Tegoroczną pomocą Systemu są... kolorowe pasemka.
Ja dostałem pasemko koloru czerwonego, które mocno kontrastowało z moimi blond włosami i niebieskimi oczami. Potem spojrzałem na zegar. "O szlag! Jestem spóźniony!" Wybiegłem ze swojego mieszkania w bloku, zamykając drzwi niedbale. Wpadłem do szkoły równo z dzwonkiem. Dobiegłem do swojej szafki i zamarłem.
Przy drzwiczkach mojego schowka na rzeczy, stała grupka szkolnych gnębicieli. Najwyższy i najstarszy z nich - Bartek, stał centralnie przed zamkiem. Przełknąłem ciężko ślinę, gdy jego głowa w czarnych, ściętych na Wolf cuta, włosach odwróciła się w moją stronę, a chłodne, szare tęczówki spoczęły na mnie intensywnie.
- Ja... - głos mi się załamał - Ja chciałbym przejść do szafki po... - urwałem, bo z pod jego czapki wychynęło czerwone pasemko, takie jak moje - po rzeczy... - dokończyłem cicho
Bartek uniósł jedną brew, po czym powoli, wręcz teatralnie, odchylił się od mojej szafki. Jego usta wykrzywiły się w kpiarskim półuśmiechu.
– No proszę, proszę – mruknął, przeciągając każdą sylabę. – Czerwone pasemko. I to u ciebie.
Odchylił czapkę, odsłaniając swoje własne pasemko – identyczny odcień czerwieni, który wirował wśród czarnych kosmyków. Jego koledzy wymienili spojrzenia i zachichotali cicho.
– System chyba ma niezły ubaw – rzucił Bartek, po czym zrobił krok w twoją stronę. Był wyższy o głowę, więc musiałem zastygnąć, gdy cień jego sylwetki przykrył mnie całkowicie. – Albo ty, albo ja. Nie ma opcji, żeby to działało.
Złapał za klamkę twojej szafki i przytrzymał ją, nie pozwalając ci jej otworzyć.
– Ale wiesz co? – dodał ciszej, nachylając się tak, że poczułem zapach jego gumy do żucia – mięta. – Może zabawimy się w twoje marzenie. Powiedz, Leon. Wierzysz w to gówno?
- Słu-Słucham...? - pisnąłem jąkliwie.
Bartek zaśmiał się krótko, bez śladu prawdziwej wesołości. Odchylił głowę do tyłu i spojrzał na swoich kompanów, jakby szukał potwierdzenia, że rzeczywiście usłyszał tak żałosny pisk.
– "Słucham"? – przedrzeźnił, robiąc przesadnie wysoki, drżący głos. – Serio? To twoja najlepsza odpowiedź?
Jeden z jego kumpli – wysoki, szczupły chłopak o mysich włosach – szturchnął go łokciem.
– Bartek, może mu pozwolisz? Zaraz lekcja – rzucił, ale z uśmiechem, który mówił, że bardziej bawi go twoja mina niż chęć pomocy.
Bartek zignorował go. Zamiast tego sięgnął do twoich włosów – czerwone pasemko odbiło się światło korytarzowej lampy. Przesunął je między palcami, szarpnął lekko.
– Pasują kolorystycznie, Leon – powiedział cicho, prawie intymnie. – Ale ty i ja? Nigdy.
W końcu puścił szafkę. Cofnął się o krok, skrzyżował ramiona na piersi.
– No dobra. Bierz swoje śmierdzące podręczniki. Ale pamiętaj – dodał, gdy już sięgałeś po klamkę – pasemko nie gwarantuje bratniej duszy. To tylko farba we włosach.
Odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę klasy, a jego koledzy poszli za nim jak cień.Z tyłu korytarza stała grupka pierwszoklasistów, gapiąc się na was z szeroko otwartymi oczami.
Odetchnąłem drżąco. Otworzyłem szafkę, a wszystkie rysunku i szkice wypadły na kamienne płytki podłogowe. Kucnąłem i nerwowymi, drżącymi dłońmi zacząłem je szybko zbierać.
Bartek zatrzymał się w pół kroku. Odgłos spadających kartek był głośny w pustawym korytarzu – szelest papieru o kamień, a potem twoje nerwowe szuranie. Odwrócił głowę przez ramię.Przez chwilę nic nie mówił. Patrzył, jak kucasz i zgarniasz szkice drżącymi palcami. Jeden z rysunków wypadł ci z rąk i podfrunął w jego stronę – wylądował centymetr od jego buta.
To był portret. Dziewczyna z długimi włosami, uśmiechnięta, z ptakiem na ramieniu. Delikatne kreski, cieniowanie ołówkiem – widać było, że włożyłeś w to dużo serca.
Bartek nachylił się, podniósł go. Przejechał po nim wzrokiem.
– O – mruknął, bez ironii tym razem. – Nie wiedziałem, że rysujesz.
Przytrzymał kartkę przez chwilę, po czym rzucił ją niedbale w twoją stronę. Nie trafiła – upadła gdzieś między wami.
– Nie marnuj czasu na głupoty – rzucił sucho. – I na marzenia o bratnich duszach.
I zniknął za drzwiami klasy. Zostałeś sam na korytarzu. Buty szurały gdzieś z oddali – resztki uczniów uciekały przed dzwonkiem. Twoje szkice leżały rozrzucone, niektóre zgniecione.
Patrzyłem jeszcze chwilę w miejsce, gdzie stał Bartek. Potem schyliłem się i zebrałem resztę rysunków. Wtem zauważyłem, że jeden z portretów wpadł w kałużę rozlanej na korytarzu wody. Podpełzłem w tamtym kierunku i zebrałem resztki obrazku. Portret Bartka był zniszczony. Zostały tylko oczy. Rozpłakałem się.
Nie wiedziałem, że Bartek się wrócił.
Stanął w progu klasy, ale nie wszedł do środka. Drzwi zamknęły się za nim z cichym skrzypnięciem – po chwili jednak znowu je otworzył, jakby coś mu nie dawało spokoju. Może zapomniał telefonu. Może chciał ci dorzucić jeszcze jedną uszczypliwość.
Zamiast tego zobaczył twoje plecy pochylone nad podłogą. I twoje ciche łkanie. Zrobił dwa kroki w twoją stronę. Buty zakołysały się na kamieniu.
– Leon? - głos był dziwnie miękki. Nie poznałbyś go, gdybyś nie był pewien, że to on.
Zobaczył zniszczony rysunek w twojej dłoni. Na mokrym, porozrywanym papierze – jego własne oczy. Szare, chłodne, ale na rysunku jakoś... łagodniejsze. Bartek zamarł.
– Rysowałeś... mnie? – zapytał, a w jego głosie nie było już żadnej arogancji. Tylko coś, co brzmiało jak zmieszanie. I może odrobina strachu.
Kucnął obok ciebie. Nie dotknął cię. Nie powiedział nic pocieszającego. Po prostu usiadł na zimnej podłodze korytarza, jakieś pół metra od ciebie.
– Nie wiedziałem, że... – urwał. Przetarł twarz dłonią. – Dlaczego ja? Znasz mnie tylko jako dupka.
- Bo masz te oczy. Szary nie zawsze jest zimnym kolorem... - wyszlochałem.
Bartek nie odpowiedział od razu. Wpatrywał się w zniszczony rysunek, w te swoje oczy na rozmazanym, podartym papierze. Jego palce powoli, nieśmiało wyciągnęły się w stronę rysunku.
– Szary nie zawsze jest zimny – powtórzył cicho, jakby smakował te słowa.
Przez chwilę nic nie mówił. Zielone światło z tablicy ewakuacyjnej padało na jego twarz, podkreślając zmęczenie pod oczami, którego wcześniej nie zauważyłeś.
– Mówili mi kiedyś – zaczął, zacinając się, jakby słowa nie chciały przejść mu przez gardło – że moje oczy są jak stal. Albo błoto po deszczu. Nigdy... nikt nie powiedział, że są czymś więcej.
Spojrzał na swoje własne pasemko. Czerwone. Twoje też.
– System chyba naprawdę ma niezły ubaw – mruknął, ale tym razem w jego głosie nie było kpiny. Tylko dziwne, gorzkie rozbawienie.
Wziął głęboki wdech.
– Wstawaj – powiedział, wstając pierwszy. Wyciągnął do ciebie rękę. – Spóźnimy się na geografię. A pani Kowalska nie znosi spóźnialskich.
Zawahał się. Potem dodał, już ciszej:
– ...Chcesz, to po lekcji ci pomogę to skleić. Ten rysunek. Tylko... nie mów nikomu, dobra?
Czekał z wyciągniętą dłonią.
Wtem zadzwonił mi telefon. Na ekranie wyświetlał się numer który już znałem. Komornik. Przełknąłem ciężko ślinę i odebrałem drżącymi dłońmi.
YOU ARE READING
Od wroga do miłości
Teen FictionCo roku, System wybiera pomoc w znalezieniu Bratniej Duszy. Tegoroczną pomocą, są kolorowe pasemka. Dziewiętnastoletni, Leon Nowak, cierpi na stany lękowe i Schizofrenię. Ledwo wiąże koniec z końcem i jeszcze ma komornika na karku. Jego życie może s...
