Czy istnieje coś takiego jak przeznaczenie?
Czy istnieje coś takiego jak bycie komuś przeznaczonym?
Nieważne co będzie się działo w waszym życiu, zawsze do siebie wrócicie. Choćbyście nie rozmawiali przez kilka czy kilkanaście lat, choćbyście mieli męża, żonę czy dzieci z kimś innym, to jeśli wasze dusze są sobie pisane to i tak znajdziecie drogę do siebie.
Cóż, będąc małą dziewczynką usilnie w to wierzyłam. Że każdy z moich chłopaków jest mi pisany. Że to ten jedyny.
Dopiero będąc dorosłą, zrozumiałam jak wielka ściema to była.
Właśnie rozpoczęły się wakacje, a ja zakończyłam drugi rok wymarzonych studiów - bibliotekoznawstwo na Wimbledon Collage of Arts. Uczelnia głównie słynie z kierunków artystycznych takich jak aktorstwo, sztuka, teatr, ale całkiem niedawno - na moje szczęście otworzyli też nauki o bibliotekach, książkach, a w programie nawet mają kurs twórczego pisania.
Jako iż dziś piątek, a studenci zdążyli powrócić do swoich domów, to wraz z przyjaciółkami z dzieciństwa postanowiłyśmy uczcić pierwszy dzień najlepszej części całego roku w Klubie Rozpusty. Jest to znany na całe miasto oraz jego okolice klub. Nie różni się wiele od typowego miejsca schadzek młodych, poza najlepszą muzyką i najmocniejszymi szotami w całym kraju. Dodatkowo zniżki dla studentów przyciągają tłumy chętnych na mocne balowanie.
Siedzę przed lustrem na biurku toaletki, ponieważ, tak mogę lepiej widzieć makijaż w świetle lampek świątecznych, które mam nad łóżkiem. Mogłabym zapalić po prostu żyrandol, ale wtedy nie widziałabym jak twarz i cienie będą wyglądały w półmroku. Dodatkowo jest już późna godzina, a nie chciałabym budzić rodziców, którzy ciągle marudzą, żebym znalazła pracę i przestała zachowywać się jak małe dziecko, wymykające się po nocach. Na uszach ze słuchawek leci aktualnie "You don't own me" SAYGRACE. Odpowiednie brzmienie razem ze słowami pomagają mi się wczuć w bycie pewną siebie, piękną i uwodzicielską, nawet jeśli to nie do końca prawda. Chciałam być taką, ale nie zostałam tak wychowana. Może to i dobrze.
"Don't tell me what to do,
Don't tell me what to say,..."
Wprowadzam ostatnie szlify cicho nucąc sobie pod nosem. Na dzisiejszą imprezę ubrałam krótką, obcisłą czarną sukienkę, kabaretki i 19 centymetrowe obcasy. Na szyi mam czarny, masywny choker z przymocowanym łańcuszkiem z półksiężycem, który idealnie skupia uwagę na odkrytym dekoldzie.
"I'm free and I love to be free,
To live my life the way I want,
To say and do whatever I please."
Chciałam zacząć śpiewać kolejną zwrotkę, ale zadzwonił mój telefon.
- Hej Kocico, gotowa? Będę po ciebie za 5 minut.
- Hej Suczo. Już prawie i wychodzę.
- Nie każ mi czekać bo odjadę. Buźki.
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo już się rozłączyła.
Dziś jedziemy z Fran - moją najlepszą przyjaciółką. Jest nią od początku liceum, bo chodziłyśmy do jednej klasy i prawie od razu między nami pojawiła się nić porozumienia. Obie nie lubiłyśmy większości ludzi w klasie, a nawet w szkole, więc jak tylko ktoś miał jakąś dramę to mogłyśmy o tym gadać godzinami bez końca. Teraz ona studiuje na jakieś mało popularnej uczelni na północy Londynu. Zbytnio się nie przykłada do nauki, a ten kierunek który wybrała też nie jest jej trafionym. Jeśli nie będzie sobie radzić na 3 roku to mówiła że rezygnuje.
Rzuciłam słuchawki na biurko, założyłam na szybko przygotowane wcześniej buty, do torby wrzuciłam trampki, bo na pewno nie wytrzymam w tych wysokich całej nocy, sięgnęłam po kurtkę skórzaną i zeszłam po schodach na tyle szybko na ile pozwalają mi obcasy. Wskoczyłam szybko do auta, po czym całuję Fran po policzkach jak to mamy w zwyczaju.
- Kopę lat Szmaciuro! - Pisnęła szatynka, a następnie wycofała się z podjazdu, najprawdopodobniej kierując się do pozostałych, chętnych do balowania przyjaciółek. - Odpalaj Pitbulla. - Podała mi swój telefon połączony z autem, a ja wybrałam najlepszą playlistę, którą stworzyłyśmy w czasach liceum na każdą imprezę.
Zajechaliśmy pod dom Anny. Po chwili ona i May wybiegły radośnie w naszą stronę. Załadowały się do auta głośno piszcząc. Długo nie widziałyśmy się wszystkie razem. Anna jest w naszym wieku i znamy się z liceum też, ale chodziła do innej klasy. Za czasów dzieciństwa mieszkała dość blisko mnie, więc postanowiłam zagadać i się bliżej poznać. Natomiast May - młodsza o rok to jej przyjaciółka, którą nam przedstawiła dość szybko po tym jak się zakolegowałyśmy. Od razu jej charakter przypadł nam do gustu. Obie studiują gdzieś poza Londynem, więc rzadko przyjeżdżają i nie mamy szansy się spotykać.
- Mam dla was coś na dobry humor. - May, ubrana w obcisłą krótką spódnice i równie krótki pasujący top, podała nam miniaturowe czerwone kubeczki, a do nich wlała coś z butelki po wodzie.
- Co to? - Zapytałam wąchając ciecz. Na bank jest to coś mocnego.
- Ulubiony gin mojej mamy. Schowała go głęboko w barku i myślała, że nikt go nie znajdzie. Do dna Dupeczki! - We trzy się stuknęłyśmy, wesoło wiwatując. - A dla ciebie Frankie za to, że zawozisz nas, coś słodkiego. - Podała nam do przodu opakowanie słodyczy o smaku whiskey bez alkoholu.
- Jeju kochana jesteś. Z przyjemnością będę wozić wasze gorące cipki gdzie tylko chcecie! - Wybuchnęłyśmy śmiechem. Przykręciłam muzykę najgłośniej jak się da i śpiewając dotarłyśmy na miejsce.
YOU ARE READING
Working With Enemy
RomanceCzy istnieje coś takiego jak przeznaczenie? Czy istnieje coś takiego jak bycie komuś przeznaczonym? Nieważne co będzie się działo w waszym życiu, zawsze do siebie wrócicie. Choćbyście nie rozmawiali przez kilka czy kilkanaście lat, choćbyście miel...
