poznanie

12 3 2
                                        

Szpital ma swój własny zapach.
Mieszankę środków dezynfekujących, cichego strachu i nadziei, która zawsze jest tu trochę przygaszona.
Leżę na łóżku przy oknie i liczę uderzenia serca. Nie dlatego, że lubię liczby - dlatego, że nauczyłam się je kontrolować. Gdy bije za szybko, zaczynam się bać. Gdy za wolno - boję się jeszcze bardziej.

- Wszystko w porządku, Auroro? - pyta pielęgniarka, poprawiając kabelki podpięte do mojego ciała.
Kiwam głową. Zawsze kiwam. Łatwiej jest udawać, że „w porządku" to słowo, które jeszcze coś znaczy.
Mam siedemnaście lat i chore serce.
Brzmi banalnie, prawda? A jednak potrafi wywrócić całe życie do góry nogami.
Drzwi do sali otwierają się cicho. Najpierw widzę kroplówkę, potem rękę, a dopiero na końcu jego twarz. Chłopak w moim wieku. Może trochę starszy. Blady, z cieniami pod oczami, jakby od dawna nie spał spokojnie.
- To twój nowy współlokator - mówi pielęgniarka. - Na razie będziecie razem.
„Razem".
To słowo brzmi tu inaczej.
Chłopak siada na łóżku naprzeciwko i przez chwilę po prostu na mnie patrzy. Nie nachalnie. Raczej tak, jakby próbował zapamiętać szczegóły.
- Cześć - odzywa się w końcu. - Jestem Luis.
Jego głos jest cichy, ale pewny.
- Aurora - odpowiadam.
Uśmiecha się lekko. Tylko jednym kącikiem ust.
- Miło poznać, Auroro. Chociaż... w takich okolicznościach to chyba złe słowo.
Śmieję się cicho. Pierwszy raz od kilku dni.
Dopiero później zauważam opaskę na jego nadgarstku. Więcej oznaczeń niż na mojej. Więcej ostrzeżeń. Więcej strachu zapisanych małym drukiem.
- Serce? - pytam, wskazując na monitory.
Kiwa głową.
- Od dziecka. U mnie trochę gorzej.
Nie mówi tego z żalem. Raczej z faktem, który dawno już przestał boleć - albo boli za bardzo, żeby to pokazać.
Patrzę na niego i po raz pierwszy myślę, że może nie jestem tu sama.
I że to może być początek czegoś, czego w szpitalu nie powinno być.

Tyle Ile zdążymy Historias para obsesionarse. Descúbrelo ahora