1. Nie mów nic

16 1 4
                                        

Wygląd postaci Serial Designation S (nie był rysowany przeze mnie, tylko przez mojego przyjaciela)

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.

Wygląd postaci Serial Designation S (nie był rysowany przeze mnie, tylko przez mojego przyjaciela). Miłego czytania!

—————————————————————————-

Kolejny zjebany dzień. Elliotowie znowu coś ode mnie chcieli, czego miałem już serdecznie dość. Nikomu innemu nie dawali aż tylu zadań, co mi. Ostatnio musiałem czyścić cały strych zupełnie bez pomocy, bo "inni w tym czasie mieli swoje zajęcia". Gówno prawda. Wszyscy zajebiście się bawili i nie musieli nic robić, a ja oczywiście zapierdalałem, żeby chociaż odwalić część roboty. Nienawidziłem rodziców Tessy, za nią zresztą również nie przepadałem, mimo że tak naprawdę mnie uratowała. Była wkurwiająca, wszędzie było jej pełno, a jej głos był wręcz nie do zniesienia. Jeszcze do tego strasznie faworyzowała jednego chłopaka. Nie dało się jej lubić.

Szedłem korytarzem, w którym oczywiście roiło się od lokajów i pokojówek. Niby normalny dzień, ale jednak coś mnie zaniepokoiło. Wszyscy patrzyli się na mnie dziwnie i niektórzy coś tam szeptali do siebie, wskazując w moją stronę. Nieliczne osoby spoglądały na mnie nawet z czymś w rodzaju współczucia. Nie wiedziałem o co chodzi. Zawsze gdzieś tam się przewijałem, bo byłem albo uwielbiany, albo nienawidzony, ale nikt nie zwracał na mnie aż takiej uwagi.

W pewnym momencie zatrzymała mnie jakaś dziewczyna. Kojarzyłem ją. Była tą cichą i posłuszną, z tego co słyszałem. Zastanawiało mnie czego ode mnie chce.

– Hej, S. W-wiesz, jeśli byś potrzebował pogadać o czymś to możesz zawsze przyjść do mnie. Nie jesteś sam – powiedziała, nie potrafiąc utrzymać długo kontaktu wzrokowego.

Dlaczego jakaś praktycznie obca mi laska proponowała, że mi pomoże gdyby była taka potrzeba? Przecież miałem osobę, która wiedziała o mnie większość i to do niego przychodziłem z niektórymi moimi problemami, a tą osobą był mój partner. Tylko on o wszystkim wiedział.

Sparaliżowało mnie.

Spojrzałem na dziewczynę, gdy na mojej twarzy była widoczna złość i po prostu ją wyminąłem. Mówiła do mnie coś, że chce mi tylko pomóc, ale ja już nie słuchałem. Musiałem skonfrontować się z jednym robotem, dotychczas najważniejszym dla mnie i jedynym, któremu ufałem. Niedługo miało się to poważnie zmienić.

Złość buzowała we mnie z każdą chwilą coraz bardziej, gdy mijałem dziesiątki drzwi do pokoi w poszukiwaniu tego właściwego. Po drodze analizowałem dlaczego K miałby to zrobić. Wiedział jak ogromnie mu zaufałem, dzieląc się z nim czymś tak dla mnie trudnym, a on jak gdyby nigdy nic wszystkim to rozpowiedział! To wyjaśniało te spojrzenia na korytarzu, których nie rozumiałem oraz śmiechy w moją stronę. Byłem tak głupi, mówiąc mu o tym. Przecież oczywistym było, że komuś to powie. Taka już jest większość z nas. Nie dochowują tajemnicy i o wszystkim muszą się dowiedzieć znajomi, a zaraz potem cała reszta.

Wtargnąłem jak burza do jego pokoju, w którym rozmawiał ze swoim przyjacielem. Zupełnie mnie nie obchodziło, że im przerwałem.

– Co ty, kurwa, odjebałeś?!! – wykrzyczałem, czując że mało brakowało a bym się nie pohamował.

K spojrzał na mnie jakby zupełnie nie rozumiał o co mi chodzi.

– S, spokojnie. Co się stało? – zapytał zupełnie normalnie i spokojnie. Był urodzonym aktorem. Zresztą, tak samo jak ja.

– Teraz pytasz o co chodzi?! Dlaczego wszyscy wiedzą?!

Chłopak wskazał swojemu przyjacielowi, żeby już poszedł, co ten posłusznie zrobił. Ja ze złości się gotowałem. Obiecał mi, a obietnic tak ważnych się nie łamie.

– Powiedziałem tylko Z'owi – odparł ze stoickim spokojem.

– Obiecałeś, że nie powiesz nikomu, K. Poza tym Z zawsze wszystko papla jak leci! Jak mogłeś? – Spojrzałem mu w oczy.

On nie wydawał się tym zbyt poruszony. Miał to w dupie. Zawsze tak było. Gdy mu o sobie mówiłem to nic sobie z tego nie robił. Wszystko mu powiewało. Jak ja mogłem zaufać komuś takiemu jak on?

– S'uś, to nie jest przecież aż takie jak myślisz – Położył dłoń na moim policzku, ale ja bardzo szybko go odepchnąłem.

– Nie waż się mnie więcej tak nazywać. Nie chcę cię znać po tym co zrobiłeś, jasne?! – wykrzyczałem mu w twarz i odszedłem.

Nie chciałem z nim więcej dyskutować. Nie było warto. Prawda jest taka, że gdyby mu na mnie zależało to by nie rozpowiedział prawdy o mnie wszystkim wokół, bo podejrzewam że nie tylko Z'owi powiedział.

Poszedłem do biblioteki, bo tylko tam było zawsze cicho. Nikogo tam nigdy nie było, co chroniło mnie przed tymi wszystkimi spojrzeniami. Usiadłem pod regałem i zacząłem rozmyślać o wszystkim co się przed chwilą stało.

Po co ja mu o wszystkim mówiłem? To było do przewidzenia, że wszystko rozpowie. Jestem żałosny. Pokazałem mu wszystkie swoje rany. To było tak, kurwa, głupie. Jak ja mogłem to zrobić? Jak mogłem być takim idiotą? Dotychczas radziłem sobie sam i było w porządku. Nie potrzebowałem nikomu o niczym mówić. Co mi odjebało tej jednej nocy? Ale idiota za mnie.

K zawsze zachowywał się chłodno i to dużo bardziej ode mnie. Głównie dlatego myślałem, że idealnie do siebie pasujemy. Oboje lubiliśmy być obojętni do pewnych spraw, co mi pasowało. Tylko że ja pokazywałem emocje trochę częściej, bo ufałem K i go kochałem. On nigdy. Jego czułe słowa zawsze były okropnie chłodne. Miałem czasem wrażenie, że nie zależało mu na tej relacji, ale myślałem, że tylko mi się tak wydawało, bo przecież on taki jest. Szkoda tylko że w ten sposób musiałem się na tym przejechać. Musiałem jeszcze bardziej uważać na to co komu mówię, a już i tak prawie nic o sobie nie mówiłem, już na pewno nie osobom, z którymi nie wiąże mnie jakaś głębsza relacja.

Odruchowo zacisnąłem dłoń w pięści, żeby zadać sobie choć minimalny ból. Mała ulga. Tego było mi trzeba, żeby nie zrobić czegoś głupiego od myśli kołujących w mojej głowie. Na całe szczęście potrafiłem się jakkolwiek hamować, bo gdyby było inaczej to już dawno by mnie tu nie było. Może byłoby lepiej...? Przynajmniej bym aż tak nie cierpiał.

Z zamyśleń wyrwał mnie jakiś dron. Zaczął coś do mnie mówić, a mi zajęło dłuższą chwilę, żeby zrozumieć o co chodziło, bo co chwilę odpływałem. Z tego co się orientowałem, to był ten przydupas Tessy.

– Wszystko w porządku? – zapytał, siadając obok, ale tak żeby zachować odległość.

Miałem ogromną ochotę powiedzieć, że nie, ale nie mogłem popełnić tego samego błędu. Nie znałem go. Nie miał prawa wiedzieć o mnie nic. Milczałem więc, nie okazując zainteresowania.

Chłopak miał srebrne, kręcone włosy, żółty system, jak większość z nas, a ubrany był tak jak wszyscy lokaje. Odwróciłem wzrok od niego i położyłem swoje dłonie na kolanach.

– Nie musisz mówić jeśli nie chcesz- powiedział cicho. – Mogę chociaż tu zostać?

Skinąłem głową. Nie miałem nic przeciwko, byleby mnie o nic nie zagadywał. Wolałem zostać sam ze swoimi myślami, bo tak było łatwiej.

Zostałem z nim przez następne parę godzin. Nic nie mówiliśmy i to mi wystarczało. Ja zatapiałem się w myślach. Wciąż zastanawiałem się jak mogłem być takim idiotą. To było cholernie głupie, żeby mówić K o wszystkim. W tym momencie zrobiłem sobie postanowienie: Nigdy w życiu nie ufaj nikomu na tyle, żeby odsłaniać swoje najgłębsze rany.

Dwa lata cierpieniaStories to obsess over. Discover now