Przejście zamknęło się za nimi bezszelestnie.
Świat ludzi zniknął.
Nie było już deszczu.
Nie było nocnego nieba.
Nie było nawet wiatru.
Przed nimi rozciągał się Wymiar Śmierci.
A raczej to, co z niego zostało.
Akali rozejrzała się niespokojnie.
Martwe drzewa sterczały z popękanej ziemi niczym szkielety gigantów. W oddali widać było ruiny budynków, których architektury nie przypominała żadnej znanej cywilizacji. Niektóre były częściowo zapadnięte, inne wyglądały jakby coś dosłownie wyrwało z nich całe fragmenty.
Nawet powietrze wydawało się chore.
Ciężkie.
Martwe.
- To miejsce wygląda okropnie... - mruknęła Akali.
Wønder nie odpowiedziała od razu.
Patrzyła przed siebie.
Na martwy las.
Na dalekie wzgórza.
Na popękane ścieżki.
W jej oczach pojawiło się coś, czego Akali nie widywała często.
Tęsknota.
- Kiedyś było piękniejsze.
Akali spojrzała na nią z niedowierzaniem.
- Piękniejsze?
- Tak.
- To?
- To.
Ruszyły dalej.
Ich kroki odbijały się echem od pustki.
- Kiedy byłam mała... - zaczęła cicho Wønder. - Wilku często zabierał mnie tutaj.
Akali uniosła brwi.
- Tutaj?
- Mhm.
- Dobrowolnie?
- Tak.
- On naprawdę miał dziwny gust.
Wønder parsknęła śmiechem.
- Wtedy było inaczej.
Przeszły obok ogromnego pnia martwego drzewa.
Wønder przesunęła po nim dłonią.
- Rosły tu czarne róże.
- Czarne róże?
- Setki tysięcy.
- Brzmi trochę mrocznie.
- Było mrocznie.
- A jednak tęsknisz.
- Bo było spokojnie.
Przez chwilę szły w ciszy.
Akali zerkała ukradkiem na przyjaciółkę.
Coraz częściej odkrywała, że Wønder ma za sobą znacznie więcej historii, niż kiedykolwiek opowiadała.
W końcu nie wytrzymała.
- Wønder...
- Hm?
- To byłaś kiedyś normalna?
Wønder spojrzała na nią.
Potem wybuchnęła śmiechem.
- Normalna?
YOU ARE READING
Otchłań...
ActionWarszawa skrywa więcej tajemnic, niż ktokolwiek jest w stanie sobie wyobrazić. W cieniu neonów i deszczu, na szczycie jednego z najlepiej strzeżonych wieżowców, Wønder zbiera przedstawicieli starych rodów oraz ludzi, którzy od dawna przestali być ca...
