Han Jisung siedział na przystanku, wpatrując się w mokry asfalt. W słuchawkach grała ta sama playlista, której słuchał niemal codziennie. Nie dlatego, że była jego ulubioną. Po prostu nie miał siły szukać czegoś nowego.
Westchnął cicho i schował dłonie głębiej w rękawy za dużej bluzy. Jesień dopiero się zaczynała, a on już czuł, jakby trwała od lat.
POV.JISUNG
Musiałem znów uciec z domu, rodzice znów zaczęli się kłócić.
Nie pierwszy raz.
Z każdym kolejnym razem coraz trudniej było mi udawać, że wszystko jest w porządku. Zakładałem słuchawki, brałem pierwszą lepszą bluzę i wychodziłem, zanim zdążyłem usłyszeć kolejne ostre słowa.
Na dworze było zimniej, niż się spodziewałem.
Październikowy wiatr przesuwał mokre liście po chodniku, a ja szedłem bez konkretnego celu. Po prostu chciałem znaleźć miejsce, gdzie przez chwilę będzie cicho.
W końcu zatrzymałem się na przystanku, na którym prawie nigdy nikogo nie było.
Usiadłem na ławce i spojrzałem przed siebie.
Miasto wyglądało inaczej wieczorem. Światła z okien mieszkań przypominały mi, że gdzieś tam ludzie wracali do swoich domów, siadali razem przy stole i rozmawiali o zwykłych rzeczach.
A ja siedziałem sam.
Wyciągnąłem telefon i spojrzałem na godzinę.
23:17.
Westchnąłem i schowałem go z powrotem do kieszeni.
Wtedy usłyszałem kroki.
Nagle ktoś zatrzymał się obok ławki.
Podniosłem wzrok.
Chłopak stał z parasolem w dłoni i wyglądał tak, jakby sam nie wiedział, czy powinien tutaj zostać, czy iść dalej.
— Mogę usiąść? — zapytał.
Skinąłem tylko głową.
Przesunąłem się trochę na bok, a on usiadł w ciszy. Przez chwilę żaden z nas się nie odezwał.
To było dziwne.
Zazwyczaj ludzie próbowali wypełnić ciszę rozmową. Pytali, czemu ktoś siedzi sam albo czy wszystko jest okej.
On tego nie zrobił.
Po prostu siedział.
I chyba właśnie tego wtedy potrzebowałem.
— Też uciekasz przed deszczem? — odezwał się po chwili.
Spojrzałem na krople spływające po szybie przystanku.
— Raczej przed wszystkim.
Przez moment nic nie odpowiedział.
— Rozumiem.
Nie wiedziałem, czy naprawdę rozumiał. Może tylko tak powiedział.
Ale pierwszy raz od dawna nie musiałem nikomu niczego tłumaczyć.
Zegar na przystanku zmienił godzinę, a autobus nadal nie przyjeżdżał.
Siedzieliśmy obok siebie, dwóch obcych ludzi w środku zimnego października.
I przez chwilę ta cisza nie była już taka ciężka.
Przez chwilę żaden z nas się nie odzywał.
Nie była to jednak ta niezręczna cisza, której zawsze próbowałem unikać. Raczej taka, która pozwalała po prostu być. Bez udawania, bez wymuszonych uśmiechów i bez pytań, na które nie znałem odpowiedzi.
BINABASA MO ANG
When the rain forgot our names/minsung
FanfictionJisung od dawna nie wierzył, że można jeszcze znaleźć miejsce, które nazwie domem. Każdy dzień wyglądał tak samo. Szare ulice, puste przystanki i słuchawki, które zagłuszały wszystko poza własnymi myślami. Pewnego dnia poznaje Minho. Minho wydaje si...
