Papierkowa robota

63 4 2
                                        

Zayden Williams
Minął tydzień odkąd Camelia wróciła od Oliviera. Jest w totalnej rozsypce nie wie co ma zrobić. Ja zupełnie nie ukrywam też mnie ta sytuacja doprowadza do szału.
Siedziałem w biurze przeglądałem papiery, bo kancelaria Williams nie może stać w miejscu.
Naya zrobiła wszystko co trzeba i takich pracowników to ze świecą szukać.
Gadałem jak mój teściowy.
- Cześć Zay - powiedziała Rosie wchodząc do biura.
- Cześć kochanie - powiedziałem po czym wstałem i ją pocałowałem czule w usta.
Wiedziałem że chce pogłębić pocałunek, ale nie dałem jej tego.
- Co jest jesteś strasznie spięty - powiedziała i zaczęła mnie masować po karku.
- Martwię się o Camellie - wyznałem na co powiedziała:
- Olivier powiedział że za tydzień przyjdzie ją odwiedzić wszystko jest pod kontrolą.
- Ale kurwa nie umiem zaufać temu skurwielowi - powiedziałem większejąc ton, ale zadzwonił telefon
- przepraszam muszę odebrać - powiedziałem na co zobaczyłem imię i nazwisko.
Zamarłem.

Vincent Monet.

- Zay wszystko okej? - zapytała się martwiąc.

Bez słowa wziąłem telefon do ręki, ale czułem że mi zadrżała.
Co jest?
Odebrałem połączenie po czym przyłożyłem do ucha telefon.
- Witaj Zaydenie - usłyszałem dość znajomy głos.
- Vincent Monet - wyrwało mi się z ust.
Rozkosznie.

Vincent Monet.

Byłem w biurze u siebie przeglądałem papiery dotyczące organizacji. Widziałem że dużo papierów i magazynów było o śmierci dwóch ważnych członków organizacji.

Egbert Santan
Rodric Retter
Czytałem wszystkie papiery aż trafiłem na jeden.
- Vince na półce w bibliotece leży pistolet wytłumaczysz - weszła Haillie i mi przerwała chyba miałem deja vu.
Pamiętam ta czternastoletnią Haillie Monet, która nic jeszcze nie wiedziała o naszej rodzinie. Ta zagubiona mała dziewczyna, która weszła tu i naskarżyła na pistolet w bibliotece.
I kto to był? Tony. Kto by się spodziewał.
A teraz weszła do mnie mając prawie 30 lat i męża.
- Haillie chyba mam deja vu - powiedziałem na co parsknęła.
- Czyli to Tony super, bo właśnie moja bratanica odkryła pistolet za książka. - powiedziała na co wybałuszyłem oczy.
Nie no zupełnie normalne.
- Porozmawiam z Tony'm - powiedziałem na co wyszła z Lissy na rękach.
Wróciłem do papierów i zobaczyłem nazwisko na papierze.
Taylor Williams.
Zaydenie Williamsie mój stary najlepszy prawniku musimy porozmawiać.

Zayden Williams.
Chwilę pogadaliśmy jak nam się układa w życiu. Uzgodniliśmy że będzie najlepiej gdy pogadamy w cztery oczy. Więc z Rossanną, Violet i Camelią jesteśmy w prywatnym samolocie Williams. Vincent zaproponował, że wyślę po nas odrzutowiec Monetów. Ale nie ufałem na tyle tym ludziom, więc po porostu jego ludzie przyjadą po nas na lotnisko.
- Musieliśmy akurat teraz lecieć do Stanów? - marudziła Camellia na co przewróciłem oczami.
- Cami Monetowie mają ważną sprawę do Zaydena, a wsumie jeszcze nie byłaś w Pensylwani, więc później ją zwiedzisz - uśmiechnęła się do niej Rosie.
- Idę po coś do picia - oznajmiła po czym poszła do baru na pokładzie samolotu.
- Nadal to przeżywa - powiedziała Violet.
- Ma 16 lat co tu się dziwić - odparła Rossanna.
Zadzwonił telefon Rosie po czym szybko wysunąłem głowę z laptopa i popatrzyłem na nią.
- To Xander - odpowiedziała szybko i odebrała.
- Co tam? - zapytała nerwowo po czym dodała:
- jesteś na głośniku.
- Cześć ludzie
- Witam Aleksandrze - odpowiedziałem po czym prychnął.
- Cześć wujek - odezwała się Violet.
- Hejka bąblu gdzie siostra?
- poszła po coś do picia. - odpowiedziała.
- Rosie mam pytanie? Co zrobić gdy ryba się przypali? - zapytał a ona westchnęła zrezygnowana, a ja tylko parsknąłem.
- Japierdole - jęknąłem i schowałem twarz w rękach tłumiąc ledwo śmiech.
- Zay słownictwo - warknęła na co uniosłem ręce w poddającym się geście.
- Xander gdzie jest Julia? - zapytała go na co usłyszeliśmy chwilę ciszy.
- pokłóciliśmy się,więc myślałem że zrobię nam obiad, ale nie wiem gdzie ona jest. - odpowiedział na co Rosie warknęła:
- Jak to nie wiesz gdzie jest?!
- No wyszła bez słowa z mieszkania, ale mam jej lokalizację, więc teraz pojadę ją poszukać, bo jest w naszym maku.
Xander i Julia zawsze mówili tak na Macdonald w którym się zaręczyli.
- No to kurwa biegnij tam - mruknąłem zrezygnowany po czym dodałem:
- A nie dzwonisz do siostry Xander ogarnij się.
- Dzięki dobra kocham was miłej Pensylwanii - po czym się rozłączył.
- Japierdole - parsknąłem na co Rosie spojrzała na mnie wrogim spojrzeniem po czym się zamknąłem.
Jeszcze 9 godzin.

Seria students x Rodzina monetStories to obsess over. Discover now