001

50 9 1
                                        

— Ja pierdole, Idalia, to jest zajebiste. Ty masz tak dobrą nawijkę, że to chore. Będzie kolejny banger, zobaczysz.
Blondyn siedział rozwalony na białej sofie i pokiwał głową z uznaniem.
— Przesadzasz.
Mruknęłam, zdejmując słuchawki, które odwiesiłam.
— Wcale nie. Serio. Francis, puść jeszcze raz refren.
Producent bez słowa kliknął kilka przycisków, a po studiu ponownie rozbrzmiała świeżo nagrana nuta. Oparłam się o biurko i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej, wsłuchując się we własny głos.
Nie było źle.
A nawet cholernie dobrze.
— Mówiłam ci — odezwała się dziewczyna siedząca na kanapie. — Refren jest uzależniający. Jak w każdej twojej piosence.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
— Jak nie wleci na twojego TikToka, to się obrażam.
— Wleci wszędzie — zaśmiała się.
W studiu panował ten przyjemny chaos, który uwielbiałam. Puszki po piwach i redbullach walały się po podłodze, Francis siedział przed komputerem, poprawiając ostatnie szczegóły numeru, a my gadaliśmy o wszystkim i o niczym.
— Za dwa tygodnie zaczynają się juwenalia — westchnęła brunetka. — Chyba umrę.
— Ty? To ja mam siedem koncertów w osiem dni.
— Siedem?
— Siedem.
— To współczuję.
— Ja też sobie współczuję.
Parsknęłyśmy śmiechem.
— Ale przynajmniej będzie grubo — dodałam. — W końcu lato to najlepszy okres dla koncertów.
— No i Popkillery za chwilę.
— O tym nawet mi nie przypominaj.
Nagle blondyn wstał szybko z sofy, przeciągając się.
— Zaraz wracam. Muszę tylko otworzyć.
— Kto przyszedł? — zapytała jego dziewczyna.
— Zobaczycie.
Zmierzyłam go jedynie wzrokiem i wróciłam do rozmawiania z przyjaciółką o trasie koncertowej. Nawet nie zwróciłam większej uwagi na to, co powiedział.
Do momentu, aż usłyszałam znajomy głos.
— Siema.
Momentalnie zamarłam.
Do studia wszedł wysoki brunet ubrany cały na czarno. Na głowie miał czapkę, z której wystawały ciemne włosy, a na nosie okulary przeciwsłoneczne, mimo że za oknem powoli robiło się ciemno.
Przybił piątkę Francisowi.
Potem przytulił Michalinę.
Na mnie spojrzał dosłownie przez sekundę.
— Elo.
To wszystko.
Nawet się nie zatrzymał.
Odwrócił wzrok i usiadł na fotelu.
Świetnie.
Już czułam, że ten dzień zaraz będzie rozjebany.
— Stary — odezwał się Oskar. — Musisz usłyszeć numer Idalii.
Brunet zmarszczył brwi.
— No okej.
Mój producent puścił kawałek.
Przez trzy minuty w studiu panowała cisza. Czekałam na jego reakcję, czując lekki ścisk w żołądku.
Skończyło się.
Spojrzałam na niego, czekając na jakikolwiek komentarz.
— I? — zapytał Kamiński.
Chłopak wzruszył ramionami.
— Nic mocnego.
Uniósł kącik ust. — Jak dla mnie brzmi jak połowa numerów, które teraz wychodzą.
Zmarszczyłam brwi, prychając.
— Serio?
Spojrzał na mnie ze wzrokiem, jakbym zabiła mu kota.
— No serio.
— Dziwne. Miałam ciche nadzieje, że wielki artysta zaraz rozłoży ten numer na czynniki pierwsze.
Uśmiechnął się kpiąco.
— Ekspertem nie jestem.
— W końcu powiedziałeś coś mądrego.
Moi przyjaciele patrzyli raz na mnie, raz na niego. W studiu zaczęła panować cholernie ciężka atmosfera.
— Ale słuch mam lepszy od ciebie.
Zaśmiał się pod nosem. — Ładny głos to nie wszystko.
Poczułam, jak niekontrolowanie zaciskam szczękę.
— Zarozumiałość też nie.
— Lepiej być zarozumiałym niż przeciętnym.
— Lepiej być przeciętnym niż aroganckim chujem.
W studiu zapadła kompletna cisza.
Frąckowiak odchrząknął.
Michalina spuściła wzrok, a jej chłopak tylko cicho westchnął.
— Dobra... może zmieńmy temat.

Resztę wieczoru przesiedziałam praktycznie bez słowa.
Nie miałam najmniejszej ochoty siedzieć w jednym pomieszczeniu z człowiekiem, który od lat działał mi na nerwy.
Gdy po kilku godzinach oznajmił, że wychodzi, dziękowałam Bogu i odetchnęłam z ulgą.
My też postanowiliśmy się zbierać, bo wszystko było dopięte na ostatni guzik. Mój nowy numer „Drugie Dno" miał wyjść już za kilka dni, tuż przed rozpoczęciem letniej trasy po Polsce.

~*~

   — Idalia...
   — Nie odzywaj się do mnie.
Siedziałam z tyłu samochodu, patrząc przez szybę.
Kamiński prowadził, a jego dziewczyna siedziała obok.
  — Ale...
  — Po co go tam przyprowadziłeś?
  — Bo nagrywamy razem kolejny numer.
  — I?
  — I chciałem...
  — Chciałeś co? Żeby znowu zaczął pierdolić, że jestem przeciętna?
Zapadła cisza.  — Serio, Oskar. Wiesz, że go nie trawię.
  — Wiem.
  — I wiesz, że on nie trawi mnie.
  — Wiem.
  — To po cholerę?
Blondyn westchnął ciężko.
— Bo liczyłem, że może w końcu dorośniecie.
Parsknęłam gorzkim śmiechem.
  — Prędzej ja zacznę śpiewać disco polo niż dogadam się z Soblem.
Nie miałam pojęcia, jak bardzo się myliłam.

~*~

Drzwi mojego mieszkania zamknęłam z hukiem.
Rzuciłam kluczyki na komodę, zdjęłam szybko buty i bez zastanowienia otworzyłam drzwi balkonowe.
Wieczorne, majowe powietrze było chłodne.
Wyciągnęłam z kieszeni paczkę papierosów, wsunęłam jednego między wargi i odpaliłam zapalniczkę.
Pierwszy dym przyjemnie rozszedł się po płucach.
  — Pierdolony zjeb... — mruknęłam pod nosem.
Oparłam łokcie o barierkę i spojrzałam na rozświetloną Warszawę.
Czasami zastanawiałam się, jakim cudem znalazłam się właśnie tutaj.
Jeszcze kilka lat temu byłam zwykłą dziewczyną z Lubina, która bała się pokazać innym, kim tak naprawdę chce być.
Dzisiaj byłam w czołówce raperek w Polsce.
Dwudziestodwuletnią brunetką o drobnej sylwetce i stu siedemdziesięciu dwóch centymetrach wzrostu.
Urodziłam się trzydziestego sierpnia dwa tysiące trzeciego roku i nigdy nie przypuszczałam, że muzyka stanie się całym moim życiem.
To właśnie w liceum poznałam Oskara.
Oskara Kamińskiego.
Od tamtej pory praktycznie się nie rozstawaliśmy. Wiedział o mnie wszystko. Był jedną z niewielu osób, którym ufałam bezgranicznie.
To on jako pierwszy usłyszał moje pierwsze, tragiczne jeszcze teksty.
To on namówił mnie, żebym w końcu wrzuciła coś do internetu.
To dzięki niemu odważyłam się wejść do studia.
I to dzięki niemu dziś miałam prawie milion miesięcznych słuchaczy na Spotify.
Bez niego pewnie nadal śpiewałabym pod prysznicem.
Uśmiechnęłam się lekko na to wspomnienie.
Trzy lata temu powiedziałam mu, że moim największym marzeniem jest nagranie numeru z Michaliną. Też wtedy zaczynała i cholernie podobał mi się jej głos i styl.
Nie minął nawet miesiąc, a siedziałyśmy razem w studiu.
Od tamtej pory praktycznie się nie rozstawałyśmy.
Śmiałam się do dziś, że bardziej od wspólnego numeru udało mi się wtedy stworzyć coś jeszcze.
Bo to właśnie ja zeswatałam ją z Oskarem.
Od pierwszego spotkania patrzyli na siebie jak  zakochani nastolatkowie.
Dziś byli jedną z najbardziej zgranych par, jakie znałam.
Zaciągnęłam się kolejny raz papierosem.
Ja też miałam chłopaka.
Dominik Karasiewicz.
Nie był muzykiem.
Nie był influencerem.
Nie był nawet w żaden sposób związany z internetem.
Poznaliśmy się przypadkiem i zakochałam się po uszy.
Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.
Problem polegał na tym, że Dominik kompletnie nie rozumiał mojego świata.
Nadal mieszkał z rodzicami, miał wszystko podane pod nos, a każdy mój pobyt w studiu czy koncert traktował jak zagrożenie.
Był chorobliwie zazdrosny.
O producentów.
O raperów.
O fotografów.
O praktycznie każdego faceta, z którym spędzałam więcej niż pięć minut.
Niejednokrotnie wracałam do domu wykończona nie koncertami, a tłumaczeniem mu po raz setny, że nagrywanie numeru z kimś nie oznacza romansu.
Kochałam go.
Naprawdę.
Ale coraz częściej miałam wrażenie, że ten związek bardziej mnie męczy, niż uszczęśliwia.
Zgasiłam papierosa w popielniczce.
Moje myśli nadal wróciły do tego idioty, i słowa, które usłyszałam kilka lat wcześniej.
"Idalia ma ładny głos, ale kompletnie nie nadaje się do rapu. Jeżeli nie potrafi się czegoś zrobić, to się za to nie zabiera. Gdyby zniknęła ze sceny, niewiele by się zmieniło."
Od tamtego wywiadu nie potrafiłam na niego patrzeć inaczej niż z pogardą.
A dzisiejsze spotkanie tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że był dokładnie takim człowiekiem, za jakiego go miałam.
Chamskim.
Zadufanym w sobie.
I przekonanym, że cały świat kręci się wokół niego.
Westchnęłam ciężko.
Miałam tylko nadzieję, że prędko więcej go nie zobaczę.
Los najwyraźniej miał wobec mnie zupełnie inne plany.

————
Heeeej, mam nadzieję, że się wam spodoba i ktoś to będzie czytać...
Główna bohaterka — Idalia Szymańska — nie ma nic wspólnego z bohaterką z „Lucky". Te książki nie mają ze sobą żadnego połączenia.

Buziak, Laur<33
🩵🩵
. ݁₊ ⊹ . ݁ ⟡ ݁ . ⊹ ₊ ݁.

FAITH || SobelOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz