Prolog

3 0 1
                                        

Od dzieciaka słyszałam, że jestem silna, niepokonana i ze wszystkim co stanie mi na drodze sobie poradzę. Dlatego śmierć moich rodziców przeżyłam bez łez, smutku. Na pogrzebie stałam obok mojego opiekuna prawnego który był przyjacielem mojego ojca. On miał się mną zająć, kiedy ich już nie było. Oboje staliśmy na samym początku przed wszystkimi ludźmi który przyszli się pożegnać z rodziną, przyjaciółmi, dobrymi sąsiadami. Byłam ubrana w czarną sukienkę za kolano z długim rękawem, trochę za długim, bo zasłaniał moje dłonie całkowicie, przez całą ceremonię na moim ramieniu spoczywała dłoń mężczyzny jakby chciał dodać mi wsparcia w tej trudnej sytuacji. Prawda była taka, że ja nie czułam się załamana ani razu od kiedy policja przyjechała do mojego domu z wiadomością, że rodzice mieli wypadek samochodowy. Po ich tłumaczeniach nie wpadłam w szał, rozpacz tylko z pełnym zrozumieniem skinęłam głową. Zdziwienie na twarzach policjantów było nie do opisania, zakładam, że nigdy im się nie przytrafiło widzieć niewzruszoną nastolatkę po tym jak dowiedziała się o śmierci rodziców. To nie tak że ich nie kochałam, może właśnie tego nie robiłam, bo nie wiedziałam, jak wygląda miłość. Dali mi wiele, pokazali jeszcze więcej, nauczyli mnie jak żyć. Wpoili mi do głowy, że mogę wszystko, jeśli będę się o to starać, powtarzali, że jestem niezwyciężona i mam być stanowcza w swoich decyzjach. Przygotowywali mnie na to, że kiedyś odejdą i ja będę musiała za siebie walczyć. Nikt nie przypuszczał, że to nadejdzie tak szybko.

Miałam trzynaście lat, kiedy odeszli i zamieszkałam z Kayden'em. Nie mogłam nic zarzucić nigdy mężczyźnie, bo traktował mnie jak własną córkę od kąt pojawiłam się na świecie. Zawsze traktował jak równą sobie i wysłuchiwał tego co mam do powiedzenia. Był spokojny, cierpliwy, a przy tym stanowczy jakby wiedział, że jedyne, czego potrzebuję. Jego dom, który później kazał mi nazywać swoim panował w nim porządek, ale nie taki wymuszony, raczej naturalny, wynikający z tego, że wszystko miało swoje miejsce. Na samym początku było dziwnie. Cisza, do której nie byłam przyzwyczajona, dźwięk kroków na drewnianej podłodze, zapach kawy o świcie wszystko wydawało się obce, aż z czasem stało się codziennością. Kayden nie pytał za dużo, nie zmuszał mnie do mówienia, ale zawsze był obok. Czasami wystarczyło jedno jego spojrzenie, bym wiedziała, że rozumie więcej, niż chciał pokazać.

Dwa lata później, kiedy skończyłam piętnaście lat dowiedziałam się prawdy z ust mojego brata. W środku nocy zawitał do domu chcąc porozmawiać, Kayden dał mi wybór. Zgodziłam się, bo liczyłam, że może brat do nas wróci. Tłumaczył wszystko powoli przyglądając się moim reakcją, nic nie mógł ze mnie wyczytać, bo siedziałam niewzruszona opierając się swobodnie o oparcie kanapy.

Przyjechał tylko powiedzieć, że to on zamordował rodziców, że wypadek to jedno wielkie kłamstwo, w które każdy uwierzył. Niewinni ludzie zostali zamknięci za kratami, a on żył w spokoju. Nasza rodzina i osoby spoza niej nie był przykładnymi obywatelami, każdy miał coś za uszami. Tutaj liczyła się tylko władza, pieniądze i status który sam musisz zdobyć chodząc po trupach. Każdy miał swoje zadanie, cel do wykonania. Ja też miałam i byłam do tego przygotowywana, dlatego pierwszy trup leżał u moich stóp w wieku czternastu lat i nie żałowałam tego, bo wiedziałam, że innego życia nie będę mieć.                                              

KillerWhere stories live. Discover now