Prolog

4 0 0
                                        


Zawsze uważałam, że dym jest fascynujący. Może dlatego, że w moim idealnie poukładanym życiu nie było na niego miejsca. W moim domu wszystko miało swój jasny cel, stałe ramy i bezpieczny zapach czystości. Dym to chaos. Pojawia się cicho, bez pytania o pozwolenie, wypełnia przestrzeń i zmienia wszystko, czego dotknie, zamazując ostre kontury rzeczywistości.

Gdybym była mądrzejsza, otworzyłabym okno przy pierwszym powiewie. Uciekłabym, zanim moje płuca przywykły do tego nowego, dusznego powietrza.

Ale nie uciekłam.

Siedziałam w ciemności, pozwalając, by jego obecność wsączała się we mnie krok po kroku, minuta po minucie, w tym absurdalnie powolnym, hipnotyzującym tempie. Był zagadką, której nie potrafiłam rozwiązać, i cieniem, którego nie potrafiłam schwytać. Każde moje zbliżenie się do niego było jak próba zamknięcia dymu w dłoniach – im mocniej zaciskałam palce, tym szybciej uciekał przez szczeliny, zostawiając na mojej skórze jedynie zapach spalenizny i tęsknotę, która bolała fizycznie.

Wszyscy powtarzali mi, że zabawa z ogniem grozi poparzeniem.

Nikt jednak nie ostrzegł mnie przed tym, co dzieje się potem. Że kiedy ogień już zgaśnie, najniebezpieczniejszy pozostaje dym. Ten, który nie pozwala ci oddychać, dopóki nie zapomnisz, jak to jest żyć w świetle.

Catching SmokeStories to obsess over. Discover now