🇵🇱
- Ja proponuję stawić w Radomiu 6 elektrowni atomowych!- padł kolejny głupi pomysł. Nie znosiłem tych posiedzeń...zawsze padał głupi, śmieszny, a czasem żenujący pomysł. Ale taka już była praca z województwami.
- Jezu...jak ty coś palniesz...- westchnął Śląsk.
- Nie trzeba "Jezu". Dobrze wiesz, że moje imię to Mazowieckie.- zaśmiał się nasz gwiazdor.
- Jak ja cię nienawidzę.- wycedził węglojad na co Mazi posłał mu buziaka w powietrzu i wziął łyka swojej machy.
- Dobra...koniec spotkania.- westchnąłem. Co prawda zostało nam jeszcze 5 minut, ale ja już miałem ich dość.
- Ale zostało jeszcze trochę czasu...- szepnął Pomorskie, ale nikt go nie słuchał od afery z wystawą "Nasi chłopcy"*. Poza tym...on od zawsze był dziwny. Po kilku minutach wszyscy się rozeszli i zostałem sam w moim biurze. UE na tyle mnie nie lubił, że dał mi jedno z mniejszych biur na dolnym piętrze. Nigdy nie rozumiałem jego nie chęci do mnie. Chociaż to pewnie dlatego, że brałem od niego dużo pieniędzy na projekty. W końcu moi obywatele coś muszą mieć. Spakowałem swoje dokumenty i wolnym krokiem opuściłem biuro, aby udać się do stołówki. Przy okazji oglądałem obrazy na ścianach. Każdy kraj członkowski. Mój wzrok zatrzymał się na Niemcu. Na obrazie jego czarne włosy były perfekcyjnie zaczesane, czerwone oczy dumnie patrzyły w dal, a on sam pozował jakby był właścicielem tej firmy. Aktualnie wyglądał...inaczej. Jak go wczoraj widziałem to kłaki rozczochrane, oczy podkrążone, a sylwetka przypominała posturę krewetki. Niemiec spędzał w prace całe dnie, a czasem nawet noce, ale pracocholikem nie był. Głównie to dlatego, że był prawą ręką tego Unijskiego zjeba, a Austria podkładała mu pracę, aby mieć czas na lizanie się z Belgiem po kątach. Nic dziwnego, że połowa firmy jej nie znosi, a Belgii każdy współczuje, żę wybrał sobie ją jako swoją dziewczynę. Przez chwilę jeszcze popatrzyłem na obrazy i udałem się na stołówkę. Otworzyłem drzwi do naszej jadali i od razu trafił do mnie zapach potraw narodowych z każdego kraju oraz dźwięki rozmów. Podszedłem do baru z jedzeniem. Nałożyłem sobie na talerz kilka pierogów i surówkę z białej kapusty, po czym skierowałem się do stolika, gdzie siedział Węgry, Czechy, Słowacja, Słowenia i Rosja. Ten ostatni pracował w dziale OrganizacjI Narodów Zjednoczonych. W końcu ten budynek był siedzibą UE, ONZ i NATO. Trójka baranów o zawyżonym ego.
- Serwus, Panowie!- powiedziałem siadając przy stole. Czech się uśmiechnął i poprawił swoją czapkę.
- Ahoj, Polsko! - pomachał mi.
- I mówi to ten, który nie ma dostępu do morza. - Rus naciągnął mu czapkę na oczy.
- Morda, alkocholiku!- warknął na niego mój kuzyn.
- Ja? Alkocholik?! Wypraszam sobie!- prychnął wschodni. Zaśmiałem się i spojrzałem na Węgry. Mój szanowny przyjaciel był bardzo zajęty układaniem wątpliwej jakości pomnika z widelców. On zawsze był nie dojebany, więc nie wtrącałem się w jego artystyczne zapędy. Słowenia i Słowacja tylko trzymali się za ręce, gruchając sobie jak dwa gołąbki. Przewróciłem oczami i skupiłem się na jedzeniu.
🇩🇪
Uderzyłem głową o biurko. Byłem na skraju wykończenia. Unii się już w głowie pojebało, że dał mi tyle pracy. Na szczęście ten raport o migracjach był ostatnim jaki musiałem wypełnić Podniosłem głowę i przetarłem oczy dłońmi. Muszę wziąć urlop...nagle usłyszałem pukanie do drzwi.
-Komm herein! (Niem. Wejść)- krzyknąłem, wracając do pisania raportu na temat imigrantów w Niemczech. Do mojego biura weszła Austria ze uśmieszkiem niewiniątka. Jej czerwone włosy były uczesane w wysokiego kucyka, szare oczy mrugały do mnie słodko, a teczka z napisem "Raporty" niebezpieczne błyszczały w jej dłoniach.
- Cześć, kuzynku!- Zachichotała, a ja westchnąłem. Była jak pryszcz na tyłku, który uwiera i nie da się go usunąć.
- Hallo, Assie...- mruknąłem. Przysięgam, że jak da mi dodatkową robotę to...
- Wiesz...ostanio jestem taka przemęczona pracą...w dodatku chciałam dzisaj wyjść na randkę z Belgią...ale mam tyle raportów, analiz i dokumentów, że głowa mi pęka!- dramatycznie otarła sobie pot z czoła. Ależ ja miałem ochotę przewrócić oczami.
- Assie ja...- już miałem, odmówić, ale zrobiła na tyle proszącą minę, że uległem.- Daj te papiery...- westchnąłem, na co ta się zaśmiała i podała mi teczknę.
- Dziękuję, Deutsch! Jesteś najlepszy! Buziaczki!- pogłaskała mnie po policzku i w podskokach wyszła z biura. Jęknąłem ze zmęczenia.
- A żeby cię piorun trawił, ty Austryjacka nędzo...- mruknąłem. Spojrzałem na zegarek. Pora lunchu. Mimo wolnie kącik moich ust się uniósł. Szybkim krokiem udałem się na stołówkę, aby nasycić żołądek sałatką kartoflaną. Nareszcie chwila przerwy spędzona w samo-
- Germania! Germania! Usiądź ze mną! Germania! Tutaj! To ja Italia!- spojrzałem wtamtą stronę...Włochy...czyli to na tyle z mojego samotnego siedzenia...bardzo powolnym krokiem usiadłem koło Włocha.
- Hallo...Italien...fajnie cię...wiedzieć...- wymamrotałem.
- Widzieliśmy sie ostantio trzy godziny temu! Dużo czasu!- poklepał mnie z uśmiechem po ramieniu. Cóż...makaroniarz był osobą ciekawą. Zawsze pełen enegrii, życia i radości. Promyczek słońca, który chciał być moim najlepszym przyjacielem, tak jego jego i mój ojciec. Problem był w tym, że ja..nie umiałem się z nim dogadać. Byliśmy jak dwa przeciwne bieguny.
- Tak...-westchnąłem. Nagle podeszła do nas Francja. Miała na sobie elegancki żakiet, modną fryzurę i nowy berecik od Coco Chanel.
- Bonjour, przyjaciele!- zaśmiała się, odrzucając włosy do tyłu.
- Boungiorno!- zawołał wesoło Włoszek, a ja tylko skinąłem głową.
- Organizuję, małą imprezkę dla przyjaciół...chcecie wpaść?- zapytała, bawiąc się mankietem żakietu.
- Wiesz ...- chciałem protestować bo u miałałem dużo pracy, narzuconej przez Autrię, ale faszystowskie nasienie mnie wyprzedziło.
- Jasne! Wpadniemy z wielką chcęcią!- zawołał, wstając i radośnie machając rękoma. Ukryłem twarz w dłoniach, co nie umknęło uwadze Francuski.
- Jeśli nie chcesz to nie przychodź, Deutsch.- powiedziała, patrząc na mnie z lekkim uśmiechem.
- Znaczy...- już miałem protestować, ale...przerwa nie zaszkodzi, a mała impreza nikomu nie zrobi krzywdy.- A wiesz co? Wpadnę!
- Magnifique!- klasnęła w dłonie dziewczyna.- U mnie w domu, dzisiaj o 18:00. Nie spóźnij się!- pomachała nam i poszła dalej. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Mój wzrok mimiowolnie padł na stolik przy którym siedział Polska. Chłopak wyglądał...wow. Biała koszula w połączeniu z czerwonym krawatem w polskie flagi i pierogi oraz jeansową kurtką prezentowała się świetnie. Ile ja bym dał, aby się mną zainteresował...może będzie na tej imprezie? Zobaczymy..
YOU ARE READING
7 minutes in heaven
Fanfiction🇵🇱🔥🇩🇪 𝕭𝖊𝖈𝖆𝖚𝖘𝖊 𝖘𝖊𝖛𝖊𝖓 𝖒𝖎𝖓𝖚𝖙𝖊𝖘 𝖎𝖓 𝖍𝖊𝖆𝖛𝖊𝖓 𝕴𝖘 𝖆𝖑𝖑 𝖙𝖍𝖆𝖙 𝕴 𝖓𝖊𝖊𝖉 𝖜𝖍𝖊𝖓 𝕴 𝖌𝖊𝖙 𝖜𝖎𝖙𝖍 𝖍𝖎𝖒 🥟🔥🍺 Jeśli mam być szczery to nigdy nie sądziłem, że jeden wieczór u Francji zmieni między mną a Niemcem wsz...
