Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy twierdzili, że deszcz jest romantyczny.
W tej chwili mogłam wymienić przynajmniej dziesięć powodów, dla których się mylili.Przemoczona bluza kleiła mi się do pleców, trampki dawno przestały chronić przed wodą, a moje czarne włosy, które rano wyglądały całkiem dobrze, teraz przypominały mokrą zasłonę przyklejoną do twarzy.Przynajmniej ciemność ukrywała fakt, że wyglądałam jak bezdomny szczur.Przyspieszyłam kroku.
Miałam metr pięćdziesiąt dziewięć wzrostu, więc moje nogi nie były stworzone do długich spacerów przez całe Oakridge podczas ulewy. Gdyby Harper była tutaj ze mną, pewnie śmiałaby się przez następny tydzień.
Na samą myśl przewróciłam oczami.
Chciałam tylko wrócić do domu.
Do małego domu na końcu Maple Street, który od lat dzieliłam wyłącznie z mamą.
I kotem.
Ojciec zniknął z naszego życia, kiedy byłam dzieckiem. Tak po prostu.
Pewnego dnia wyszedł i już nie wrócił.
Od tamtej pory byłyśmy tylko we dwie.
A właściwie trzy, jeśli liczyć Salema.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Przynajmniej on zawsze cieszył się na mój widok.Nie dlatego, że mnie kochał.
Po prostu kochał jedzenie.
Deszcz nadal nie odpuszczał, kiedy wracałam tą samą drogą, którą zwykle wybierałam tylko wtedy, kiedy chciałam być sama.
Czyli... dość często.
Słuchawki grały coś, co miało mnie uspokoić, ale w praktyce tylko pogarszało sprawę, bo mój mózg i tak robił swoje — analizował imprezę, ludzi, Jess, to, że powiedziałam komuś, żeby „spadł z rowerka" i nie byłam nawet pewna komu.
Klasyczny wieczór.
Przy starej stacji benzynowej było dziwnie cicho. Za cicho jak na to miejsce. Jakby nawet świat wiedział, że nie warto tu dziś zaglądać.Zatrzymałam się na sekundę, żeby poprawić kaptur.
I wtedy kogoś zobaczyłam.
Sylwetka przy zaparkowanym aucie.
Chłopak.Rozładowywał kartony z bagażnika bez większego pośpiechu, jakby miał na to cały dzień albo całe życie. Mokra koszulka przyklejała się do jego pleców, podkreślając coś, czego wcześniej tu na pewno nie było.
Mięśnie.
Nie w sensie „okej, ktoś chodzi na WF".
Bardziej... „kto ci pozwolił tak wyglądać".
Zmrużyłam oczy, bo przez deszcz i szarą mgłę ciężko było go dokładnie zobaczyć. Nie widział twarzy. Tylko sylwetkę — pewną, spokojną, irytująco kontrolowaną.Super. Kolejny anonimowy chłopak z tego miasta, który pewnie uważa się za centrum wszechświata.Minęłam go, nie zwracając większej uwagi. Serio. Nie każdy człowiek w deszczu jest ważny. Większość nie jest.I wtedy usłyszałam głos.
— Nie, powiedziałem ci, że to ma być dziś — odezwał się, odwrócony lekko bokiem.Zatrzymałam się.
Nie dlatego, że chciałam.
Mój mózg po prostu... zaciął się na sekundę.
Ten głos.
Zachrypnięty. Pewny. Niski.
Znajomy w sposób, który nie powinien mieć sensu.
Zmarszczyłam brwi, patrząc w jego stronę trochę uważniej. Nadal nie widziałam twarzy — kaptur, deszcz, cień stacji. Tylko ten głos, który wbijał się w pamięć jak coś, co kiedyś próbowało się zapomnieć.
— Nie obchodzi mnie, co powiedział twój ojciec — kontynuował do telefonu. — Zrobimy to po mojemu.
Ojciec.
To słowo powinno mi nic nie robić.
A jednak coś mi w środku drgnęło.
Bo ten ton... ten sposób mówienia... jakby nie prosił, tylko stwierdzał fakty.
Zrobiłam krok w bok, żeby lepiej go zobaczyć.I wtedy deszcz na chwilę jakby się uspokoił.Kaptur zsunął się minimalnie.Linia szczęki.Bardziej wyraźna niż w mojej pamięci.Inna niż kiedyś.
Starsza.Bardziej ostra.
I nagle wszystko kliknęło mi w głowie tak szybko, że aż zrobiło się nieprzyjemnie cicho.
Nie.
To nie mogło być...
— Dobra — powiedział do telefonu, przeczesując dłonią mokre włosy. — Załatw to.
I wtedy spojrzał w bok.
Prosto na mnie.
Przez sekundę świat się zatrzymał.
A mój mózg, który jeszcze chwilę temu był tak pewny wszystkiego, nagle przestał współpracować.
Bo ten chłopak przy stacji benzynowej...
To nie był „kolejny anonimowy chłopak".
To był Nolan.
Tylko że nie ten, którego pamiętałam.
Ten wyglądał tak, jakby wrócił nie tylko do miasta.Ale też po coś, czego jeszcze nie powiedział.
BINABASA MO ANG
Miasto pełne wspomnień
RomanceNolan Walker był ostatnią osobą, którą Victoria Bennett chciała kiedykolwiek zobaczyć. Więc oczywiście wrócił. Po kilku latach nieobecności znowu pojawia się w ich małym miasteczku - wyższy, bardziej pewny siebie i zdecydowanie bardziej irytujący ni...
