-Nawet nie myśl, że tym razem uda ci się mnie pokonać i rządzić nad światem! Zawsze przegrasz i pogódź się z tym!– Powiedział Rithy tworząc tornado i kierując je prosto w Rocka.
-Tch.– Parsknął Rock odskakując w bok aby uniknąć porwania przez tornado. Mieszkańcy Exilova już zdążyli schować się w domach gdy tylko zobaczyli tego przestępce, wiedząc, że to będzie kolejny dzień walki pomiędzy bohaterem Rithy i złoczyńcy Rocka. Rock zawsze próbował postawić cały świat ku jego stopą a Rithy zawsze, ze skutkiem, próbował go pokonywać.
-Może czas żebyś w końcu przestał wchodzić mi w drogę?!– Powiedział zirytowany Rock i rzucił kulami ognia prosto w Rithy'ego.
Rithy z łatwością uniknął kul, skacząc nad nimi.
-Nie ma mowy! Świat ma prawo do własnych wyborów! Nie ma i nie będzie nikogo kto będzie ludzią rozkazywał.– Powiedział Rithy, nie mając intencji przestać powstrzymywać Rocka, nie teraz, nie nigdy.
Rock tylko przewrócił oczami i dalej walczyli, tłukąc się nawzajem i czasem rzucając wyzwiskami do siebie.
Jednak nagle usłyszeli głos, który sprawił, że obydwoje zastygli w miejscu, odwracając głowy.
-Proszę, proszę... Widzę, że macie tutaj poważną walkę, aż trochę wstyd mi przeszkadzać— powiedziała osoba głęboko i nisko.
Postać była w cieniu więc Rock i Rithy nie mogli ujrzeć nieznajomego
-A ty to kto? Wyłaź stąd i pokaż się!— warknął Rock, próbując ukryć niepewność, którą i tak Rithy mógł usłyszeć, ale postanowił nic o tym nie wspominać.
-Nie trzeba tak nie miło, już wychodzę— powiedział kpiąco nieznajomy i wyszedł z ukrycia.
Był wysoki, muskularny, miał ciemne włosy i bardzo urozmaicone ubranie.
-Axel, miło mi was poznać, a wy to...?— zapytał Axel ale wyglądał jakby pomimo wszystko nie będzie potrzebował odpowiedzi
-Jestem Rithy, a to Rock, bohater i złoczyńca, potrzebujesz czegoś?— zapytał Rithy próbując brzmieć spokojnie, a Rock przewrócił oczami na jego milusią postawę.
Axel roześmiał się nonszalancko i podszedł kilka kroków.
-Jak miło, że pytasz... Jak ja początek proponuję... kapitulacje i odejście z mojej drogi na rzecz zabicia wszystkich ludzi na świecie.
Obydwoje zamarli, Rithy, jak to bohater, nie miał zamiaru pozwolić na zabicie ludzi, a Rock podobnie, chciał rządzić nad światem, nie go unicestwić.
-To jakiś słaby żart? Chyba nie myślisz że pozwolimy ci to zrobić bez walki!— powiedział Rithy bez wahania a Rock kiwnął mu głową.
-Tch, myślicie że macie mi szansę?— zapytał Axel z uśmieszkiem ale w jego oczach można było dostrzeć nutę irytacji.
-Mamy przewagę liczebną, ty przeciwko nas dwóm? To łatwa walka— zakpił Rock.
‐Czyżby...?— Powiedział Axel i w tym samym czasie pstryknął palcami i pojawiła się za nim armia robotów.
-Co do...—Powiedział Rithy zapierając dech w piersiach i cofając się o krok do tyłu. Nie spodziewał się armi złych robotów.
-Jaja sobie robisz?!...— Wykrzyknął Rock ze złością i lekkim przerażeniem, które starał się ukryć.
Axel tylko się zaśmiał, nasyłając kilka robotów wprost na Rocka i Rithy'ego. Obydwaj walczyli zaciekłe z robotami, lecz nie wiedzieli, że to była tylko przykrywka. Kiedy byli zajęci walką, Axel szybko rzucił bombę usypiającą, sprawiając że Rock I Rithy upadli na ziemię, śpiący i niczego już nie świadomi.
