zmusiła, podobnie jak Rona. Tak jakbym wcale się tego nie spodziewał i nie oczekiwał wyjca od niej, w którym tłumaczy jaka to edukacja nie jest ważna w życiu. Tak jakbym tego nie wiedział!

Właśnie wychodziłem z Grimmauld Place 12 na dworzec. Nie miałem ochoty podróżować żadnym magicznym sposobem. Racja, byłoby o wiele łatwiej, ale chciałem poczuć sie znowu jak normalna osoba żyjąca w mugolskim świecie. Z jednej strony nie mogłem sie doczekać aż zobaczę swoich najbliższych przyjaciół, ale będą tam też inni. Co jak beda mnie oceniali? Jednak zabiłem Voldemorta. Jedno pytanie najbardziej narastało mi w głowie. Czy ślizgoni też tam będą? Jak ja im spojrzę w oczy? Podczas bitwy walczyliśmy przeciwko śmierciożercom. Wielu z nich jak nie poległo w walce, to zostalo skazanych i przebywają w azkabanie.

Czy Draco też tam będzie? Jego ojciec należy do tych skazanych, jednak mu z matką nic się nie stało. Żyją pełnią życia w swojej wielkiej, ciemnej willi. Jakby nigdy nic. Jakby oni też nie byli temu wszystkiemu winni. Nienawidzę go, od momentu kiedy wyciągnął do mnie tą swoja rękę proponując przyjaźń. Pamietam do dziś jak skrytykował Rona, tak jakby był gorszy z powodu sytuacji finansowej. Malfoy miał wtedy o wiele lepsza, nie ma co ukrywać, to wszystko były pieniążki tatusia, ale jego serce było niczym zgniłe jabłko. Ochydne, coś nie warte uwagi.

Nawet nie zauważyłem, a prawie przegapiłbym dworzec. Nie marnowałem czasu i udałem sie na peron 9 i 3/4. Szybko zobaczyłem w tłumie ludzi te typowe rude wlosy. Była to Ginny z Ronem, a obok nich zauważyłem Hermione. Nie ma co ukrywać, że stałem się trzecim kolem u wozu, ale dla mnie to było okej. Nie przeszkadzało mi to. „Hej! Ron, Hermiona!" Krzyknąłem do nich. Oni tylko się odwrócili. Nie mieli nawet czasu się odezwać bo wyprzedziła ich w tym Ginny. „Harry! Tak dawno cię nie widzieliśmy! Od momentu.." Przerwała jej Hermiona. Moja zbawicielka. Nikt nie musiał o tym wspominać, każdy wiedział o czym była mowa. To był pogrzeb Freda. „Harry napewno masz nam dużo do opowiedzenia. Wogóle nie widzieliśmy cię w czarodziejskim świecie. Nie pojawiałeś się przez dłuższy czas." Brunetka odpowiedziała. Byłam jej wdzięczny. Jednak miała rację, starałem się unikać magii. Nie całkowicie oczywiście, tylko tego świata. Świata gdzie nikomu nie musiałem się przedstawiać, każdy znał moje imię. Gdzie się nie znalazłem to słyszałem to charakterystyczne zdanie „na koszt firmy". Musiałem odpocząć. Inaczej bym oszalał.

Znaleźliśmy wolny przedział. Najmłodsza z rudowłosych udała się do swoich przyjaciół. W końcu mogliśmy być tylko w trzech. „Więc Hermiona, jak minęła ci przerwa od szkoly?" Zapytałem. Ona tylko zachichotała. „Przerwa? Starałam się uczyć. Nie codziennie ma się ambicje aby zostać najmłodszą minister magii. Od czasu do czasu wychodziłam na randki z Ronem, ale to rzadziej. Prędzej bywałam w norze starając się uczyć, a Ron mnie ciagle rozpraszał." Poprawiło mi to humor. Cieszyłem się ich szczęściem. „Wiec domyślam się, że kiedy Ron nie był z tobą to jadł." Rudzielec spojrzał się na mnie. „Hej! To nie prawda! Robiłem też o wiele więcej! Gotowałem." Zapadła chwila ciszy. „A potem to jadłem." Wszyscy się roześmialiśmy. Brakowało mi tego.

Rozmawialiśmy o wszystkim. W końcu zapytałem. „Myślicie ze ślizgoni też będą na ósmym roku? Mam na myśli.. po tym wszystkim.." Mój głos był nie pewny. Jakbym się bał, ale się nie boję? Prawda? To był by absurd. Czego się tutaj bać? Paru rozpieszczonych nastolatków? „Napewno, przecież ich nie wykluczą. Wiesz jaka jest Mcgonagall." Ron powiedział w trakcie jedzenia dyniowych cukierków. Hermiona miała grymas na twarzy. „Owszem Ronaldzie, mogli dostać propozycje powrotu, ale czy ich godność by im na to pozwoliła? A po drugie, nie mów w trakcie jedzenia!" Z tym sie zgodzę, w sensie z częścią godności. Ślizgoni naprawdę mieli wybujane ego. Starali się za wszelką cenę utrzymać dobrą reputację, która prawdopodobnie nawet nigdy nie istniała. Mieli również swoje zasady, których nie łamali i się ich żelaźnie trzymali. Nie ma co kłamać, że wiedzieli kiedy zejść ze sceny, jak to się mówi. Ludzie z domu Salazara, naprawdę posiadają czasem klasę. „No dobrze, ale nadal ich ambicję są duże. Napewno chcieliby skończyć szkole. Taki Malfoy, czy Parkinson napewno się pojawią.." Powiedziałem. „Kto by zatrudnił takich ludzi? Zdradzieckie.." Ron zaczął, ale nie dane było mu dokończyć gdy Hermiona uderzyła go w tył głowy.

Została może godzina, czy półtorej drogi. Postanowiłem przejść się po pociagu, i przy okazji skorzystać z toalety. Moi przyjaciele spali wtuleni w siebie. Idąc przez korytarz, zauważyłem przedział, którego szyby były całkowicie zasłonięte przez kurtyny. Zaciekawiło mnie kto mógłby tam siedzieć. Wtedy nie sądziłem, że tak szybko uzyskam odpowiedź. Drzwi przedziału otworzyły się. Zauważyłem te dobrze mi znane platynowe wlosy. „Draco?" Mój głos był niepewny, wręcz drżący. Widziałem jak jego oczy otworzyły się szeroko. Jego mina pokazywała zmęczenie. Jego twarz zawsze byla idealna, porcelanowa. Teraz pod oczami były czarne, opadające wory. Nie wiem jak dlugo stałem i czekałem na odpowiedź. Jego smukłe dłonie zamknęły drzwi od przedzialu. „Potter.. Cześć." Odpowiedział. Jego usta lekko sie otworzyły, jakby chciał powiedzieć coś więcej. Zwróciłem uwagę na jego wygląd. Satynowa czarna koszula z bufiastymi rękawami i zielonymi wstawkami, czarne garniturowe spodnie, pierścionki ozdabiały palce u jego lewej reki, natomiast na prawej można było zauważyć tylko jeden, sygnet rodu Malfoyow. Jego włosy nie były ulizane jak we wcześniejszym latach, były małym bałaganem, jego własnym, tak jakby była to oznaka rebelii.

Minąłem go, ale poczułem sie wręcz głupio. Czy to ja byłem ubrany wręcz za słabo, czy on za bardzo? Miałem na sobie zwykłą, czarna bluzę, granatowe jeansy i moje czerwone conversy, ktore noszę już pare lat. Moje włosy wyglądały jakby nie były czesane od jakiegoś czasu, i może to prawda, nie pamiętam kiedy ostatni raz dotknąłem je grzebieniem. Na szyji miałem naszyjnik. Złoty znicz, ten sam który złapałem na swoim pierwszym meczu. Nie,p to zdecydowanie Malfoy ubrał sie jak na rewię mody, to dosyć spora droga i lepiej ubrać sie wygodnie.

Wróciłam do swoich przyjaciół. Nadal spali, więc i ja uznałem, że odpocznę przed przybyciem. To może byc okropnie ciężki rok szkolny. Nawet nie wiem czy chce tutaj być. Ale już za późno. Chociaż ten rok będzie jedynym normalnym bez żadnych przygod. Bynajmniej na to liczę, ale mówiłaem tak przez siedem lat i zawsze było to samo.

Moją jedyna nadzieją jest poprostu przeżyć jeden rok szkolny funkcjonując jako normalny uczeń hogwartu. Mając problemy miłosne i zastanawiając się czy zdam egzaminy końcowe. Ten rok na taki sie zapowiada.

enchanted - drarryOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz