Nowa szkoła, nowi przyjaciele, nowe życie

7 0 0
                                        

6.00
Właśnie o tej godzinie zadzwonił mi budzik, wskazujący, że muszę wstać, żeby zdążyć do szkoły. Ludzkiej szkoły.

Całą swoją dotychczasową edukację prowadziłam w Airless, gdzie nie musiałam ukrywać swojego prawdziwego ja. Wszyscy byliśmy tacy sami, tutaj natomiast byłam ja i ludzie, którzy nie wierzyli w istnienie takich stworzeń jak ja.

Jeśli chodzi o mnie jestem Ivy Fairness, 17 letnia wróżka leśna, która przyjechała do Brightmoor z jedym celem, poskromienia podpalaczy, tutejszą zmorą. Jestem dosyć szczupłą, chodź nie wysoką, brunetką z zielonymi oczami.

Moi rodzice czyli Marcus i Anne oboje są wróżkami dlatego we mnie i w mojej siostrze Emily płynie 100% moc wróżek leśnych.

Emily ma dopiero 7 lat, dlatego by nie narażać misji na niepowodzenie, chodzi nadal do szkoły w Airless. Drzwi szafy w pokoju rodziców to tak naprawde portal, który prowadzi prosto do tej krainy.

Mi bym głębiej zapoznała się ze środowiskiem sprawy przypadła jednak rola uczennicy ludzkiej szkoły.

- Pamiętaj o wisiorku - krzyknęła mama z kuchni, gdy szłam do łazienki na poranną toaletę.

- Przecież wiesz, że go nie zdejmuję

- Tak, wiem ale bardzo się boję, że ktoś zobaczy, że masz skrzydła. Ten łańcuszek sprawia, że znikają.

- Przecież wiem, uczyłam się Fly school w Airless jak miałam.... - mama mi przerwała.

- Jak miałaś 5 lat, wiem - roześmiała się.

Kochałam ją całym sercem. Moja mama była uroczą osobą. Szczupła, wysoka blondynka, której z oczu można było wyczytać, że jest bardzo przyjazna.

Po prysznicu i umyciu zębów, poszłam do pokoju by się ubrać. W Airless codziennie nosiłam sukienki, które podkreślały moją urodę. Ludzie jednak mieli inny styl. Musiałam przyzwyczaić się do tych ekstremalnych warunków. Założyłam więc na siebie biało-zielony gorset z pufiastymi rękawkami i do tego czarne szerokie jeansy. Na moim dekolcie oczywiście wisiał łańcuszek z moimi skrzydłami.

Każda wróżka dostaje go na swoje 5 urodziny, gdy chcemy ukryć skrzydła poprostu go zakładamy i wtedy skrzydła stają sie medalionem, który jest zaczepiony na łańcuszku.

Użyłam swoich ulubionych kwiatowych perfum, lekko sie pomalowałam, tak by podkreślić swoją urodę i zeszłam do kuchni, gdzie czekało na mnie śniadanie.

Byłam ostatnią osobą która zasiadła przy stole, dlatego zabrałam się szybko za jedzenie.

- Masz, weź je - tata podał mi klucze do samochodu.

- Po co mi? - zapytałam przełykając kanapkę.

- Teraz tak musisz dojeżdzać do szkoły - prawie zakrztusiłam sie jedzeniem. To nie była ich pierwsza akcja przeprowadzana w ludzkim świecie, dlatego doskonale wiedzą jak sie zachowywać.

- Przecież nawet nie umiem tym jeździć, do tej pory latałam, a szkoła była blisko

- Samochód będzie wiedział co z tobą robić. Erik wszystko zaprojektował - tata puścił mi oczko.

Erik był przyjacielem taty, w naszym rodzinnym azylu był wynalazcą. Czyli w tym też musiał maczać palce.

Wzięłam ostatniego łyka soku pomarańczowego, każdego obdarzyłam buziakiem, zabrałam z wieszaka ramoneskę, założyłam białe conversy za kostkę, na ramię zarzuciłam czarną torebkę wypełnioną książkami i wyszłam na dwór.

- Nigdy nie przyzwyczaję się do tego zimna - powiedziałam sama do siebie i opatuliłam się szczelniej rękoma.

- Przecież jest kwiecień, jeden z cieplejszych miesięcy - odpowiedział mi czyjść głos zza płotu. Jak sie okazało był to wysoki chłopak, miał on blond włosy i był dość umięśniony, wiele dziewczyn mogłoby paść na jego widok jednak na mnie w Airless, czekał mój chłopak Lucas. Znaliśmy się od przedszkola, gdzie pierwszy raz daliśmy sobie buziaka. Całe swoje życie spędziliśmy razem i tak oto od półtora roku jesteśmy w związku.

Wings that are burningStories to obsess over. Discover now