Starowinka wyklinała pod nosem, próbując podnieść się z ziemi, a Chi Cheng stał nad nią z założonymi rękami, mierząc ją przy tym spojrzeniem godnym kobry.
– Sprzedałaś mojej żonce jakieś zioła, przez które niby miałem dać się przelecieć! – Młodzieniec aż gotował się w środku. Co prawda starał się powstrzymać, ale to ta stara lampucera skoczyła na niego pierwsza.
– Zapłacisz mi za to, bezczelny gnojku. – Skierowała palec zakończony długim, brudnym pazurem prosto w jego krocze. – Twój kutas zmieni się w węża i wróci do siebie tylko wtedy, gdy ziszczą się twoje największe trwogi – wycharczała, po czym zaniosła się długim, brzydkim kaszlem, jednocześnie próbując śmiać się diabolicznie.
Jeszcze dłuższą chwilę obrzucali się wyzwiskami, aż Chi Cheng rozbił szklaną ladę pięścią i wyszedł.
Oczywiście nie wziął słów staruchy na poważnie i gdy tylko wrócił, ukarał Wu Su Weia, tak, jak lubił najbardziej. Po tym jednak nie mógł długo zasnąć, mimo że jego żonka spała wycieńczona obok niego, przypominając małego węża zwiniętego w kulkę.
Następny dzień zaczął się dla Chi Chenga zbyt szybko, a piętrzące się problemy w firmie jego żoneczki – który zamiast pracować, wylegiwał się na kanapie, twierdząc, że przez niego nie jest w stanie się ruszać – zajęły go tak, że kompletnie zapomniał o klątwie rzuconej przez staruchę. Dopiero wieczorem, gdy ucinał sobie drzemkę na fotelu, zaczęły śnić mu się jakieś paskudne dyrdymały. W koszmarze, który go nawiedził, ganiał po okolicy i próbował złapać swoje węże, a te, choć zwykle posłuszne, kompletnie się go nie słuchały. Dopiero, gdy trafił na Da Bao, stojącego na środku drogi, zauważył, że jego węże owijają się wokół ciała chłopaka, jednak nie duszą go, nie, wyglądało to bardziej, jakby wtulały się w jego ciało, jakby chciały zaznać jak najwięcej bliskości. Przebudził się gwałtownie, z tym dziwnym uczuciem, jakby czegoś mu brakowało. Z konsternacji wyrwał go niepokojący dźwięk, coś jakby szuranie… Wtedy zdał sobie sprawę, że coś pełzło po podłodze, był niemal pewien, że to Zazdrość, ale choć długość się zgadzała, to coś było za grube na jego ukochanego węża. Zerwał się z fotela i zbliżył do pełzającego czegoś. A to, co ujrzał, sprawiło, że padł jak długi.
– Chi Cheng! Wszystko w porządku? – Przerażony Wu su Wei starał się docucić kochanka, ale udało mu się to dopiero po dłuższej chwili.
Mężczyzna zamiast odpowiedzieć, chwycił się za krocze i czując znajomą wypukłość, wypuścił ze świstem powietrze z płuc.
– Miałem koszmar – stwierdził, stając na nogach.
Da Bao przyglądał mu się nieprzekonany, bo Chi Cheng zachowywał się dziwnie.
– To ty miewasz koszmary? – zapytał zdziwiony chłopak.
– Też jestem człowiekiem – westchnął mężczyzna i skierował swoje kroki do łazienki.
Gdy tylko znalazł się w pomieszczeniu, od razu rozpiął spodnie, by przyjrzeć się swojemu kochanemu pytongowi… Wtedy i on na niego spojrzał. Dwa małe czarne ślepka wbiły intensywne spojrzenie w swojego właściciela. Kutasiątko przeciągnęło się w jego gatkach, otworzył pyszczek i wysunęł wężowy języczek, jakby próbowało w ten sposób pozdrowić swojego pana.
Chi Cheng zaczął drzeć się jak opętany i po chwili znów zemdlał. W tym czasie Kutasiątko zemdlało wraz z nim, a penis zaczął wyglądać, no cóż, jak zwykły penis.
Wu Su Wei tym razem nie próbował cucić swojego męża. Zapiął mu spodnie i wezwał pogotowie.
******
Wszystkie wyniki wyszły w normie, choć Chi Cheng obudził się dopiero po szesnastu godzinach i oczywiście nie czekając na nic, pobiegł do łazienki. Jego kutasiątko łypnęło na niego oczkami, a mężczyzna, jedynie dzięki swojej twardej sile woli, tym razem nie zemdlał. Poprawił go tylko w gaciach, co nie spodobało się potworkowi, który w odwecie dziabnął go w palec.
– Ty cholero – warknął Chi Cheng, uderzając gadzinkę z otwartej ręki w łebek, przez co sam zwinął się z bólu. – Czyli jednak jesteś ze mną połączony – stwierdził z zastanowieniem.
W jego głowie zaczęły wariować myśli. Cały czas zastanawiał się, jak mogło do tego dojść. Po dłuższej chwili, gdy Wu Su Wei zaczął dobijać się do łazienki, grożąc wyważeniem drzwi, w głowie mężczyzny pojawiła się stara wiedźma z tej dziwnej pseudozielarni.
– Ja cię suko zapierdolę – mruknął pod nosem, otwierając z rozmachem drzwi, mało przy tym nie wybijając zębów swojej żoneczce. – Wracamy do domu – ogłosił i nikt normalny w tym momencie nie odważyłby się mu sprzeciwić, bo wyglądał, jakby ktoś nadepnął mu na ogon.
Wu Su Wei próbował zagadywać go przez niemal całą drogę, ale mężczyzna milczał, a jego mina była tak zacięta, że chłopak w końcu się poddał. Gdy dotarli na miejsce, była już dziewiętnasta i Chi Cheng doskonale zdawał sobie sprawę, że dziś już nie złapie wiedźmy. Musiał zaczekać aż nadejdzie kolejny dzień. A nie było to łatwe. Już trzy razy wyciągał Kutasiątko (bo tak zaczął go nazywać w swojej głowie) z nogawki spodni, bo ten usilnie próbował uciec z jego gaci. Wu Su Wei próbował go jeszcze zagadać, ale Chi Cheng czmychnął na balkon pod pretekstem zapalenia papierosa. Nie chciał, by chłopak dowiedział się o jego przypadłości. Nawet nie wyobrażał sobie, jak miałby mu to wytłumaczyć. Stał na balkonie i starał się zebrać myśli w logiczną całość, jedną ręką paląc papierosa, a drugą trzymając Kutasiątko, które co chwilę wbijało swoje ostre jak szpileczki ząbki w jego dłoń, w nadziei, że zdoła się uwolnić. Przez myśl mężczyzny przeszło, że dobrze, że nie był jadowity, bo dopiero byłaby chryja.
Mimo że Wu Su Wei mocno martwił się o swojego partnera, to gdy tylko przyłożył głowę do poduszki, wyczerpany niecodziennymi wydarzeniami od razu zasnął. Dopiero po dłuższej chwili Chi Cheng dołączył do niego w łóżku, najpierw upewniając się, że chłopak na pewno śpi. Sam nie był senny, ale gdy wybiła czwarta, i jego opór się złamał. Obudziło go dziwne poruszenie i senne słowa Wu Su Weia:
– Błagam, daj mi spokój. Tyłek nadal mnie piecze po ostatnim. – Chi Cheng zerwał się jak poparzony, od razu skupiając wzrok na wypiętych pośladkach swojego chłopaka. Po jego udzie pełzło Kutasiątko, a jego główka wcisnęła się już w nogawkę luźnych bokserek Wu Su Weia.
Nie myśląc wiele, chwycił poczwarę za ogon i szarpnął, po czym aż zgiął się z bólu.
– Ty cholero – warknął, szamocząc się z Kutasiątkiem, które wiło się na wszystkie strony, byleby dotrzeć do swojego ulubionego miejsca.
Chi Cheng wybiegł z sypialni i sięgnął po foliową torebkę, jednak gdy tylko ją zawiązał, zaczęło mu się robić ciemno przed oczami.
– Serio musisz oddychać? – rozluźnił węzeł, przyglądając się stworzonku, które łypało na niego całe wkurwione. Niewiele myśląc, chwycił kontener na węże i wrzucił tam rozwścieczone żyjątko.
Uznał, że lepiej nie narażać Wu Su Weia na spotkanie z tym czymś i ubrawszy się szybko zbiegł do auta. Było zbyt wcześnie, by jędza otworzyła zielarnię, ale o dziwo zobaczył w oknie światło. Nie kłopocząc się pukaniem, wparował do pomieszczenia, wyważając przy tym zamek, bo drzwi nie stały otworem.
– Co ty mi zrobiłaś, starucho?! – wrzasnął i zamarł osłupiały, bo za ladą stał śliczny chłopiec o wyglądzie femboya. – Gdzie ta starucha? – spytał trochę spokojniej, zaciskając jednak mocniej dłoń na kontenerze z Kutasiątkiem.
– Jaka starucha? – spytał chłopiec, posyłając mu całkiem seksowny uśmiech.
– Ta, która była tu ostatnio. – Chi Cheng powoli tracił cierpliwość i przestawało go obchodzić, komu oberwie się za zaistniałą sytuację.
– Od trzech lat prowadzę ten biznes sam, nie ma tu nikogo innego. – Chłopiec zakłopotany spuścił wzrok. Zaczął się poważnie bać szalonego, choć kosmicznie przystojnego mężczyzny.
– Gdy byłem tu przedwczoraj, za ladą stała starucha, pokłóciliśmy się i chyba rzuciła na mnie jakąś klątwę. – Chłopiec ledwie powstrzymał śmiech.
– Nie wierzę w klątwy, zajmuję się ziołolecznictwem… – nie dokończył, bo Chi Cheng postawił na ladzie terrarium z Kutasiątkiem.
– Jak myślisz, co to jest? – warknął.
– Czy to… To wygląda jak… – Chłopak wpatrywał się w stworzonko i nawet zapukał w szybkę, a wtedy poczwara otworzyła ślepka i oblizała się na jego widok, jakby zauważyła coś bardzo smacznego do zjedzenia.
– To mój kutas – starał się wyjaśnić mężczyzna.
– Bardzo duży. – Nieznajomy podziwiał stworzonko, które zaczęło się prężyć i pęcznieć.
– My tu nie o tym. Muszę znaleźć tę wiedźmę! – Nerwy mężczyzny były na wyczerpaniu.
– Jedynym szamanem w okolicy jest Third, przyjechał tu jakiś czas temu z Tajlandii. Jeśli ktoś może ci pomóc, to tylko on. – Chłopak szybko wyjaśnił mężczyźnie, gdzie może znaleźć owego szamana.
YOU ARE READING
Wężowa klątwa
FanfictionCzytasz na własną odpowiedzialność!!! +18 Treści dla fanów bl (jeśli nie lubisz gejozy w stopniu znacznym, odpuść sobie). Fan fiction oparte na dramie Revenged Love i nowelce Counterattack. To fan fiction może zostać źle odebrane przez fanów Chi Che...
