1. Podziemia...

75 1 0
                                        

Warszawa nocą wyglądała jak ocean świateł rozlany pomiędzy mokrymi ulicami i czarnymi taflami wieżowców. Nad centrum miasta wisiały ciężkie chmury, a deszcz nieustannie uderzał o szklane ściany jednego z najlepiej strzeżonych biurowców w stolicy.

Budynek górował nad panoramą miasta niczym nowoczesna forteca.

Nie był zwykłą siedzibą korporacji.
Był twierdzą.

Uzbrojeni ochroniarze stali przy każdym wejściu, ubrani w ciemne garnitury skrywające kamizelki kuloodporne. Kamery obracały się bez chwili przerwy, monitorując każdy metr korytarzy, parkingów i wind. System alarmowy należał do najnowocześniejszych w Europie, a dostęp do wyższych pięter wymagał nie tylko kart dostępu, ale również skanu siatkówki oka.

Tutaj nikt nie pojawiał się przypadkiem.

I nikt nie wchodził bez zgody Wønder.

Na najwyższym piętrze budynku, daleko ponad deszczem i miejskim hałasem, znajdowała się ogromna sala konferencyjna otoczona panoramicznymi oknami. Wnętrze utrzymano w chłodnym minimalizmie — czarne marmury, ciemne drewno, stalowe detale i długi stół, przy którym zwykle zapadały decyzje wpływające na losy ludzi potężniejszych niż politycy.

Teraz jednak panowała tam niemal absolutna cisza.

Przy końcu stołu siedziała Wønder.

Czerwonowłosa kobieta sprawiała wrażenie całkowicie odprężonej, choć samo jej spojrzenie potrafiło budzić niepokój. Perfekcyjnie skrojony ciemny garnitur podkreślał jej elegancję, ale również chłodny profesjonalizm. Jedną nogę miała założoną na drugą, a w dłoni leniwie obracała kieliszek czerwonego wina.

Patrzyła na Warszawę tonącą w neonowych światłach i smugach deszczu.

Spokojna.

Kilka kroków za nią stał Xcarn.

Był całkowitym przeciwieństwem luksusu tej sali — surowy, nieruchomy i niepokojąco opanowany. Czarny garnitur, ciemna koszula, okulary o cienkich oprawkach i ledwo widoczna słuchawka w uchu sprawiały, że bardziej przypominał zawodowego zabójcę niż szefa ochrony.

Przy pasku spoczywał Glock 17.

Nie dla ozdoby.

Xcarn stał z rękami splecionymi za plecami, ale w jego postawie było coś, co zdradzało lata wojskowego doświadczenia. Człowiek, który nauczył się reagować szybciej, niż inni zdążą pomyśleć.

Wønder uniosła lekko kieliszek.

- Czy goście już przybyli? - zapytała spokojnie, nie odrywając wzroku od miasta.

Xcarn delikatnie przechylił głowę, nasłuchując komunikatów płynących przez słuchawkę.

Przez krótką chwilę w sali słychać było jedynie deszcz bębniący o szyby.

- Pierwsza grupa jest już w holu - odezwał się niskim, opanowanym głosem. - Reszta powinna dotrzeć w ciągu kilku minut. Sprawdzamy każdego dwa razy.

Wønder uśmiechnęła się ledwie zauważalnie.

- I bardzo dobrze. Dzisiejszej nocy nie możemy pozwolić sobie na błędy.

Xcarn spojrzał na nią kątem oka.

Rzadko mówiła takim tonem.

A jeszcze rzadziej organizowała spotkania przy najwyższym poziomie zabezpieczeń.

- Nadal brak informacji o przecieku? - zapytał.

- Nie. - Wønder odstawiła kieliszek na stół. - Ale ktoś musiał dowiedzieć się o podziemiu. Za dużo ludzi zniknęło w zbyt krótkim czasie.

Otchłań...Stories to obsess over. Discover now