Nigdy nie lubiłam ogromnych domów.
Było w nich coś przytłaczającego - zbyt czar ściany, zbyt głośna cisza i ludzie, którzy patrzyli na ciebie tak, jakby jednym spojrzeniem potrafili ocenić wartość całego twojego życia. A jednak stałam właśnie przed jedną z największych willi, jakie kiedykolwiek widziałam.
Ściskałam w dłoniach pasek od torby, próbując ignorować drżenie palców. Deszcz powoli przesiąkał przez materiał cienkiego płaszcza, a kilka mokrych kosmyków jasnobrązowych włosów przykleiło mi się do policzków. Pewnie wyglądam gorzej niż zwykle - zmęczona oczy, rozmazany tusz i twarz osoby, która od tygodni prawie nie spała. Miałam tylko dwadzieścia dwa lata, ale ostatnio czułam się dużo starzej.
Spojrzałam na swoje odbicie w ciemnej szybie stojącego obok samochodu. Długie włosy opadały falami na ramiona, a zielone oczy wyglądały dziś bardziej szaro niż zwykle. Nigdy nie uważałam się za wyjątkowo piękna, mimo że ludzie często tak mówili. W tym momencie widziałam w odbiciu dziewczynę desperacko próbującą utrzymać życie w całości. Jeśli nie dostanę tej pracy, nie będę wiedziała co powiedzieć ojcu.
Szpital znowu dzwonił rano.
„Leczenie trzeba kontynuować jak najszybciej"
Jakbyśmy mieli na to pieniądze.
Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na ogromne okna willi odbijające szare niebo. To miejsce wyglądało bardziej jak hotel dla ludzi absurdalnie bogatych niż rodzinny dom. Przez chwilę naprawdę chciałam się odwrócić i odejść.
Ale wtedy pomyślałam o tacie. Więc nacisnęłam dzwonek. Kilka sekund później drzwi otworzyła mi starsza kobieta w eleganckim granatowym uniformie.
- Pani Elena Bennett? - zapytała uprzejmie.
Skinęłam głową.
- Pan De Luca już czeka.
I nagle stres stał się jeszcze gorszy.
VOCÊ ESTÁ LENDO
Zostań z nami
RomanceElena nie miała już czasu na marzenia. Rzuciła studia, żeby uratować ojca, którego choroba zabierała jej kawałek po kawałku. Każdy dzień był walką o pieniądze, o leki, o nadzieję. Gdy trafia do pracy w ogromnej willi, myśli tylko o jednym - żeby prz...
