Prolog
Las nigdy nie milczał. Nawet w środku najciemniejszej nocy szeptał poruszanymi przez wiatr gałęziami, skrzypiał starymi pniami i odpowiadał pohukiwaniem sów ukrytych wysoko w koronach drzew. Tej nocy jednak jego głos brzmiał inaczej. Ciężej. Niespokojniej. Jakby pradawna puszcza wyczuwała zbliżające się niebezpieczeństwo i próbowała ostrzec wszystkich, którzy potrafili jej słuchać. Nad górami wisiał ogromny księżyc. Nie był srebrny ani biały jak zwykle. Miał barwę krwi. Jego czerwone światło przenikało między gałęziami, kładło się na dachach drewnianych domów i odbijało w oczach wilków strzegących granic osady. Wataha Srebrnego Księżyca od pokoleń zamieszkiwała tę dolinę. Ukryta przed ludźmi, otoczona lasem i górami, była uznawana za najstarszą oraz najsilniejszą spośród wszystkich istniejących watah. Tej nocy nikt jednak nie myślał o sile. Wszyscy czekali na narodziny dziecka. W największym domu stojącym pośrodku osady paliły się wszystkie światła. Przed budynkiem gromadzili się członkowie watahy. Rozmawiali ściszonymi głosami, spoglądając co chwilę w stronę drzwi. Nikt nie chciał wracać do własnego domu. Nikt nie potrafił spokojnie zasnąć, wiedząc, że właśnie rodzi się długo wyczekiwana córka Alfy i Luny. Wewnątrz domu panował chaos.
- Oddychaj, moja pani - powtarzała starsza uzdrowicielka, ocierając wilgotną szmatką spocone czoło rodzącej kobiety. - Jeszcze trochę. Już niedługo ją zobaczysz.
Luna Helena zacisnęła palce na białym prześcieradle. Jej długie, jasne włosy kleiły się do twarzy, a oddech stawał się coraz bardziej urywany.
- Nie dam rady - wyszeptała.
- Dasz.
Głos dochodzący z drugiej strony łóżka należał do jej partnera. Aleksander, Alfa Srebrnego Księżyca, klęczał obok, mocno trzymając jej dłoń. Zazwyczaj jego twarz była spokojna, a spojrzenie stanowcze. Potrafił jednym słowem uciszyć całą salę i bez wahania stanąć do walki z każdym, kto zagroziłby jego rodzinie. Teraz jednak w jego oczach widoczny był strach. Nie bał się wrogów. Nie bał się śmierci. Bał się, że straci kobietę, którą kochał bardziej niż własne życie.
- Spójrz na mnie - powiedział, pochylając się nad nią. - Heleno, spójrz na mnie.
Uniósła powieki.
- Jestem tutaj - zapewnił. - Nie puszczę cię. Ani teraz, ani nigdy.
- Obiecujesz?
- Przysięgam na więź między nami.
Na jej ustach pojawił się nikły uśmiech, ale zaraz zniknął, kiedy przez ciało przeszedł kolejny silny skurcz. Krzyk Heleny rozdarł ciszę domu i dotarł aż na zewnątrz. Członkowie watahy zamilkli. Starsza uzdrowicielka wydała kilka szybkich poleceń pomagającym jej kobietom, a następnie pochyliła się nad rodzącą.
- Teraz, Luno. Ostatni raz. Musisz użyć całej siły.
Helena krzyknęła ponownie. Aleksander czuł, jak paznokcie żony wbijają się w jego skórę, ale nawet się nie poruszył. Pozwolił, żeby ściskała go tak mocno, jak potrzebowała. Oddałby jej całą swoją siłę, gdyby tylko mógł. A potem nagle wszystko ucichło. Przez krótką, przerażającą chwilę nie było słychać niczego. Aleksander zamarł.
- Dlaczego ona nie płacze? - zapytał drżącym głosem.
Uzdrowicielka trzymała w rękach maleńkie dziecko. Dziewczynka miała ciemne włoski przyklejone do głowy i zaciśnięte powieki. Kobieta przetarła jej plecy i cicho do niej przemówiła. Minęła jedna sekunda. Druga. Trzecia. Wtedy dziecko nabrało powietrza i zapłakało. Głośno. Z całej siły maleńkich płuc. Aleksander zamknął oczy, czując, jak spływają po jego policzkach łzy. Helena roześmiała się cicho, choć na jej twarzy malowało się ogromne zmęczenie. Na zewnątrz członkowie watahy usłyszeli płacz. Najpierw rozległ się jeden okrzyk radości. Po chwili dołączyły do niego kolejne. Wilki stojące na granicach osady uniosły głowy i zawyły do krwawego księżyca. Ich głosy połączyły się w jedną melodię, która popłynęła przez góry i lasy, niosąc wieść o narodzinach następczyni. Uzdrowicielka owinęła dziecko miękkim kocem, a następnie położyła je na piersi matki. Helena zadrżała. Nie z zimna. Ze wzruszenia.
YOU ARE READING
Uśpiona Wilczyca
FantasyOsiemnaście lat temu wydarzyło się coś, o czym świat powinien był zapomnieć. Dziś przeszłość powraca. Alicja pragnie jedynie spokojnego życia. Nie wie, że od chwili narodzin ktoś czeka na jej odnalezienie. Jedno przypadkowe spotkanie. Jeden zapach. ...
