Rok szkolny dopiero się zaczął. Evettie razem z rodzicami opuściła połnocną część stanu Pensylwania i powróciła do rodzimego miasta jej matki, aby szkolić się w prywatnej Akademii w Marlyse w Angli, Marlyse Academy to najbardziej prestiżowa Akademia w Angli, która uczyła tylko Elite. Evettie Nie mogła skłamać, że była bardzo podekscytowana. Jej rodzice byli bardzo dumni, że dostała stypendium. Ale to nie tylko stypendium, jej to pierwsze i jedyne marzenie aby uczyć się w tak prestiżowej placówce. Zimne wrześniowe powietrze sięgało policzków Evettie, sprawiając, że stały się czerwone. Drżała, wypuszczając powietrze, którego nawet nie wiedziała, że trzyma. Oto była, ogromna żelazna brama otwarta dla uczniów. Evettie po jednym spojrzeniu poznała że wszyscy pochodzili z niezwykle ważnych i zamożnych rodzin. Dziewczyna poczuła, jak ściska jej się żołądek. Może to przez zimno, albo może przez stres... myśli już sabotowały jej umysł. Czarnowłosa czuła się nie na miejscu, rozglądając się, już widziała formujące się grupy uczniów. Już zatęskniła za rodzicami i za Pensylwanią, ale wtedy w jej glowie pojawił się głos mamy "dasz radę, Evie". W jednej ręce ściskał starannie złożone papiery, z jej imieniem i nazwiskiem napisanym złotymi literami, dowodem na to, że została przyjęta. W drugiej ręce trzymała rączkę od walizki, w której przewoził wszystkie najważniejsze rzeczy. Westchnęła drżąco, wymusiła pewny uśmiech i zrobiła kilka kroków w stronę dziedzińca.
To miejsce było naprawdę piękne. Na środku pokrytego złocistymi liścmi dziedzińca znajdowała się ogromna marmurowa fontanna. Idąc jeszcze kawałek, można było zobaczyć ogromne kamienne kolegium, które bardziej przypominało bardziej zamek niż placówkę szkolniczą. Skrzypienie bramy Marlyse Academy brzmiało nisko, niemal poważnie, gdy Evettie w końcu przeszła przez nią. Przed nią otwierały się wewnętrzne dziedzińce z ciemnymi kamiennymi ścieżkami, wysokimi drzewami pokrytych różnokolorowymi liścmi i rozproszonymi grupami uczniów, którzy wydawali się tu należeć w sposób zbyt naturalnie. Dziewczyna Zrobił kilka niepewnych kroków, wciąż próbując się odnaleźć, gdy poczuła, się tak jakby ziemia uciekała spod jej stóp. Obcas jej buta wpadł w szczelinę między mokrymi kamieniami, walizka pociągnęła ją do przodu. Zaskoczone westchnienie wyrwało się z jej ust, gdy straciła równowagę. Papiery wypadły jej z ręki, sunąc w powietrzu niczym zagubione liście i gdy już miała uderzyć o ziemię poczuła penwe ramiona trzymające ją w talii.
- Uważaj - Powiedział niski, męski głos, naładowany elegancką nudą, jakby nic w tym miejscu nie potrafiło go naprawdę zaskoczyć. Evettie uchyliła powieki zarumieniona od zażenowania i zimna. Ciemne oczy chłopaka przeskanowały twarz Evettie, a jego wyraz twarzy pozostał nieczytelny. Puścił ją dopiero, gdy był pewien, że odzyskała równowagę.
- Nowa tutaj? - Zapytał, a w jego głosie pobrzmiewał ten sam ton znudzonej obojętności. - Powinnaś uważać gdzie idziesz, zanim złamiesz kark. - Jego wzrok przesunął się na papier leżący na zaśnieżonej drodze między nimi.
- t-tak, powinnam uważać.... - mruknęła zawstydzona Evettie, chłopak uniósł tylko brew ze znudzeniem
- To twoje dokumenty przyjęcia, prawda? - zagadnął tym samym obojętnym tonem - Nie zgub go ponownie. Administracja każe ci wypełnić kolejny formularz i to jest prawdziwa udręka - dodał monotonnym głosem. jego słowa jeszcze bardziej ją zaniepokoiły, ale zanim Evettie zdążyła się pochylić aby zebrać dokumenty, chłopak ukucnął i wziął je w dłoń. Jego ruchy były płynne i pewne siebie, jakby ktoś posiadał każdy centymetr tego mejsca. Wyprostował się i podał papiery Evettie.
- Jestem Damon - powiedział beznamiętnie. - Damon Graves - chłopak zacisnął usta w prostą linię, gdy patrzył ma czarnowłosą dziewczynę, której głowa ledwo sięgała mu do piersi
- Evettie Henderson - przedstawiła się niepewnie szarooka. Wzrok Damona zatrzymał się na Evettie na moment, jego ciemne oczy chłonęły jej wygląd. Jej imię zdawało się zarejestrować w jego pamięci, zapisane razem z tysiącem innych nieistotnych szczegółów o ludziach wokół niego.
- Henderson - powtórzył, a sylaby spływały z jego języka z nutą pogardy. - Amerykanka, jak zakładam? Marlyse przyjmuje was kilku co roku. Stypendyści." Dodał z nieukrywaną pogardą. Chłopak znów przeskanował jej wygląd... zaduży jasno szary kardigan pod nim czarny crop top na ramiączka, czarna jesienna kurtka, czarna spódniczka do kolan, grube cieliste rajstopy i czarne kozaki na słupku.
- Masz szczęście, że byłem blisko - burknął lekceważąco - Większość ludzi tutaj nie zatrzymywałaby się dla kogoś, kto nie potrafi przejść przez dziedziniec bez upadku - jego głos pozostał niski i równy, ale kryła się w nim nuta drwiny. Damon zerknął przez ramię na innych uczniów kręcących się wokół wejścia do zamku. Jego szczęka zacisnęła się niemal niezauważalnie, nie lubił gdy zawracano mu głowę, zwłaszcza gdy był to ktoś, kto wyraźnie nie pasował do środowiska, które było w Marlyse Academy.
- Nowa - powiedział, zwracając uwagę z powrotem na Evettie z lekceważącym westchnieniem. - Mam coś do załatwienia. Oprowadzanie dla pierwszorocznych zaczyna się za piętnaście minut, powinnaś tam pójść, zanim się całkowicie zgubisz. - Dodał spoglądajac na elegancki zegarek bedący na jego nadgarstku. Evettie tylko kiwnęła głową, gdyż byĺa zbyt przerażona nową rzeczywistością, aby się odezwać. Gdy dziewczyna miała już odejść, Damon położył dłoń na jej rameniu
- Nie rób sobie nawyku potrzebowania pomocy - radził chłodno. - To miejsce pożera ludzi takich jak ty, jeśli sam nie nauczysz się po nim poruszać. - Evettie spojrzala na niego z lekkim strachem w oczach.
- J-jak t-to? - zapytała jąkając się. Damon przybrał tylko zimny cyniczny uśmiech
- wkrótcie się dowiesz - odpowiedział obniżajac ton głosu do niebezpiecznego szeptu. - ta szkoła jest pełna drapieżników, które chętnie pożrą świeże mięso takie jak ty - powiedział powoli, tak jakby delektował się jej strachem. Evettie spojrzala nerwowo na wejscie do budynku akademii, nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Powodzenia, Nowa - powoedział szyderczo Damon, po czym odwrócił się i odszedł w głąb dziedzińca, znikając wśród uczniów...
==================================
⚠️WAŻNE⚠️
Marlyse i Marlyse Academy zostały wymyślone przezemnie, w prawdziwym życiu nie ma ani takiego miasta, ani takiej placówki szkolniczej
