( Mój pierwszy tekst, za wszystkie pomocne komentarze będę wdzięczny, to na pewno da mi dużo motywacji, proszę o wyrozumiałość, początek jest trochę ciężki, ale za jakoś miesiąc go skrócę i odświeżę, tak jak i resztę tekstu( czyli pod koniec lutego) ,pisze go również z myślą o czytelniku więc może nie będzie dla ciebie taki zły ;) )
Początki szkoły nie zawsze dla każdego są proste, zwłaszcza dla tych którzy "widzą więcej".
Wracałem wtedy ze szkoły. Jak zwykle ten obleśny bus. Wszystko byłoby spoko, nawet po czasie dało się do niego przyzwyczaić, ale ci ludzie... tak ich nie cierpię. Chciałbym ich usunąć. Dlaczego nie możemy wszyscy żyć w zgodzie? Skąd bierze się ten nisz? bez współczucia, empatii, po prostu istniejący? Myślisz sobie czasami, czy tacy ludzie w ogóle myślą. Egzystencja bez celu, szukanie niczego, przechodzenie przez życie na autopilocie. - Jednak coś musi ten świat zapełniać.
Jak zweryfikować, czy ktoś jest dobry? Dać mu trochę swobody, zobaczyć, jak zachowuje się przy innych. To wszystko można zaobserwować, patrząc z boku — cicho, niegroźnie. Nikt nie uważa cię za kogoś wartego uwagi. Im dłużej żyjesz, tym bardziej zdajesz sobie sprawę, że bez maski osiągniesz nic. Zastanawiam się, jak to jest być naprawdę zauważonym.
Siadła obok mnie starsza pani. Do niej nic nie mam, oprócz tego, że nie cieszy się już swoim życiem, że straciła nadzieję. Widzę w jej oczach zagubioną starszą panią, którą rodzina się już nie interesuje. Szkoda mi jej, lecz współczując jej, nic nie osiągnę.
Odwracam się w stronę okna. Jest utłuszczone w kształcie serca — najpewniej jakieś dziecko narysowało je z pary. Robi mi się ciepło, że kogokolwiek stać na taki gest, nawet jeżeli nieświadomy, bez znaczenia, po prostu istniejący sobie. W busie jest zimno. Będąc na tylnych siedzeniach, nie dociera klimatyzacja, ale to okej. Napinam mięśnie w całym ciele — robi mi się cieplej. Pozostało jeszcze 10 minut do końca drogi. Pochłania mnie zachód słońca. Widząc obok słońca las, myślę o tym, jak cudownie byłoby kiedyś tam uciec, żyć bez prawa, w tym całym braku zatłoczenia. W izolacji, ale i spokoju. Izolacja kojarzy się z byciem samemu, bez ludzi wokoło — i to nie jest błędne przekonanie — ale występuje też pośród nich. Nie trzeba być samemu, by być samotnym.
Nie pamiętam dobrze swojego późniejszego dzieciństwa, jest dla mnie zamazane. Pamiętam lekkie urywki wspomnień – tych mocniejszych na tamten okres: pokłócenie się z kolegą, jakieś nieistotne wyznanie miłości. Słabo, że 1/2 mojego życia jest nieczytelna. Nie mogę zobaczyć, jak się zmieniłem, co się ze mną stało, ale czy to jest takie istotne?
„Czuję wstręt do złych ludzi, ale czy sam się kimś takim przez to nie stałem?" – pomyślałem, kolejny raz siedząc w swojej głowie. Lubię do niej zaglądać, jest dla mnie spokojem. Nie muszę myśleć, czy coś powiem nie tak, uważać na swoje słowa. Żyjemy w tej cichej agonii, o której nikt nie wie.
Czuję ten jeden zakręt, który świadczy o tym, że jestem już prawie na miejscu. Przygotowuję się na gwałtowne hamowanie. Nigdy nie wiem czemu i cały czas zadaję sobie to pytanie: czemu kierowca zawsze zatrzymuje busa tak ostro? To nie tak, że coś jest przed nami – za każdym razem to samo. Ignoruję to jakoś przez ostatni miesiąc.
Przechodząc przez początkową część busa, czuję ciepłe powietrze buchające w moje policzki. To jedyna część mojego ciała, która może się tym podelektować – reszta jest przykryta. Mimo tego nie cieszę się tym długo. Wychodzę z pojazdu i spotykam ostry wir wiatru. Śnieg jest suchy i, lecąc z powietrzem, dotyka mojej skóry. Przechodzą mnie dreszcze, ale ignoruję to, strzepuję śnieg ręką i idę do domu. Na myśl o pozostałych dwóch kilometrach odechciewa mi się.
Wyobrażam sobie, jak leżę w puszystej zaspie obok przystanku. Nie jest ubita, więc upadek w nią byłby przyjemny i lekki. Nawet przechodzi mi przez myśl, by to zrobić, ale orientuję się w ilości ludzi obok mnie i ruszam w drogę.
Przechodząc, widzę po przeciwnej stronie chodnika dziewczynę z równoległej klasy. Chyba wraca ze sklepu, niesie torbę – udaje mi się zauważyć wystający makaron spaghetti oraz mrożony szpinak, pewnie robi zakupy na obiad. Ma na sobie białą czapkę, materiałową, widać, że drogą. Nie udaje mi się dostrzec marki. Jest ubrana w ciemną kurtkę z czerwonym wykończeniem na spodzie. Wystają z niej czarne węzły, najpewniej ściągające odzienie, by nie podwiewało.
Przechodzę na pasy. Nasze oczy się spotykają. Pierwszy nigdy nie odwróciłbym wzroku, ale ona okazuje się równie zdeterminowana. Jesteśmy na środku pasów, jeszcze chwila i się miniemy. W ostatniej chwili, kiedy nasze barki są prawie równoległe, dostrzegam, że jej kąciki ust się unoszą. Bardzo dyskretnie, praktycznie niezauważalnie, jeżeli ktoś się nie przygląda. Wygrałem.
Idę dalej. Już mam zamiar rozmyślać, dlaczego ludzie nie mogą się powstrzymać od uśmiechu. Nigdy tego nie rozumiałem i sam nie doświadczałem za często, co nie znaczy, że nie sprawiałem pozorów. Ale nikt przeciętny nie potrafi odróżnić prawdziwego uśmiechu od fałszywego.
Słyszę wtedy spokojny huk, coś jak poduszka wtedy, gdy ją upuścimy, kiedy pióra w środku wydają z siebie swój specyficzny, kojący śpiew. Na samą myśl przychodzi mi spokój. Odwracam się za siebie i widzę białą czapkę. To czapka tej dziewczyny. Widzę tylko głowę, ponieważ resztę zasłania mi płot na zakręcie. Alvara – dostrzegam w końcu. Nie widzę napisu, lecz widzę specyficzny szkarłatny kolor oraz jakąś literkę w środku. Od razu przychodzi mi to na myśl. Wracając do domu odśnieżonym chodnikiem, starałem się nie rozmyślać za dużo, i zabrać moją uwagę na odpoczynek. Skupiłem się na otaczającym mnie śniegu, niedawno spadniętym. Pierwsza zima gdzie pojawił się tak wcześnie. Najbardziej moją uwagę przykuło parę listków na drzewie, które mimo dużych porywów wiatru, trzymają się, choć są bardzo obeschłe.
YOU ARE READING
Lekka próba człowieka...
Mystery / ThrillerLuca myśli, że kontroluje swoje życie. Myśli, że przewiduje każdy ruch Jakuba, że manipuluje sytuacją. Nie wie, że to on jest pionkiem, a Jakub prowadzi go za rękę w grze, której zasady ustalone są od początku. Każdy jego ruch, każda decyzja - tylko...
