Budzik.
Budzik i ćwierkanie ptaków wpadające przez okno, to jedyne co od miesiąca słyszę o szóstej rano. Od już ponad miesiąca mieszkam w Monachium, gdzie pogoda różni się o 180° niż ta w Kanadzie. Tutaj pada, wieje i zalewa ulice, a słońce jest tu naprawdę rzadkością, nie to co w Ontario.
Po około dziesięciominutowych rozmyślaniach o pogodzie, moim nastroju czy choćby o tym co ubiorę, w końcu podniosłam się i wstałam z mojego wyjątkowo miękkiego materaca. Spojrzałam na telefon, który leżał obok przedłużacza podpięty pod ładowarkę. Schyliłam się i zerknęłam na wiadomości. Dwie z Instagrama, trzy z Messengera i cztery z Snapchata. Postanowiłam odłożyć go z powrotem, zająć się rzeczami ważniejszymi, żeby zobaczyć wiadomości później kiedy będzie więcej czasu. Tak, taki był mój plan... dopóki ukradkiem oka nie zobaczyłam jednego z powiadomień od Instagrama. Zamarłam.
@Lehmann.Et obserwuje cię.
Nieco później zobaczyłam wiadomość od jakiejś dziewczyny na Messengerze.
@Noelli.xyz
Hej, nie znam cię, ale zauważyłam że Ethan obserwuje cię na Instagramie, więc piszę. Ogólnie to chodzę z nim do szkoły i powiem ci, że każda dziewczyna się za nim ogląda. no dobra nie każda ale duża ilość. ma on też bardzo zazdrosną dziewczynę która zrobiła mu aferę że obserwuje inne dziewczyny, dlatego radziłabym z nim nie wchodzić w interakcję.
Miałam nadzieję, że okaże się iż chodzi o kogoś innego. Myliłam się. Obserwuje mnie Ethan Lehmann. Ten Ethan którego obserwuje 10 tysięcy osób, ten Ethan, który według dziewczyn ze szkoły jest "najbardziej hot chłopakiem z całej tej patologii". Ja myślę, iż na pewno znaleźli by się lepsi, ale wracając. ETHAN LEHMANN OBSERWUJE MNIE.Wyłączyłam telefon i zwlekłam się z łóżka, wiedząc, że nie mam już czasu na dalsze odkładanie poranka.
Zimna podłoga szybko postawiła mnie na nogi, a za oknem Monachium już tętniło życiem. Tramwaje sunęły po torach, jakby wszyscy dokładnie wiedzieli dokąd zmierzają — w przeciwieństwie do mnie.
W łazience spojrzałam na swoje odbicie. Ciemne włosy związane w byle jakiego kucyka, lekko zaspane oczy i myśl, która nie chciała dać mi spokoju: to nie jest już Kanada. Nowa szkoła, nowe twarze i jedno nazwisko, które od kilku dni przewijało się w rozmowach częściej niż powinno.
Zarozumiały blondyn. Narciarz. Szkolna legenda. I ktoś, kogo zdecydowanie nie miałam zamiaru polubić.
— Lyanna! — zawołała mama z kuchni, wyrywając mnie z moich przemyśleń. — Jeśli chcesz zdążyć do szkoły, to teraz byłby dobry moment, żeby się pośpieszyć!
Westchnęłam i sięgnęłam po ubrania przerzucone przez krzesło. Dżinsy, sweter, trampki. Nic specjalnego. W nowej szkole i tak nikt nie zwraca uwagi na dziewczynę, która wygląda, jakby bardziej zależało jej na przetrwaniu dnia niż na robieniu wrażenia.
Monachium. Druga kancelaria adwokacka. Nowy start.
— Dasz radę — mruknęłam do siebie po angielsku, bo po niemiecku nadal brzmiało to zbyt oficjalnie.
W kuchni tata czytał wiadomości na tablecie, mama nalewała kawę do kubków. Oboje wyglądali na zaskakująco wypoczętych, jakby przeprowadzka na inny kontynent była dla nich tylko drobną zmianą dekoracji.
— Gotowa? — zapytał tata, nie odrywając wzroku od ekranu.
— Jak nigdy — odpowiedziałam, sięgając po tost.
Nie zapytał, czy się denerwuję. Wiedział. Wszyscy wiedzieli. Nowa szkoła zawsze brzmi jak coś ekscytującego tylko wtedy, gdy nie jesteś tą osobą, która musi do niej pójść.
Droga do szkoły minęła mi szybciej, niż się spodziewałam. Tramwaj był pełen uczniów — głośnych, roześmianych, rozmawiających po niemiecku tak szybko, że ledwo wyłapywałam pojedyncze słowa. Stałam oparta o poręcz i patrzyłam za okno, próbując nie myśleć o tym, że za kilka minut stanę się „tą nową".
Budynek szkoły był większy, niż sobie wyobrażałam. Nowoczesny, z dużymi oknami i dziedzińcem, na którym już zebrała się grupka uczniów. Kiedy przekroczyłam próg, poczułam znajome ukłucie w żołądku. To był dokładnie ten moment, w którym nie da się już zawrócić. Sekretariat, plan lekcji, krótka rozmowa z wychowawczynią. Wszystko działo się szybko, jakby szkoła nie miała czasu na to, że ktoś właśnie zmienia całe swoje życie. W końcu zostałam zaprowadzona do klasy.
— To jest Lyanna — powiedziała nauczycielka. — Przeprowadziła się z Kanady. Mam nadzieję, że pomożecie jej odnaleźć się w nowym miejscu.
Kilka spojrzeń, kilka półuśmiechów, ktoś skinął głową. Wolne miejsce było w trzeciej ławce od okna. Ruszyłam w tamtą stronę, czując na sobie więcej spojrzeń, niż bym chciała.
— Hej — szepnęła dziewczyna obok mnie. — Jestem Noelle.
— Lyanna — odpowiedziałam.
— Spokojnie, pierwszy dzień zawsze jest najgorszy.
Uśmiechnęłam się wdzięcznie. Może nie będzie tak źle.
Do przerwy wszystko było znośne. Matematyka, niemiecki, historia. W połowie trzeciej lekcji zauważyłam jednak, że coś się zmieniło. Atmosfera w klasie zrobiła się dziwnie... napięta. Kilka osób zerknęło w stronę drzwi. I wtedy on wszedł.
Zarozumiały blondyn, którego urok i pewność siebie sprawiają, że wszystkie dziewczyny w szkole się za nim oglądają... przynajmniej według większości z nich. Wysoki, sportowa sylwetka, nonszalancko zarzucony plecak na jedno ramię. Wyglądał, jakby szkoła była miejscem, do którego wpada tylko z grzeczności.
Usiadł kilka ławek przede mną, kompletnie ignorując nauczycielkę, która właśnie zaczynała lekcję. Ktoś z tyłu klasy zachichotał.
— To on — szepnęła Noelle. — Ethan. Ten o którym ci pisałam.
Oczywiście.
Nie wiem, dlaczego akurat to imię zapadło mi w pamięć. Może dlatego, że brzmiało zbyt miękko jak na kogoś, kto wyglądał, jakby był przyzwyczajony do wygrywania. Albo dlatego, że kiedy odwrócił głowę, nasze spojrzenia się na ułamek sekundy. Nie uśmiechnął się. Zmierzył mnie tylko spojrzeniem — szybkim, oceniającym — po czym odwrócił się z powrotem do przodu, jakby już zdążył wyciągnąć wnioski.
— Idiota — mruknęłam pod nosem.
— Też tak uważam — odpowiedziała Noelle — Ale niestety większość dziewczyn się z tym nie zgadza.
Przerwa była głośna. Korytarz wypełnił się rozmowami, śmiechem, dźwiękiem zamykanych szafek. Stałam tam przy swojej szafce, próbując ją otworzyć, kiedy ktoś wpadł na mnie ramieniem.
— Uważaj — powiedział ten sam głos, który słyszałam chwilę wcześniej.
Odwróciłam się i uniosłam wzrok. Blondyn. Ethan.
— Może następnym razem spróbujesz patrzeć, gdzie idziesz — odpowiedziałam chłodno.
Uniósł brwi, wyraźnie rozbawiony.
— Nowa? — zapytał.
— To aż tak widać?
— Trochę — uśmiechnął się krzywo. — Ethan — dopowiedział podając rękę.
— Lyanna — chciałam mu podać rękę, ale on swoją zabrał i przeczesał sobie włosy.
— Kanadyjka — dodał, jakby właśnie rozwiązał zagadkę.
— I co z tego?
— Nic. Po prostu... Monachium potrafi być trudne na początek.
Chciałam coś odpowiedzieć, ale zadzwonił dzwonek. Ethan rzucił mi jeszcze jedno spojrzenie i odszedł, jakby był pewien, że ta rozmowa jeszcze się nie skończyła.
Pierwszy dzień, a ja już miałam go dosyć.
To był dopiero pierwszy dzień.
YOU ARE READING
Between us and Munich
Teen FictionCiemno włosa Kanadyjka przeprowadza się z rodziną do Monachium, gdzie rodzice rozpoczynają prowadzenie kolejnej kancelarii adwokackiej. W nowym mieście poznaje chłopaka, którego obecność całkowicie odmienia jej dotychczasowy świat. Zarozumiały blond...
