rozdział 1

21 4 3
                                        

Korytarz liceum wcale nie przypominał miejsca do nauki. Dla mnie był wybiegiem, na którym każdy mój krok był oceniany przez sędziów, których wcale nie prosiłam o zdanie. Stałam przy swojej szafce, starając się zlać z szarym kolorem metalu. Moje długie, brązowe fale sięgały aż do bioder, tworząc coś w rodzaju zasłony, za którą mogłam się schować przed światem.

- Słyszałaś? Córka wicedyrektora. Podobno jest wielką sztywniarą - dobiegł mnie głos z boku.

Poczułam, jak piegi na mojej twarzy robią się nagle dziwnie gorące. Wbiłam wzrok w podłogę. Moje piwne oczy zawsze zdradzały zbyt wiele, więc wolałam ich nikomu nie pokazywać. Od śmierci mamy nosiłam w sobie smutek, który był jak ciężki plecak - nie mogłam go zdjąć, mogłam się tylko przyzwyczaić do jego ciężaru.
Nagle gwar rozmów ucichł, a w powietrzu zawisło to specyficzne napięcie, które towarzyszyło pojawieniu się "elity".
Przez środek korytarza szedł Noah - kapitan drużyny baseballowej i chłopak, o którym marzyła każda dziewczyna w tej szkole. Tuż obok niego kroczyła Olivia. Nie byli parą, a przynajmniej nie oficjalnie, ale sposób, w jaki ona kładła dłoń na jego ramieniu i jak on posyłał jej te swoje półuśmiechy, nie zostawiał złudzeń. Flirtowali ze sobą na oczach wszystkich, jakby szkoła była ich prywatnym teatrem.
Kroku dotrzymywały im Luna i Mia. Razem z Olivią tworzyły Złote Trio - grupę, która rządziła tym korytarzem twardą ręką. Szły z wysoko uniesionymi głowami, posyłając wokół oceniające spojrzenia, jakby każdy napotkany uczeń musiał najpierw zasłużyć na ich uwagę.
Olivia rzuciła mi jedno krótkie spojrzenie. W jej oczach nie było ciekawości - była tam czysta, niewyjaśniona niechęć. Może dlatego, że byłam nowa? A może dlatego, że mój ojciec mógł jej wypisać naganę? Nie wiedziałam. Wiedziałam tylko, że od dzisiaj jestem jej celem numer jeden.
Gdy mnie mijali, poczułam na sobie jego wzrok. Był mocny, długi i nieprzerwany. Nie spojrzał na mnie przelotnie, on mnie przeszywał. Przez ułamek sekundy nasze spojrzenia się skrzyżowały. Ujrzałam jego oczy - czekoladowe na zewnątrz, z drobinkami coraz jaśniejszego złota w samym środku źrenicy. To nie było spojrzenie aroganckiego króla, ale kogoś, kto widzi we mnie coś więcej niż "myszkę pod stołem".
Noah przeszedł dalej, a ja poczułam, jak na moment tracę oddech.
Chciałam tylko przetrwać te kilka godzin, żeby móc uciec tam, gdzie czułam się naprawdę potrzebna. Do szpitala, do białych korytarzy i dzieciaków, które nie oceniały mnie po tym, kim jest mój ojciec, ale po tym, ile bajek zdążę im przeczytać przed snem.

don't look at himStories to obsess over. Discover now