5. Ogień i lód

20.1K 2K 858

Był wtorek. Erin z niepokojem zerkała na kalendarz, odliczając dni do soboty i obawiając się najgorszego. Zapewne leżałaby przygnębiona w łóżku, próbując przespać przynajmniej część problemów gdyby nie to, że cały czas natykała się w szkole na coś nowego i jej myśli były odrywane od niepewnej przyszłości.

Erin należała do osób, które się nie poddają. Choć teraz była w trudnej sytuacji, w głębi duszy nadal liczyła, że wszystko ułoży się dobrze. W każdym razie miała zamiar walczyć tak długo, jak tylko się da, żeby cała historia otrzymała szczęśliwe zakończenie. A kiedy ona raz przy czymś się uparła, mało kto potrafił ją od tego odciągnąć.

Ranek spędziła w bibliotece, snując się między regałami. Sama nie wiedziała, czego szuka. Chciała znaleźć jakiś sposób na zdjęcie łańcucha, kiedy przyjdzie pora, a ponieważ ewidentnie rzucono na niego zaklęcie, liczyła, że można je w jakiś sposób zdjąć. Jednak nie miała pojęcia ani o Czarodziejach, ani o zaklęciach, ani nawet o łańcuchach, eskapada więc z góry została skazana na porażkę.

Biblioteka była ogromna. Przy wejściu stały długie stoły, przy których dało się czytać lub odrabiać lekcje, ale były puste. Wszyscy wybierali mniejsze blaty i biurka poukrywane grupami lub pojedynczo między labiryntem regałów.

Jak w każdym pomieszczeniu w tej szkole, sufit był nienaturalnie wysoko, zrobiono więc tu antresolę z regałami, na którą wchodziło się po szerokich, drewnianych schodach.

Choć pomieszczenie było wielkie, w wielu miejscach okazało się przytulne i Erin z uśmiechem na ustach zmarnowała tu kilka godzin, siedząc pod regałami i kartkując książki o abstrakcyjnych tematykach, zupełnie jej do niczego nie potrzebne.

W porze obiadowej spotkała się ze współlokatorkami i razem ruszyły zjeść posiłek. Jadalnia była wspólna dla nauczycieli i uczniów, więc można było się do niej dostać zarówno z budynku internatu, jak z części, którą zajmowali dorośli. Kiedy dziewczyny weszły, dużo miejsc było już zajętych.

Na lewo, pod samą ścianą znajdował się podest, podobny do tego na auli, ale dłuższy i węższy. Tam ustawiono obok siebie stoły tworząc z nich jeden, długi, na który posiłki wnosiły kucharki. Były to miejsca dla nauczycieli, którzy nawet podczas posiłków rzucali niespokojne spojrzenia w stronę nastolatków.

Stoły dla uczniów nie miały tak oficjalnego ustawienia. Właściwie wyglądały jak w zwykłej stołówce normalnej szkoły. Były dwu, cztero lub sześcio-osobowe, porozstawiane z krzesłami po całej sali.

Młodzież nie miała takich zaszczytów, jak ich opiekunowie. Musieli po swoje jedzenie udawać się sami do blatów po prawej stronie, za którymi stały kobiety i mężczyźni w fartuchach, gotowi nałożyć te przyniesione z kuchni potrawy, które zostaną im wskazane. Jedzenie było dobrej jakości, ale nie zachwycało.

Erin, Lizzy i Tatiana położyły swoje tace z jedzeniem na wolnym, czteroosobowym stole i usiadły. Od wczoraj Erin udało się dowiedzieć, że Tatiana w zeszłym roku mieszkała z jakimiś dwiema dziewczynami z czwartego roku i nie nawiązała wielu znajomości, a Lizzy poszła do przedszkola wcześniej i w konsekwencji jest rok młodsza od wszystkich z pierwszego roku. Erin dłubała chwilę podejrzliwie w swojej sałatce, po czym nagle nachyliła się do koleżanek.

— Ej, a co właściwie robią Wampiry, jak przychodzi pora obiadu?

Dziewczyny ostentacyjnie się pochyliły, idąc jej śladem.

— Lizzy, czemu ona mówi tak cicho? — zapytała teatralnym szeptem Tatiana.

— Nie mam pojęcia, może to jakaś tajemnica? — odpowiedziała w podobny sposób dziewczyna.

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!