Harry Potter był pewien, że ten dzień zdecydowanie nie zapowiada się dobrze dla pewnego dyrektora.
Albus Dumbledore, siedział na środku stołu nauczycielskiego, podjadając żółte cukierki, jego szaty byly klimatyczne, przynajmniej do cukierków zdobiły je żółte kaczuszki z ogromną ilością brokatu. Widok sprawiał, że niejedna osoba odwracała wzrok, udając, że absolutnie tego nie widzi.
Młodzieniec uśmiechnął się odwracając wzrok spowrotem do proroka codziennego. Tekst go nie obchodził,w dzisiejszym wydaniu były same bzdury, co nie było niczym nowym o tusz to w proroku codziennym zawsze były bzdury, tylko trochę inne. Dzisiejsze wydanie skupiało się na Ministrze i jego wielkich osiągnięciach. Same bzdury, jak już mówiłem.
Nadszedł już czas.
Chłopiec zniknął z Wielkiej Sali dokładnie w momencie, gdy Ron i Hermiona zaczęli kłócić się o pracę domową, a raczej o jej brak w przypadku Rona. Rudowłosy chłopak był zdecydowanie bardziej zainteresowany kurczakiem znajdującym się w zasięgu jego wzroku niż wykładem przyjaciółki..
Młodzieniec zniknął w ukrytym korytarzu, rzucając bezsłowne i bezróżdżkowe Lumos. Hogwart miał w małym palcu. Znał każdy skrót, każde przejście i każdą tajemnicę, którą zamek pozwolił mu zobaczyć.
A Hogwart... cóż, Hogwart najwyraźniej lubił jego chaos.
Ten konkretny korytarz prowadził prosto do gabinetu dyrektora.Tego samego dyrektora, który właśnie prowadził rozmowę o mugolskich żółtych kaczkach.
Jego szansa.
Czyjaś strata.
Harry wślizgnął się do gabinetu, odsuwając przejście ukryte za portretem Fineasa Nigellusa Blacka. Obrazy milczały. A może po prostu wyjątkowo rozsądnie udawały, że nic nie widzą.
Harry wątpił, żeby Dumbledore miał ochotę słuchać ich niekończącej się paplaniny, ale ich spojrzenia i tak podążały za każdym jego krokiem.
Ciekawe, co tutaj robił.
A raczej,co zamierzał zrobić.
Harry miał dziwne wrażenie, że właśnie zdobyłby od nich szczególnie podejrzliwy medal za kreatywność.
Nie był to przecież pierwszy raz, kiedy włamywał się do tego gabinetu.
I na pewno nie ostatni.
A mimo to nigdy go nie wydały.
Więc albo go lubiły...
Albo po prostu doceniały talent do robienia rzeczy, których absolutnie nie powinien robić. Mało kto mógł się przecież pochwalić tym, że obrócił cały gabinet dyrektora do góry nogami.
Albo jeszcze lepiej, wykradł feniksa tylko po to, żeby dać mu trochę polatać.
Bo przecież nikt nie chciałby całe życie siedzieć w klatce.
Tym razem jednak nie przyszedł tutaj dla zabawy.
Otwierając szuflady pełne sekretów starego dyrektora, Harry zaczął przeglądać ich zawartość. Jego uwagę przyciągnął srebrny zmieniacz czasu.
Ciekawe.
Po co Dumbledore miał coś takiego?
Ministerstwo zakazało ich używania już kilka lat temu.Harry uniósł jedną brew. Potem drugą.
A potem zobaczył różdżkę. Dobrze mu znaną. Tę samą, która wcześniej postanowiła urządzić sobie pościg po całym Hogwarcie, zanim Harry w końcu miał dość, złamał ją i wyrzucił do jeziora.
Leżała teraz spokojnie na stercie papierów, radośnie wibrując. Jakby cieszyła się na jego widok. Jakby właśnie wróciła do właściciela.
Harry spojrzał na nią.
Różdżka spojrzała na niego.
A przynajmniej tak to wyglądało.
- Oczywiście - mruknął. - Bo jeden dziwny magiczny problem najwyraźniej był za mało.
Harry Potter uznał to za znak. Czas uciekać. Wrócił do tunelu, ale coś było nie tak.
Bardzo nie tak.
Magia.
Dziwna magia.
Obca i jednocześnie dziwnie znajoma mieszała się z jego własną.
A to nigdy nie wróżyło nic dobrego.
Zwłaszcza kiedy chodziło o Harry'ego Pottera. Zanim zdążył zrobić cokolwiek więcej, świat zawirował.
Hogwart zniknął. A Harry Potter właśnie wkroczył w kolejny rozdział katastrofy, której oczywiście absolutnie nie planował.
YOU ARE READING
Gdzie Rosną Lilię.
FanfictionHarry Potter w tym roku zdecydowanie nie miał w swoim bingo podróży do roku 1946. No cóż... w następnym też raczej tego nie planował. W jego bingo nie było też dziwnej różdżki, która cały czas za nim podążała, jakby sama zdecydowała, że Harry...
