##Courtney##
6 lat temu
Z uśmiechem na ustach wyszłam z wody - była idealna pogoda, fale miały prawie metr, a promienie słoneczne ogrzewały przyjemnie moją
twarz. Dotknęłam stopami gorącego piasku, czując małe drobinki przesuwające się pod moimi krokami. Gdy dotarłam do metalowych schodów odpięłam leash, wzięłam deskę pod pachę i pobiegłam do naszego "letniego" domku, w którym tak naprawdę mieszkaliśmy od prawie roku.
Gdy dotarłam na miejsce sprawnie włożyłam przedmiot do zagraconego garażu i weszłam na korytarz, skąd usłyszałam zapłakaną mamę. Nie pasowało mi to. Coś było nie tak.
Zdziwiona i lekko przerażona postanowiłam się zakraść. Ruszyłam powoli, starając się omijać skrzypiące brązowe deski, zrobione jak cały dom z drewna.
Gdy byłam na miejscu stanęłam za rogiem, i wytężyłam słuch, aby nie przepuścić mimo uszu ani jednego słowa.
- I co teraz zrobimy? Court błagała nas o ten dom całe życie, nie możemy tak po prostu zniszczyć jej marzenia!
Sparaliżowało mnie. O co chodziło? Czy oni chcieli... Nie! Nie pozwalam im! Gdyby to zrobili... To wszystko by się zniszczyło.
- Isabello...
Usłyszałam jakiś szelest, prawdopodobnie kartek.
Pomimo nóg jak z waty postanowiłam się ruszyć. Muszę wiedzieć o co chodzi.
Gdy dotarłam dosyć blisko stołu, by zobaczyć, co na nim leży, myślałam że zemdleję - leżały na nim kartki z przeprosinami od szefa rodziców, gazeta otwarta na stronie z nagłówkiem napisane wielkimi literami: Firma Ronalda Foresta upada - pracownicy zrozpaczeni. Wszystko dotyczyło pracy moich rodziców. Dorośli stali do mnie plecami, najwyraźniej zrozpaczeni.
- O-o co chodzi? - powiedziałam drżącym głosem - Czy my się... Przeprowadzamy? Z powrotem do tej dziury?
Przerażeni podskoczyli, a wtedy zobaczyłam ich twarze. Mama, cała zapłakana i czerwona - nie była typem osoby która podczas płakania ładnie wygląda. Jej blond włosy przyklejały się kosmykami do twarzy, zasłaniając jej jasno niebieskie oczy. Tata? Nie miał zaszklonych oczu, ale był cały czerwony. Nie ze smutku, nie z wysiłku. Ze złości. Z jego piwnych oczu ciskały gromy, a włosy były ułożone w nieładzie, prawdopodobnie od nerwowego przeczesywania ich palcami.
- Myszko... - zaczęła matka
- Nie! - wrzasnął ojciec przerywając - To ja zgodziłem się na przeprowadzkę. To ja zająłem się sprzedażą domu, do którego miałem wielką nostalgię. I to ja szukałem dla nas pracy, choćby tak słabej, jak firma surfingowa. Więc to ja powiem, co teraz robimy! - Krzyknął, po czym walnął ręką w stół.
Z przerażenia zaszkliły mi się oczy, a słona woda zaczęła zasłaniać widok. Nie tylko ta ze smutku. Z mokrych włosów i pianki, woda ściekała na podłogę, tworząc pode mną małą kałużę. Odwróciłam się i czym prędzej pobiegłam w stronę schodów. Wbiegałam na nie po dwa stopnie na raz, co jakiś czas się potykając. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, i zamknęłam je na klucz. Rzuciłam się na łóżko pościelone białą kołdrą i wielką ilością różowych poduszek, nie przejmując się, że je całkowicie pomoczę.
Wtedy nie wytrzymałam. Zaczęłam głośno szlochać, nie przejmując się otwartym oknem. Ludzie mogli słyszeć, już mnie to nie obchodziło. Niech sobie gadają i tak nic z tego nie będą mieć.
Płakałam długo. Tak długo, że cała się trzęsłam, usta miałam spierzchnięte, a ogonek mojej ulubionej przytulanki, fioletowego delfinka, pana Falisława, był cały mokry od łez.
Gdy już nieco się uspokoiłam, postanowiłam się podnieść.
Dopiero wtedy poczułam, jak bardzo boli mnie brzuch i ręce od ściskania pluszaka, jak bardzo jestem wykończona i odwodniona.
Wciąż trzęsącą się ręką sięgnęłam po najbliższą szklankę z niedopitą wodą. Wypiłam ją duszkiem, a po paru sekundach była pusta. Poczułam się nieco lepiej, więc pomimo wielkiego głodu moje myśli mogło zaprzątać coś innego.
Nie chodziło o to, że tata na mnie nakrzyczał - to nie było nic traumatyzującego - gorsze było to, że wreszcie spełnili moje marzenie.
Kazali mi sprzątać - zrobiłam to, nie zostało ani okruszka. Kazali mieć dobre oceny - zdobywałam same piątki i szóstki. Kazali nie wydawać pieniędzy na głupoty - oszczędzałam każdy grosz, i wydawałam je na nowe przybory do szkoły, lub prezenty dla najbliższych.
Robiłam wszystko, aby nie stracić tego, na co zapracowałam. A teraz? To nie była moja wina, to tylko ich błąd, głupi, nierozważny błąd, który wszystko zniszczył!
Zniszczyli to, o co prosiłam całe życie. Czy na urodzinach, czy na prezent od Świętego Mikołaja. Wszystkie te szanse wykorzystywałam na coś, co na dniach mogłam stracić.
YOU ARE READING
Summer Surfes - Duncney
Teen Fiction##UWAGA: MOŻNA CZYTAĆ BEZ OGLĄDANIA SERIALU## Siedemnastoletnia Courtney Stella nie miała łatwego startu. Jej rodzice stracili pracę w upadłej firmie. Surferskiej firmie. To stąd wzięła się jej pasja, którą zaczęła rozwijać, po przeprowadzce na obrz...
