Lód zawsze był miejscem, w którym wszystko miało sens. Kiedy wchodziłam na taflę, świat przestawał być chaotyczny. Każdy ruch miał swoje miejsce, każdy obrót swój rytm, a każdy skok był decyzją — albo lecisz, albo spadasz. Nauczyłam się latać bardzo wcześnie.
Miałam szesnaście lat, kiedy po raz pierwszy powołano mnie na zgrupowanie kadry narodowej. Byłam najmłodsza. Najcichsza. I podobno najbardziej obiecująca. Wszyscy mówili o mnie „ta dziewczyna z idealnym axlem”. To miało być moje wejście na wyższy poziom. Trening pokazowy dla sponsorów, trenerów i mediów. Miałam zatańczyć fragment nowego programu — czysty, techniczny, perfekcyjny.
I wtedy na lód wszedł Ethan Blake.
On już wtedy był gwiazdą. Rok starszy, dwa razy bardziej pewny siebie. Miał za sobą międzynarodowe medale i wywiady w sportowych magazynach. Kiedy pojawił się na tafli, rozmowy ucichły. Nawet trenerzy patrzyli na niego inaczej. Jak na pewnik.
Nie trenowaliśmy razem. Każde z nas miało swój blok czasowy, ale tamtego dnia grafik się opóźnił. Ja kończyłam program, on zaczął rozgrzewkę wcześniej. Tafla była duża, powinniśmy się minąć bez problemu. Łyżwiarze uczą się czytać swoje ruchy. Przewidywać trajektorie. To jak taniec, nawet jeśli tańczysz sam.
Muzyka przyspieszyła. Weszłam w sekwencję kroków, a potem w przygotowanie do potrójnego axla. To był mój popisowy skok. Wiedziałam, że oczy wszystkich są skierowane na mnie. Odbiłam się mocno, ciało napięte, obrót czysty — jeden, drugi, trzeci — i wylądowałam idealnie. Ostrze przecięło lód dokładnie tak, jak powinno.
Powinnam była zakończyć to wyjazdem w tył i wejściem w piruet.
Nie powinnam była zobaczyć go tuż przed sobą.
Ethan przeciął mój tor jazdy w ostatniej sekundzie. Może źle obliczył dystans. Może ja zrobiłam dłuższy wyjazd. Do dziś nie wiem. Wiem tylko, że nasze ramiona zderzyły się z impetem, a świat nagle przestał być płynny. Ostrza zahaczyły o siebie. Straciłam równowagę.
Upadek na lodzie nigdy nie jest miękki. Uderzyłam nadgarstkiem pierwsza. Potem biodrem. Powietrze uciekło mi z płuc. Usłyszałam ostry dźwięk — nie wiem, czy to był trzask mojego ciała o taflę, czy jego łyżwy rysujące lód w desperackiej próbie odzyskania balansu.
Przez chwilę była cisza.
A potem zaczęły się szepty.
Podniosłam się z trudem. Nadgarstek pulsował bólem, ale adrenalina nie pozwalała mi tego w pełni poczuć. Ethan stał już na nogach. Patrzył na mnie z tą swoją kamienną miną, jakby to wszystko było tylko drobną niedogodnością.
— Patrz, gdzie jedziesz — powiedział chłodno.
Nie zapytał, czy nic mi nie jest. Nie podał ręki. Nawet nie wyglądał na winnego.
Coś we mnie wtedy pękło. Nie chodziło o ból. Chodziło o to spojrzenie. Jakby to ja była problemem. Jakby mój perfekcyjny skok był przeszkodą w jego planie.
Lekarz później powiedział, że to tylko skręcenie. Dwa tygodnie przerwy. Dwa tygodnie bez lodu, kiedy on zdobywał kolejne punkty rankingowe. Media pisały o jego „fenomenalnej formie”. O mnie wspomniano tylko raz — że „młoda nadzieja doznała drobnej kontuzji podczas treningu”.
Drobnej.
Od tamtej chwili każde nasze spotkanie było napięciem. Nigdy nie przeprosiliśmy. Nigdy nie wyjaśniliśmy, kto zawinił. Zamiast tego zaczęliśmy rywalizować jeszcze bardziej zaciekle. Jeśli on lądował poczwórnego salchowa — ja trenowałam do momentu, aż moje nogi drżały. Jeśli ja dostawałam wyższe noty artystyczne — on podkręcał technikę do granic możliwości.
Nie musieliśmy mówić tego na głos. Oboje wiedzieliśmy, że to wojna.
Dlatego kiedy trzy lata później federacja ogłosiła nowy projekt par mieszanych, nie byłam zaniepokojona. Byłam wściekła.
Sala konferencyjna była pełna kamer. Siedziałam wyprostowana, dłonie splecione na kolanach. Ethan stał kilka metrów dalej, w czarnej bluzie z logo reprezentacji, wyglądając tak, jakby nic nie było w stanie wyprowadzić go z równowagi.
— W ramach przygotowań do igrzysk stworzymy eksperymentalne pary z najlepszych solistów — oznajmił przewodniczący federacji. — Wierzymy, że to otworzy nowy rozdział w naszym łyżwiarstwie.
Nie czułam jeszcze zagrożenia. Do momentu, w którym padły nasze nazwiska.
— Ava Carter i Ethan Blake.
Światło fleszy rozbłysło. Ktoś zaczął klaskać. Ktoś inny krzyknął pytanie o „iskrzącą chemię między wami”.
Spojrzałam na niego.
On patrzył już na mnie.
W jego oczach nie było złości. Nie było też satysfakcji. Było coś znacznie bardziej niebezpiecznego — determinacja.
Bo w łyżwiarstwie par nie chodzi tylko o wspólną choreografię. Chodzi o to, że pozwalasz komuś złapać cię w powietrzu po wyrzucanym skoku. Że wchodzisz w podnoszenie, wiedząc, że jeśli partner się zawaha, spadniesz z wysokości kilku metrów prosto na lód.
A ja wciąż pamiętałam, jak to jest upaść przez niego.
Tym razem jednak nie chodziło o skręcony nadgarstek.
Tym razem stawką było wszystko.
Hejka dzisiaj jest już prolog a za kilka dni będzie pierwszy rozdział wiem że ta książka jest nie dopracowana i jeżeli pojawiły by się jakieś błędy ortograficzne lub jakieś inne błędy to możecie napisać to wszysko paa!
752 słów
YOU ARE READING
Between Ice and Us
Teen FictionNa lodzie nie ma miejsca na słabość. Każdy błąd kosztuje upadek, a każdy upadek może kosztować wszystko. Ava Carter żyje dla łyżwiarstwa figurowego. Perfekcja to jej cel, kontrola to jej zasada, a emocje zawsze zostają poza taflą lodu. Przynajmniej...
