Wołanie

26 5 12
                                        

– Tak, mamo – odpowiedziała Anita znudzonym głosem. – Prosto jak po sznurku. Tak, tak... Zadzwonię w weekend. Ja ciebie też.

Dziewczyna zakończyła połączenie i spojrzała na przyjaciółkę.

– Naoglądała się kroniki kryminalnej i teraz ma paranoję – rzuciła, jednocześnie chowając telefon do torebki.

Towarzysząca jej Andżelika wzruszyła bezradnie ramionami.

– To duże miasto, więc sporo się dzieje, ale to nie znaczy, że na każdym rogu czai się gwałciciel czy inny psychopata.

– Dokładnie to samo jej powtarzam, ale ona i tak nie śpi po nocach.

– Martwi się.

– Przesadza. – Anita teatralnie wywróciła oczami. – Jakoś twoja matka nie wydzwania o każdej porze dnia i nocy.

Druga z dziewcząt westchnęła nieznacznie. Akurat w tej jednej kwestii mogła Anicie jedynie zazdrościć.

– Ona wielu rzeczy nie robi jak normalna matka. Gdyby znaleźli mnie wypatroszoną w jakimś zaułku, to może łaskawie przyjechałaby na oględziny – stwierdziła, a potem dodała z przekornym uśmiechem. – Choć pewnie i to wolałaby załatwić mailem.

Anita pokręciła głową i obie ruszyły dalej ruchliwą ulicą. Było późne popołudnie, więc miały pecha trafić w sam środek godzin szczytu, kiedy tysiące ludzi przelewało się po chodnikach i oblegało miejską komunikację. Do tego lejący się z nieba żar i gorący wiatr, niosący tumany kurzu, powodował, że atmosfera wydawała się nieznośna. Choć był dopiero początek czerwca, to tegoroczne lato zapowiadało się koszmarnie.

– Przygotowałaś już referat na zaliczenie? – zapytała Andżelika, przekrzykując hałas ulicy.

– Mniej więcej. Powinnam go jeszcze przejrzeć, ale chyba nie starczy mi samozaparcia. Mam lepsze pomysły na spędzenie dzisiejszego wieczoru. – Figlarny uśmiech na ustach Anity stał się bardzo jednoznaczny. – Może wybierzesz się ze mną?

– Wiesz, że lubię przespać choć kilka godzin na dobę.

– Nudziara z ciebie.

Mogła być nudziarą, ale szwendanie się po centrum w środku nocy, było ostatnią z rzeczy, którą Andżelika chciałaby dziś robić. Dlatego odprowadziwszy przyjaciółkę, aż pod stację metra, pożegnała się i poszła w stronę własnego mieszkania. Anita wynajmowała stancję na obrzeżach miasta i codziennie traciła niemal półtorej godziny, by dostać się do centrum. Tymczasem ją od domu dzieliły zaledwie trzy przecznice, więc wystarczył krótki spacer.

Klucz zazgrzytał w zamku i Andżelika weszła do środka. Kawalerka była mroczna i śmierdziało w niej wilgocią, ale obecnie na nic lepszego nie mogła sobie pozwolić. Alimenty ledwo starczały nawet na to. Obiecywała sobie, że jak tylko skończy studia, wyprowadzi się z tej szczurzej nory i znajdzie porządniejsze lokum, w mniej meliniarskiej dzielnicy.

Rzuciła torbę na kanapę i weszła do łazienki. Jakoś nie zdziwiło jej, że znowu brakowało ciepłej wody. Mogła zapomnieć o prysznicu. Zamiast tego jedynie opłukała twarz, a potem związała długie, jasne włosy w koński ogon. Tyle toalety musiało wystarczyć.

Wróciła do pokoju, wstawiła wodę na herbatę i włączyła telewizor. Przynajmniej prąd jeszcze był. W wiadomościach znowu rozwodzili się nad kolejnymi zwłokami znalezionymi w jakimś podejrzanym miejscu, więc czym prędzej przełączyła kanał. Nie zamierzała popaść w paranoję jak matka Anity. Statystycznie, w tak dużym mieście, miała większą szansę zginąć w wypadku, rozjechana przez autobus, niż z ręki jakiegoś psychopaty, ale takie informacje bardzo szybko tworzyły atmosferę strachu i ludzie częściej niż zwykle oglądali się za siebie.

Jeźdźcy UpuautStories to obsess over. Discover now