Rozdział 1.

4.7K 102 42
                                        

POV: CHARLOTTE

Wpatrywałam się w mijane widoki za oknem samolotu. Mieliśmy już lądować.

Spojrzałam na miejsce po prawej stronie, które zajmowała moja siostra. Hailie była moją bliźniaczką. Była ode mnie dokładnie siedem minut starsza.

Z wyglądu byłyśmy identyczne. Nie miałyśmy żadnych znaków szczególnych, które pozwalałyby nas odróżnić. Ta sama figura — 165 centymetrów wzrostu i 52 kilogramy wagi. Długie, proste brązowe włosy do talii, tak gęste, że ciężko było sobie z nimi poradzić. Brązowe oczy otoczone długimi rzęsami. Mały nos i delikatnie wystające kości policzkowe.

Z charakteru też nie różniłyśmy się dużo. To ja byłam tą mniej mówiącą. Nie dlatego, że się wstydziłam. Po prostu wolałam obserwować, niż strzępić sobie język.

Nie miałyśmy problemu z nawiązywaniem nowych znajomości czy przyjaźni, jednak obie wolałyśmy ciszę i spokój niż miejsca pełne ludzi i hałasu.

Siostra odwzajemniła mój wzrok, a w jej oczach pojawił się cień strachu. Wiedziałam, że jest spowodowany raczej lądowaniem niż obecną sytuacją, w której się znalazłyśmy.

Przykryłam jej lewą dłoń moją prawą i lekko ją ścisnęłam w geście wsparcia.

Zapatrzyłam się na sygnet połyskujący na moim środkowym palcu. Był ciężki, masywny i czarny.

Nigdy nie wiedziałam, dlaczego go mam. Był ze mną odkąd pamiętam, jednak mama pozwoliła mi go założyć dopiero w wieku trzynastu lat.

Na środku miał wygrawerowaną złotą literę M a od środka kryły się moje inicjały i data urodzenia.

Nigdy nie dowiedziałam się, po co mi on i dlaczego moja siostra nie ma takiego samego.

Po chwili usłyszałyśmy komunikat, że możemy opuścić samolot, na co westchnęłyśmy z ulgą.

Odebrałyśmy nasze walizki, nie odzywając się do siebie. Słowa nie były tu potrzebne.

Sprawdziłam telefon, jednak nie miałam żadnej nowej wiadomości. Dostała ją natomiast Hailie.

— Czekam pod apteką. — parsknęła, na co zadrżały mi kąciki ust.

— Żadnego dzień dobry, do widzenia czy pocałuj mnie w dupę? — zapytałam.

Siostra zaczęła się cicho śmiać i pokręciła przecząco głową.

Ruszyłyśmy w tamtym kierunku rozglądając się po otoczeniu.
Nagle przed nami wyrósł mężczyzna ubrany w garnitur.
Zatrzymałyśmy się niemal w tym samym momencie.

Był wysoki i wyraźnie umięśniony. Czarne włosy miał zaczesane do tyłu, a jego niebieskie oczy były chłodne i przeszywające.

— Hailie i Charlotte? — zapytał.

Obie skinęłyśmy głowami.

— Jestem Vincent, wasz najstarszy brat i opiekun prawny.

Ponownie tylko skinęłyśmy głowami. Nie było sensu się odzywać.

— Jesteście głodne?

— Nie. — odpowiedziała Hailie po krótkim spojrzeniu w moje oczy.

— W porządku. Zjecie w domu. Zapraszam do samochodu.

Powiedział to, odbierając od nas walizki. Skinęłyśmy lekko głowami w niemym podziękowaniu.

Po dotarciu do auta zajęłyśmy miejsca na tylnych siedzeniach. Obie zapatrzyłyśmy się w widoki za oknem.

Rodzina Monet - BliźniaczkiNhững tác phẩm khiến độc giả say mê. Hãy khám phá bây giờ