Kurwa.
Jak zwykle Green znowu zrobiła aferę bez absolutnie żadnego powodu.
Nie. Nie mogę tak mówić. Może miała powód? Z pewnością miała. Mogłam przypilnować aby nie odgryzła się na Pink. Mogłam to zrobić. Dlaczego tego nie zrobiłam?
Dlaczego?
- Purple... Mogę wejść? - Jeszcze Blue tu kurwa brakowało.
- Jasne. Wchodź.
Z jednej strony Blue miała coś w sobie. Zawsze chodziła z takim spokojem jakby nie obchodziło ją to co dzieje się wokół. Też bym tak chciała...
- Nie przejmuj się Green. Ona jest.... Jaka jest. A Pink zawsze o wszystko płacze. Więc to nie twoja wina.
Łatwo ci kurwa mówić.
- Tak wiem. Jednak... Tym razem naprawdę mogłam coś zrobić. Nawet zapytały mnie o zdanie. Zapytały się której z nich jest to sukienka. - Zdałam sobie sprawę jak bardzo głupie to jest - Była różowa ale nie przypominało mi się aby Pink ją nosiła poza tym ta sukienka...
- Green nakrzyczała na nią że jak mogła być tak głupia aby pomyśleć że ona może wejść w coś tak wąskiego?
Jakim cudem te kłótnie są aż tak przewidywalne?
- Dokładnie tak.
Jestem okropna. Jak mogłam zasugerować Pink że dużo waży?
Jak?
- Purple - Mimo wszystko kochałam gdy tak na mnie patrzyła... - To nie twoja wina. Nieważne co byś zrobiła Green i tak doprowadziłaby Pink do płaczu. Więc nie obwiniaj się za jej działania jasne?
Ciekawe jaką grubość dzisiaj wybiorę.
Mówiła coś?
- Wiem to Blue. Możesz już wyjść? Proszę. Chcę zostać sama.
- Dobrze.
Nigdy nie nalegała. Tak bardzo bym chciała żeby została. Aby podwinęła mój rękaw. Chciałabym tego?
Gdy tylko wyszła już nawet nie patrzyłam czy zamknęła drzwi. Podeszłam do biurka automatycznie. Wyjęłam dość cienki kawałek. To dość mocno szczypie. Nie lubię tego jednak i tak to zrobię. Dzisiaj nie zasługuję na większy rozmiar.
Gdy tylko dotknęłam skóry poczułam ulgę. Już nawet nie był to ból. Niezbyt obchodził mnie wtedy cały świat. Czerwony płyn zaczął cieknąć po moim przedramieniu.
A mogłam zrobić na udzie...
Gdy skończyłam delikatnie otarłam żyletkę aby schować ją znów do biurka. Wytrwałam krew dość niedbale.
Może jednak chciałam być przyłapana?
Może w końcu ktoś by zainteresował się mną.
Nie innymi.
Mną.
Nie myślałam o tym zbyt długo. Już nawet nie pamiętam kiedy okaleczenie przeszło z formy kary do przyjemności aż po sposób na zwrócenie na siebie uwagi.
Nie. Nie powinnam tego do tego wykorzystywać. To jest kara.
Kara.
Za grzechy.
Moja kara.
Dlaczego to daje mi ulgę?
Drzwi do pokoju otworzyły się gwałtownie i weszła wkurzona Red. Świetnie. Niepotrzebnie chowałam żyletkę.
- Co ty sobie wyobrażasz?! - zapytała wściekle.
- Red słuchaj, przepraszam ja nie-
- Zamknij kurwa mordę bo ci wpierdolę.
Dawaj może nie sprawi mi to przyjemności.
- Red, przepraszam okej? - czy ona myśli że ja nie czuje się kurwa winna? Czy ona myśli że ja się z tego cieszę?
- Mam w jebanej piździe twoje "przepraszam". Jak zaraz kurwa nie pójdziesz do Pink I jej nie przeprosisz to możesz się kurwa pożegnać z życiem.
- Dobra! To właśnie chciałam zrobić okej?
Nie odpowiedziała. Wpatrywała się we mnie jedynie robiąc mi miejsce w drzwiach abym mogła przejść do pokoju Pink. Zasunęłam rękaw bluzy na wciąż krwawiące przedramię. Kurwa nie zdążyłam zawinąć bandaża lub czegokolwiek...
Japierdole czemu ja teraz myślę o sobie? Jestem straszna egoistką. Zraniłam Pink I jeszcze sprawiłam sobie przyjemność po czym zamiast myśleć o niej to myślę o sobie.
Mogła mi wpierdolić.
- Pink jesteś tam?
Usłyszałam szamotanie się słabej istoty jaką była nasza Pink. Zwykle nie przejmowała się opinią innych jednak dręczenie Green zdecydowanie niszczyło jej psychikę.
Widzisz? Inni mają gorzej.
Powinnam użyć cieńszej żyletki.
Po chwili drzwi powoli się otworzyły a ja od razu zobaczyłam rozczochrane różowe lekko falowane włosy Pink. Jedynej dobrej istoty na tym świecie. Istota dobra.
- Purple? Co tu robisz?
Ona naprawdę jest taka głupia czy udaje?
- Przyszłam cię przeprosić. Przepraszam za moje zachowanie. Nie powinnam sugerować że nie wciśniesz się w sukienkę Green. Jestem okropna. Przepraszam.
Zabrzmiało aż dziwnie szczerze. Zwłaszcza ostatnia część.
Pink lekko się uśmiechnęła. Kochałam ją.
- N-nie trzeba. To nie twoja wina. Przecież wiem że to nieprawda. Mam poczucie własnej wartości.
Gdybym ja umiała tak powiedzieć życie byłoby piękniejsze.
- Cieszę się.
Gówno prawda. Jesteś okropna nie czujesz nawet skruchy. Nie zasługujesz aby żyć.
Pink powoli wyszła ze swojego pokoju. Była nieco niższa niż ja mimo to nieco szersze jednak w porównaniu ze mną to nawet patyk wypada szeroko.
Dzisiaj nie zjem kolacji za nazwanie cię Pink grubą. Przepraszam.
- Purple... A możesz proszę przeprosić ode mnie Green? Za to że pomyliłam te sukie-
- Żartujesz sobie Pink?! - Red, jak zwykle znikąd. - Ona cię tak potraktowała a ty chcesz ją przepraszać?!
Pink natychmiast się speszyła. Nie powiedziała ani słowa. Ja też się nie odezwałam. Nie wiedziałam jak. Wpatrywałam się jedynie w Pink.
- Nie ma kurwa jebanej opcji że Purple powiesz cokolwiek do Green. Ja sobie z Green kurwa po przyjacielsku porozmawiam. - Oj będzie bujka... Gdzieś w tle mignął mi telefon Black która zdecydowanie chciała uwiecznić tę chwilę. Kiedyś zedrę jej ten jebany uśmieszek. Czy ona naprawdę nic w takiej chwili nie czuje?
- Red proszę... Ona miała prawo do własnej opinii... - Pink wciąż nie patrzyła na Red. Interesująca relacja.
Na końcu korytarzu stanęła właśnie Green. Nasza iskierka. Iskierka potrzebna do rozpalenia jebanego ognia.
Wyobraźcie sobie teraz jakąś wolną muzykę i Red biegnąca w stronę Green. Tak to wyglądało.
Oczywiście Green nie jest głupia i natychmiast zaczęła uciekać w stronę drzwi wyjściowych z domku. Pink rzuciła się za Red zupełnie jakby naprawdę nie chciała krzywdy Green. Doprawdy niesamowita istota. Tak bardzo jej zazdroszczę.
Powinnam teraz coś zrobić.
Krzyknąć.
Uspokoić je.
Dlaczego stoję?
Dlaczego ciągle stoję?
No cóż pora na najcieńszy rozmiar.
Nawet cieniutki rozmiar przy odpowiedniej siłę nacisku może wyrządzić głębokie rany.
Widzieliście? Szczypanie jest wyjątkowo silne przy tak cienkim narzędziu.
Co wydarzyło się dalej z Red i Green? Nie wiem. Wiem za to że krew wyjątkowo ciężko zmywa się z białej bluzy.
***
- Purple!
Bez pukania, środek nocy, płaczący ton - Pink
Podniosłam się nieco zapisana patrząc na zegar. 2 w nocy. Zajebiście.
- Co się stało Pink?
Bylam śpiąca i niezbyt skóra do słuchania jej koszmarów. Ona jednak nie weszła na moje łóżko tylko wciąż stała przy drzwiach cicho je zamykając jakby nie chciała aby ktoś ją usłyszał.
Jej głos był drżący i przerwany przez łkanie.
- Red goniła Green... W lesie... Biegłam za nimi. Błagałam Red aby nic jej nie robiła ale ona... Ona...
- Pink skup się. Co się stało? - Jakoś odechciało mi się spać.
- Gdy biegłam potknęłam się o kamień lub patyk lub...
- Konkretnie. - Szczegóły niezbyt mnie interesowały jednak tłumaczyło to jej niedbały wygląd.
- Zobaczyłam coś białego w krzakach. To chyba była jakaś osoba. Zaczęła się zbliżać jak jakiś demon! Zgubiłam Red i Green i zaczęłam wracać do domku ale to coś szło za mną. Płakałam I kryczałam ale to nie chciało sobie iść tylko się zbliżało....
- Pink czy ty kurwa przyprowadziłaś to coś do domu?! - Aj kurwa jutro nie zjem przez te słowa śniadania.
- Przepraszam Purple...
Nie zdążyłam nawet pożałować swoich słów bo drzwi skrzypnęły a Pink jak oparzona odskoczyła w moją stronę.
Biała istota raczej wiele z demonem wspólnego nie miała. Wyglądała... Normalnie. Niecodziennie acz normalnie. Była dość brudna od ziemi, liści i gałązek z lasu. Jej ubrania były w opłakanym stanie. Niezbyt widziałam jej twarz przez ciemność jednak jej jaskrawo biała osoba wyróżniała się na tle ciemnego pokoju. Chyba patrzyła w dół...
- Purple to coś się nie rusza... - Wyszeptała Pink
Odkryła Amerykę.
- Hej ty! Kim jesteś i co tu robisz? - Mimo że starałam się brzmieć odważnie to niezbyt mi to wychodziło.
W tej chwili istota podniosła twarz kierując ją w naszą stronę. Oczy miała chyba zamknięte... Czy ona się uśmiecha? Właściwie dlaczego by nie miała...
- Ah przepraszam za kłopot. Nagle zobaczyłam jakąś różową istotę w lesie więc postanowiłam za nią pójść. Nie chciałam sprawiać kłopotu. - Mówiła to jakby automatycznie wciąż się uśmiechając i mając zamknięte oczy. Przynajmniej tak to wyglądało. Mówiła z takim przekonaniem bez cienia zawahania zupełnie jakby od dawna już ćwiczyła tą kwestię.
- Nie zmienia to faktu że nie powinnaś wchodzić do cudzego domu. Jak znalazłaś się w lesie? - Jesteśmy tu już dokładnie 8305 nocy jednak wszystkie pojawiłyśmy się tu z niewiadomego powodu w tym samym czasie. Ona jest nowa. Ukrywała się przez ten cały czas w lesie?
- Przeprosiłam. - Urwała. Dlaczego przeszedł mnie dreszcz? - Właściwe to nie wiem... W pewnym momencie się tam obudziłam. - Przechyliła głowę. Od początku rozmowy nie zmieniła miejsca ani o milimetr. Sparaliżowana strachem Pink wtulała się we mnie coraz mocniej. Jej różowe falowane włosy zasłaniały mi i tak ograniczone widzenie.
W pewnym momencie przypomniał mi się jeden z kluczowych aspektów monologu Pink. Gdzie Green I Red?
- Oprócz Pink widziałaś też w lesie jakieś inne postacie? Na przykład zieloną lub czerwoną istotę? - Uśmiech z twarzy nowej na chwilę zniknął gdy wydawała się nad czymś myśleć. Jej twarz była idelanie wykreowana w naszą stronę mimo zamkniętych oczu.
- Oh. Nie wydaje mi się. - Znów się uśmiechnęła. Czy ona jest normalna?
Odsunęłam delikatnie postać Pink aby chwycić za ramę łóżka i powoli się podnieść. Myślę że moją wewnętrzną panikę idelanie ukazał fakt że nawet nie założyłam moich kapci.
Dlaczego nie zapytałam o to wcześniej? Dlaczego nie poszłam wtedy za Red tylko ukryłam się w pokoju? Co jeśli coś im się stało? To wszystko moja wina.
- Purple? - Pink wstała niemal od razu po mnie również zdając sobie sprawę z powagi sytuacji. Skoro już nie widziała zagrożenia w nowej, zdecydowanie za zlela martwić się o Red.
Niemal od razu ruszyłam w stronę drzwi. Nowa w ciszy jakby było to zupełnie automatyczne odsunęła się aby zrobić mi w nich miejsce na przejście. Wciąż nie otwierała oczu. Czy ona je w ogóle ma?
Tuż za mną wybiegła Pink. Właściwie zastanawiałam się czy zrobiła to dlatego że martwi się o Red czy dlatego że boi się zostać z nową.
Nie mogę tak myśleć.
Debilka
Chwytając za jeden z płaszczy właściwie nawet nie sprawdzając czy należy on do mnie wyszłam na dwór. Była wiosna więc nie doskwierał mi mróz jednak zdecydowanie mogłoby być cieplej.
Pink wybiegła tuż za mną nawet nie dbając o coś takiego jak płaszcz.
Oj Red mnie zabije za niedopilnowanie aby odpowiednio się ubrała.
O ile sama żyje.
Chociaż w takiej chwili bardziej martwi mnie Green.
YOU ARE READING
Behind The Colour
Teen FictionGrupa pewnych bohaterek zamieszkuje obszar lewitującej platformy starającej się imitować kawałek realnego świata. Jednak każda z bohaterek ma swoje własne problemy psychiczne i nie przepracowane traumy. W pewnym momencie w ich świecie pojawia się no...
