Urodziny które zmieniły wszystko.

26 5 2
                                        




Cześć. Nazywam się Madeline Violet Vale i jestem na piątym roku w Hogwarcie.
A to jest moja historia.

Kilka lat wcześniej...

Obudziłam się wcześnie rano i od razu zeszłam na dół. Byłam szczęśliwa — w końcu jutro były moje urodziny.

Mieszkałam tylko z mamą. Mój ojciec nie żył.
Nigdy go nie poznałam — odszedł, kiedy miałam niecałe dwa lata. Wiedziałam o nim tylko tyle, ile opowiedziała mi mama. Od tamtej pory byłyśmy tylko we dwie.

— O, Madeline, już wstałaś? Chodź, zrobiłam śniadanie.

Mama uśmiechnęła się ciepło, a ja dopiero wtedy zauważyłam gazetę leżącą na kuchennym blacie. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz jakąś czytałam, więc z ciekawości po nią sięgnęłam.

Przywitałam się z mamą, jeszcze trochę zaspana, i usiadłam do stołu. Czekały na mnie naleśniki. Zaczęłam jeść, jednocześnie przeglądając gazetę, aż w końcu trafiłam na horoskop.

„Jutro twoje życie może się całkowicie zmienić. Spodziewaj się wiadomości, która otworzy przed tobą nowy świat."

Zaśmiałam się pod nosem.

— Mamo, słuchaj tego... „jutro twoje życie może się zmienić". Zabawne, co nie?

Spojrzałam na nią. Na ułamek sekundy coś przemknęło przez jej twarz — coś jak strach. Szybko jednak się uśmiechnęła. Zbyt szybko.

— Tak... bardzo zabawne, kochanie.

Odwróciła się do zlewu i wróciła do mycia naczyń, a ja zmarszczyłam brwi.
Coś było nie tak.

Dzień minął spokojnie. Poszłyśmy razem na zakupy, pomogłam jej w sprzątaniu, a wieczorem obejrzałyśmy nasz ulubiony film.

Kiedy położyłam się spać, długo nie mogłam zasnąć.
Coś nie dawało mi spokoju.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam co.

Następnego ranka obudziła mnie mama. Wyglądała na zdenerwowaną, choć próbowała to ukryć.

— Wszystkiego najlepszego, kochanie.

Uśmiechnęła się i podała mi małe pudełko. Otworzyłam je powoli.

W środku był srebrny naszyjnik z literą „V".

— Ten naszyjnik należał do twojego taty — powiedziała cicho. — Mówił, że dostaniesz go w swoje jedenaste urodziny.

Zamarłam na chwilę.

Dlaczego akurat teraz?

Nie rozumiałam, ale nie chciałam psuć chwili. Przytuliłam ją mocno.

— Dziękuję... kocham cię najmocniej na świecie, mamo.

— Ja ciebie też, gwiazdeczko.

Resztę dnia spędziłyśmy razem — grałyśmy w planszówki, śmiałyśmy się, jadłyśmy tort. Przez chwilę było... normalnie.

Do czasu.

— Przyniesiesz pocztę, kochanie? — zawołała mama z kuchni.

— Jasne!

Pobiegłam do drzwi i podniosłam listy. Przeglądałam je w drodze do kuchni, kiedy nagle się zatrzymałam.

Jeden z nich był inny.

Zaadresowany do mnie.

Papier był lekko brązowy, jakby postarzały. Na kopercie widniał napis: Hogwart oraz pieczęć — dziwna, z jakimiś zwierzętami, których nie rozpoznawałam.

— Co to jest...? — mruknęłam do siebie.

Nie dokończyłam.

Poczułam czyjąś obecność za sobą.

Odwróciłam się powoli.

Mama.

Najpierw spojrzała na mnie.
Potem na list w mojej dłoni.

— Maddie... chodź na chwilę do salonu. I podaj mi listy.

Jej głos był napięty.

Zrobiłam to, o co poprosiła. Usiadłam na kanapie, splatając nerwowo palce.

Serce zaczęło mi bić szybciej.

— To, co ci teraz powiem... może być trudne — zaczęła cicho. — Ale nie mogę dłużej tego ukrywać. Musisz poznać prawdę.

Zrobiło mi się słabo.

Spojrzałam na nią, czując, jak coś we mnie pęka.

— Twój ojciec... — zawahała się — nie zginął w wypadku.

cursed liesCerita yang bikin terobses. Temukan sekarang