:)

22 1 0
                                        

Na początek zaznaczam, że to będzie dość porządny lemon, a także długi. Więc dałem znaczniki co około 1000 słów, jakby komuś się nie chciało całości na raz czytać. 


Gdy na dworze zaczęło się robić ciemno, RON rozpoczął swoje szykowanie się na kolejne już w tym tygodniu spotkanie z CF. Jeden z jego synów, Łotwa, uważał, że to już za często, że za dużo o sobie myślą. Polak za każdym razem tłumaczył się, że po prostu dobrze się dogadują i lubią spędzać z sobą czas. Nie wspomniał jednak o tym, że są razem. Francuz jeszcze nie był pewien, czy jest gotów powiedzieć o tym innym, a Rzeczpospolita to szanował i rozumiał. 

Nie zwracając uwagi na to, co do niego mówiono dalej się ubierał. Zbliżała się jego ulubiona pora roku, czyli zima, więc musiał założyć na siebie więcej ubrań niż zwykle. Miał już ubrany gruby sweter, ale na to nałożył jeszcze przejściową kurtkę i owinął się szalikiem. Na sam koniec zastanowił się, czy wziąć czapkę, ale zrezygnował z niej.  

  --Wychodzę! Wrócę albo za kilka godzin, albo jutro rano, więc nie martwcie się o mnie! -- powiedział, po czym opuścił dom, przekręcając zamek w drzwiach za sobą. 

Odwrócił się od nich i stanął na moment. Schował ręce w kieszenie, zamknął oczy i pomyślał, co będą tym razem robić z CF. Momentalnie się zarumienił, więc szybko odrzucił od siebie tę myśl. Wziął głęboki wdech, przy czym przeszły po nim dreszcze i ruszył. 

Na początku szedł prosto do domu swojego chłopaka, ale po chwili zmienił zdanie. Mimo prawdopodobieństwa spóźnienia się, udał się jeszcze do kwiaciarni. Tam kupił bukiet czerwonych, rozłożystych róż z drobnymi, różowymi goździkami. Zapłacił za nie, wyszedł ze sklepu i przystanął przed nim, by ułożyć po swojemu kwiaty. Zajęło mu to chwilę, ale gdy już skończył prawie że biegiem pognał do celu. 

Byli umówieni na 17, było już 10 minut po. CF nie tyle się niecierpliwił, co martwił o drugiego. Krążył niespokojnie wokół przystrojonego stołu, ze zwieszoną głową i co kilka sekund sprawdzał, czy Polak czegoś do niego nie napisał. Kiedy już zamierzał do niego dzwonić, ktoś zapukał do drzwi. W prawie tej samej chwili znalazł się przy nich i nie zaglądając przez Judasza otworzył je. 

   --RONiś! -- jak tylko go zauważył, przytulił się do niego. Sam Rzeczpospolita był trochę zaskoczony, ale następnie odwzajemnił to. 

   --Jestem, jestem. Przepraszam, za małe spóźnienie, ale chciałem ci coś kupić. Proszę. -- odsunął się od niego i pokazał mu kwiaty. 

   --Dziękuję! -- wziął je i powąchał. Odłożył na półkę przy wejściu, położył dłoń na ramieniu RON'a oraz kontynuował. -- Nie musiałeś przecież. Wiesz, jak nie lubię spóźnień. Jeszcze do tego gdy to ty nie przychodzisz na czas... Diabelnie się o ciebie martwiłem.

  --Dobrze, już przeprosiłem. -- przysunął się do niego i dał mu buziaka w policzek, na co obaj zapłonęli rumieńcami. Pogłaskał go po nim przy okazji i wszedł do środka. Zdjął kurtkę i szalik, po nich buty, po czym skierował się łazienki. 

   --Ty naprawdę zawsze musisz myć ręce po powrocie z dworu? -- zaczepił go Francuz, który stał w kuchni i dokańczał szykować kolację.

   --Higiena najważniejsza. Na dworze, w powietrzu lata pewnie dużo więcej bakterii i innych takich, a zaraz będziemy jeść. Ja nie chcę mieć tych wszystkich ustrójstw w buzi. -- tłumaczył się podczas dokładnego wycierania rąk. Myślał, czy jeszcze nie przemyć sobie twarzy, ale uznał, że CF nazwie go znowu ,,Wielkim Czyścioszkiem" a tego wolał uniknąć. 

Jeszcze to zrobimy... - lemon RONxCFStories to obsess over. Discover now