Rozdział I Abby

83 4 9
                                        

– Morgan! Pomocy!
– Co się dzieje?!
– Dzisiaj ma się do nas wprowadzić nowa dziewczyna taty... z synem.
– Współczuję, kochana.
– Dziękuję bardzo... – przerwałam na chwilę. – O nie! Przyjechali!
– To do zobaczenia, Abbs. – Morgan się rozłącza.

Zeszłam na dół, żeby powitać nowego „brata" i „mamę". W salonie czekał już tata oraz Thomas – nasz kierowca (od zawsze działał mi na nerwy). Obok nich stał wysoki chłopak o ciemnych włosach i kobieta w eleganckim płaszczu.

– Caroline! Witaj, ukochana!
– Rubenie, kochany... – odpowiedziała, uśmiechając się szeroko.

Stanęłam obok mojego nowego współlokatora, krzyżując ręce na piersi.

– Jestem Abby.
– Jason.

Jego ton był obojętny. Zbyt obojętny.

– Nie było cię na ślubie rodziców. Dlaczego? – zapytałam z ciekawością.
– Byłem za granicą. Obóz językowy. – wzruszył ramionami. – Siostra.
– Nie waż się mnie tak nazywać. Nie jestem twoją siostrą!

Odwróciłam się na pięcie i poszłam do pokoju. Kilka minut później przyszedł tata z resztą, żeby pokazać im dom.

– To jest pokój Abby. Ten obok będzie należał do Jasona, a nasz jest na końcu korytarza, po lewej.

Gdy wszyscy zeszli na dół, usłyszałam głos Jasona z korytarza.

– Mamo, zaraz do was dołączę, muszę coś załatwić.
Po chwili zajrzał do mojego pokoju.
– Abby, możemy porozmawiać?

Westchnęłam.

– Tak, tak, oczywiście.

Oparł się o futrynę drzwi, mierząc mnie wzrokiem.

– Są tu jakieś imprezy, na których można wyrwać jakąś dupkę?

Uniósł brew, jakby to było najnormalniejsze pytanie na świecie.

– Są. I nawet dzisiaj na taką idę – oznajmiłam zadowolona.
– To idę z tobą. W Grecji byłem królem imprez.
– Tylko że to jest Londyn, a nie Ateny, chłopie.
– Wiem. Masz mnie za idiotę?
– Nie powiem, że nie.
– Dobra. O której ta impreza?
– Ja wychodzę o dwudziestej. A ty... ubierz się jakoś normalnie.
– To do zobaczenia przed imprezą.

Uśmiechnął się krzywo i wyszedł, zostawiając mnie z dziwnym uczuciem w żołądku. Zatrzasnęłam drzwi i opadłam na łóżko.
Świetnie. Nowy „brat", arogancki, pewny siebie i ewidentnie kłopotliwy. A teraz jeszcze mam z nim iść na imprezę.

O dziewiętnastej trzydzieści zaczęłam się szykować. Czarna sukienka, ramoneska, mocniejszy makijaż. Morgan przysłała mi wiadomość:

Morgan:

Błagam, powiedz, że ten nowy nie idzie z nami.
Ja:

„Idzie. Módl się za mnie."

Dokładnie o dwudziestej Jason zapukał do moich drzwi.

– Gotowa?

Otworzyłam... i na chwilę zabrakło mi słów. Miał na sobie ciemną koszulę i skórzaną kurtkę. Wyglądał... irytująco dobrze.

– Co? – zapytał. – Znowu coś nie tak?
– Nie. Po prostu... nie wyglądasz jak idiota. To postęp.
– Dzięki. Ty też nie wyglądasz tragicznie.

Minęliśmy się w drzwiach, rzucając sobie wyzwania spojrzeniami.

Nie miałam pojęcia, że ta impreza będzie początkiem największego chaosu w moim życiu.

Gdy się poznaliśmy Stories to obsess over. Discover now