Rozdział 1

8 4 0
                                        

-Szybko panowie! Ruszajcie sie! - usłyszałem jakiś głos za plecami gdy pośpiesznie wciągałem na siebie strażacki kombinezon bojowy. Dostaliśmy zgłoszenie, że gdzieś w pobliżu zapalił sie dom rodzinny, a jego mieszkańcy są w niebezpieczeństwie.

Kochałem być strażakiem, adrenalina płynąca w żyłach gdy biegałeś udzielić pomocy poszkodowanym była nieziemska, a potem satysfakcja z pomocy ofiarom wypadków.

-Szymon! Rusz sie, stary! - mój kolega Kacper klepnaą mnie w ramie, biegnąc do radiowozu. No właśnie. Kacper. Bardzo mi imponował, był punktualny, odważny, zawsze prowadził akcje ratunkowe, bez zawahania skakał w ogień. Był strażakiem idealnym. Zawsze chciałem być jak on, ale nigdy nie byłem zbyt dobry w tym co robie. Mimo wszystko starałem sie dawać z siebie 100%.

Gdy radiowóz zatrzymał sie przed płonącym domem wszyscy odrazu wyskoczyli, rzucając się na pomoc rodzinie uwięzionej w mieszkaniu. Gdy łapałem na gaśnice, ktoś złapał mnie za ramię. Gdy sie odwróciłem zobaczyłem naszego kierowcę, Kurę. W rzeczywistości ma na imie Daniel, ale każdy nie wiedzieć czemu mówił na niego Kura.

-Zostań - powiedział - nie moze was tam wejść za duzo, zrobi sie chaos. Poza tym gdy ktoś zostanie ranny, ty go wymienisz.
Skinąłem głową i oparłem sie o drzwi radiowozu, nerwowo przesuwając oczami z okna do okna, desperacko próbując zobaczyć, co dzieje sie w środku.
Nagle usłyszałem kobiecy krzyk:
-W środku jest mój synek! Musicie go wyciągnąć! Błagam! - jej głos roznosił sie echem po okolicy. To była kobieta, która zamieszkiwała ten dom. Najwyraźniej udało jej sie uciec, niestety zostawiając syna w środku.

Gdy odwróciłem głowę od jej zapłakanej twarzy kobiety ujrzałem go. Kacper wyłonił się z płomieni, niosąc na rękach małego chłopca, który krztusił się dymem, który wdychał. Wyglądał cudownie. Zza wizjeru w kasku widziałem jego skupione oczy, jego kombinezon bojowy był lekko osmolony. Oddał dziecko w ramiona matki, po czym podszedł do mnie i Kury.

-Butla gazowa - burknął zachrypniętym głosem, padając na drzwi samochodu tuż obok mnie, wycieńczony - wybuchła cholerna butla gazowa

Popatrzyłem na niego kątem oka, kiwając głową
-Typowo - wymamrotałem, na co on tylko prychnął i... opadł głowę na moim ramieniu. W sekunde cały sie spiąłem, nie ośmielając sie nawet ruszyć, a do moich nozdrzy odrazu doleciał zapach dymu i ostrej wody kolońskiej, którą mężczyzna użył przed akcją.

-Cos ty taki nerwowy - zapytał nagle, prostując sie
-J-ja? Czemu? - wyjąkałem, próbując zatuszować stres kaszlem.
Kacper nie zdążył odpowiedzieć, gdyż chłopaki z naszego zespołu skończyli dogaszać resztę domu.
Krótko po tym akcja sie zakończyła a my wróciliśmy do remizy by spisać protokół.

****

W remizie czekał już na nas Rudy, wypytując nas o wszystkie możliwe szczegóły akcji. Szczerze wolałem brudną robotę od tej całej papierologii. Niedawno ukończyłem studia strażackie pierwszego stopnia, ale wszystkie te z chuja wyssane regułki, które wykuwaliśmy na pamięć nie oddawały nawet jednym procencie satysfakcji jaką czerpałem z codziennych akcji. Oglądasz właśnie odcinek ulubionego serialu, gotujesz makaron, a może srasz na dźwięk alarmu, wszystko to poprostu rzucasz. Naciągasz na siebie pierwsze lepsze ciuchy (czasami nawet nie) i poprostu jedziesz do remizy. Tam spotykasz innych którzy już zdążyli ubrać strój więc krzyczą na ciebie i poganiają. Wskakujesz do radiowozu z jednym gumiakiem na nodze, a drugi ubierasz w locie. Każda taka akcja to nowa dawka adrenaliny, a także poczucia przynależności. Wiedziałem, że gdzieś tam czekają na nas załamani ludzie, którzy być może wszystkie nadzieje pokładają właśnie w nas. Kurwa kochałem tą robotę. A nawet mi za to nie płacili. Zaśmiałem się sam pod nosem.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Jul 24 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

IskraStories to obsess over. Discover now