Rozdzial 1

2 0 0
                                        

Wrześniowy poranek był zaskakująco ciepły. Słońce odbijało się od szyb autobusów stojących przy dworcu, a chodniki powoli zapełniały się uczniami wracającymi do szkoły po dwóch miesiącach wakacje. Jedni śmiali się głośno, opowiadając sobie historię z wyjazdów. Inni
narzekali, że wakacje minęły zdecydowanie za szybko.
Tomek nie należał do żadnej z tych grup. Szedł powoli z plecakiem przewieszonym przez jedno ramię, słuchając muzyki w jednej słuchawce. Drugą zostawił wolną, żeby usłyszeć nadjeżdżający autobus albo znajomy głos. Lubił cieszę, nie dlatego że był nieśmiały, po prostu hałas go męczył.
Po dojechaniu pod liceum, zatrzymał się na chwilę. Ogromny szary gmach wyglądał dokładnie tak samo jak przed wakacjami. Ta sama odrapana elewacja, te same ławki przed wejściem, to samo wielkie drzewo, pod którym zawsze siedzieli maturzyści.
-No... Wróciliśmy - westchnął
-Sam do siebie gadasz? - odwrócił się na dźwięk znajomego głosu.
Julka stała kilka kroków za nim z kubkiem mrożonej kawy w dłoni.
-Trochę - odparł
-Już się bałam, że przez dwa miesiące całkiem ci odbiło.
-Jeszcze nie.
-Daje ci tydzień - zaśmiała się Julka.
Tomek uśmiechnął się lekko, dziewczyna zawsze potrafiła poprawić mu humor, w końcu przyjaźnią się od podstawówki. Tak samo jak zawsze, ciemne włosy miała spięte w schludny wysoki kucyk, a jej outfit typowo luźny, choć na niej wszystko wyglądało elegancko.
Idąc w stronę szkoły rozmawiali o przebiegu wakacji.
-Jak wakacje? - zapytała Julka
-Jak zwykle - odpowiedział Tomek.
-Czyli siedziałeś w domu?
-W większości.
-Wiedziałam...- westchnęła dziewczyna.
-A ty? - zapytał, chcąc odwrócić jej uwagę od siebie.
-Mazury, koncert, trzy imprezy, jedna katastrofa rowerowa i zgubiłam telefon. - wyliczała na palcach.
-Brzmi jak ty.
-Dzięki - wywróciła oczami z uśmiechem - Dobra chodź, zanim zabraknie nam miejsc.
Ruszyli w stronę wejścia do klasy, ale nie zdążyli nawet zrobić kilku kroków gdy z parkingu dobiegł przeciągły pisk opon, a kilku uczniów odruchowo odwróciło głowy.
-O nie...- mruknęła ze znużeniem Julka.
Na szkolny parking z impetem wjechało czarne BMW. Samochód zatrzymał się bokiem, zostawiając na asfalcie dwa ciemne ślady. Silnik jeszcze przez chwilę głośno mruczał, a drzwi kierowcy otworzyły się. Ze środka wysiadł wysoki chłopak w czarnej bluzie z podwiniętymi rękawami. Przeciągnął się leniwie, przejechał dłonią po krótko ściętych włosach i rozejrzał dookoła z mina człowieka, który właśnie przyjechał na własną imprezę.
-Czoooopek! - kilka osób niemal odrazu ruszyło w jego stronę.
-Stary! Widziałam filmik!
-Jak ty wziąłeś tamten zakręt?!
-Policja cię nie złapała?
Czopek uśmiechnął się chytrzy
-Jezu, po kolei, najpierw kawa - sięgnął po papierowy kubek z samochodu - potem autografy.
Grupa wybuchła śmiechem.
-Idiota - mruknęła Julka.
-Kto to? - zapytał Tomek
-Serio nie wiesz kto to? - spojrzała na niego z niedowierzaniem.
-No jak widać to nie.
- To przecież Czopek.
-Dziwna ksywka...
-Jeszcze dziwniejszy właściciel - stwierdziła z niesmakiem dziewczyna.
-Jest w naszej klasie? - zapytał.
-Niestety.
Tomek spojrzał jeszcze raz, Czopek właśnie rozmawiała z grupką uczniów, gestykulując tak żywo, ze prawie wylał sobie kawę na buty. Co chwilę ktoś wybuchał śmiechem. Chłopak wyglądał jakby znał pół szkoły, albo jakby pół szkoły znało jego.
-Wiesz... Krążą o nim różne plotki, że niby ściga się po nocach, zarabia na zakładach, raz uciekł policji, że... - urwała w końcu - szczerze? Lepiej nie słuchaj plotek.
-Czemu?
-Bo i tak połowa z nich to pewnie prawda.
Tomek zaśmiał się cicho. W tym samym momencie Czopek odwrócił głowę, a ich spojrzenia się spotkały i przez krótką chwilę patrzeli na siebie. Czopek zmarszczył brwi  i nachylił się do chłopaka stojącego obok.
-Ej, kto to kurwa jest? Bo się gapi.
Chłopak spojrzał się tak gdzie jego kolega
-Tomaszewski, chodzi do naszej klasy, co ty nie pamiętasz stary?
-Serio? - zapytał, drapiąc się po głowie. Marcel  przytaknął.
-No to chyba znalazłem sobie nowego kolegę - powiedział, uśmiechając się ironicznie.

Dzwonek rozbrzmiał dokładnie o ósmej, a korytarz natychmiast zamienił się w rwącą rzekę uczniów. Ktoś biegł z kanapką w ręku, ktoś próbował dopić kawę, a dwie pierwszoklasistki nerwowo sprawdzały numery sal. Tomek i Julka weszli do klasy jako jedni z pierwszych. Sala wyglądała tak samo jak przed wakacjami, elektryczna tablica, drewniane ławki z wyrytymi  napisami i stare rolety, które od lat zacinały się przy każdym opuszczaniu.
-Nic się nie zmieniło...- stwierdziła z rozczarowaniem Julka.
-Nawet ta plama na suficie, albo to grzyb? A szczerze to chuj wie co to jest - powiedział zmieszany.
- To chyba przeżyje nas wszystkich - parsknęła.
Usiedli w trzeciej ławce przy oknie. Tomek wyjął piórnik i zeszyt, a Julka odrazu położyła głowę na ławce.
-Weź, obudź mnie, jak skończy się rok szkolny - wymamrotała dziewczyna.
-Postaram się - wywrócił oczami.
Drzwi od klasy otworzyły się z hukiem. Do środka wszedł Czopek z kubkiem kawy i zapiekanką z biedronki, a za nim oczywiście Marcel.
-Chce ktoś zapiekankę? Po piętnaście złotych.
-Przecież kosztowała cztery - powiedział ktoś z klasy.
-Inflacja - powiedział z przekąsem brązowooki.
-Paweł! - odezwała się wychowawczyni, która właśnie weszła do sali.
-Słucham? - odparł niewzruszony chłopak.
-Do ławki - powiedziała stanowczo.
-Już, dobrze, pani profesor, magister, habilitowana.
Nauczycielka tylko spojrzała na niego zrezygnowana. Przeszedł między ławkami i nagle zatrzymał się obok Tomka, uśmiechnął się parszywie i poszedł dalej. Usiadł w ostatniej ławce, a Marcel obok niego. Lekcja trwała może z dziesięć minut, wychowawczyni omawiała plan roku szkolnego, Czopek przez ten czas ani razu nie spojrzał w zeszyt. Najpierw rysował coś na marginesie, potem podrzucał długopis, w końcu zaczął składać papierowy samolot. Marcel obserwował go z niedowierzaniem.
-Serio?
-Co? -zapytał zdezorientowany Czopek.
- Ile ty masz lat?
-Prawie osiemnaście - odpowiedział dumny.
-Zachowujesz się jakbyś miał osiem.
-Ale za to jakie fajne osiem - uśmiechnął się głupio. Złożył samolot i rozejrzał się po klasie. Jego wzrok zatrzymał się na Tomku, a w jego oczach coś błysło.
-Nie.... -powiedział Marcel, wiedząc co się szykuje.
-Cicho - powiedział skupiony na celowaniu Paweł
Po czym wypuścił papierowy samolot, który przeleciał idealnie przez całą klasę, by trafić Tomka. Tylne ławki wybuchły śmiechem, a ci z przodu odwrócili się by zobaczyć coś się dzieje. Tomaszewski zdezorientowany podniósł samolot i rozłożył kartkę. Na samym jej środku był wymalowany wielkie męskie genitalia, Tomek zmrużył oczy i odwrócił się. Czopek siedział oparty wygodnie o krzesło i z uśmieszkiem niewinnie uniósł ręce.
Marcel próbował zagłuszyć śmiech, ukrywając twarz w dłoniach. Tomek zamknął oczy z nadzieją, że ten dzień się szybko skończy...

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Aug 05 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

Jeszcze nie wiem Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz