Siedziałem przy biurku odrabiając zadanie z matematyki jedyne co mi pozostawało. Nagle na telefony przychodziły komunikaty od rządu ,,PROSIMY NATYCHMIAST UDAC SIE W BEZPIECZNE MIEJSCE!" kurwa mać dostałem już z milion takich smsów tym razem postanowiłem to zignorować. Na całej ulicy rozlegały się krzyki matek i płacz dzieci, to również zignorowałem, założyłem słuchawki włączyłem głośno muzykę i kontynuowałem. Minęło dziesięć minut, dwadzieścia nic się nie działo, prychnąłem cicho pod nosem i pokręciłem głową. Chwytałem po linijkę gdy nagle z znikąd poczułem szarpnięcie za włosy i wilgotny ręcznik na całej twarzy, kurwa. Szarpałem się ale to nic nie dało, po chwili czułem jak odpływam.
miesiąc wcześniej przed szkołą po zajęciach
Siedziałem przed szkołą i zamawiałem Ubera bo chyba was pojebało ze po dwóch wf z panem Oliverem wrócę do domu na piechotę. -GANEK!- podniosłem głowę z nad telefonu i zauważyłem Charlesa czyli mojego najbliższego ziomka. Schowałem telefon do kieszeni i wstałem. -No hej-powiedziałem zimnym tonem. -BOZE GANEK USMIECHNĄ BYS SIE- przełożył mi rękę prze ramie. -Daj mi spokój i nie mów do mnie ganek co jest trudnego w moim imieniu? HM?!- wkurwia mnie to przezwisko jest okropne ale Charles zawsze stawia na swoim w tej kwestii.- dobra nie sraj żarem staruszku. A i idę dzisiaj do ciebie bo musimy zrobić tą prace na geografie-
-czytaj ja robię ty przeszkadzasz?
-oczywiście słoneczko- wychodziliśmy gdy nagle zaczepiła nas grupka Eidena, chłop mnie nienawidził. Kontem oka widziałem jak Charles stara się za mną schować. -Ooo zobaczcie chłopaki, nasz glejowy Gabrielek idzie z kolegą na ostrą noc bo nie ma rodziców w domku, oh ups on w ogóle ich nie ma- cała grupka wybuchła śmiechem. Przestałem na to reagować więc po prostu poszedłem do Ubera z Charlesem. -CO GRUBASEK SIE NAWET PRZEJSC NIE MOŻE BAHAHHA- haha. ha. bardzo śmieszne. Wsiedliśmy do Ubera i pojechaliśmy do mojego domu, odjeżdżając dalej słyszałem jak cos gadają i się chichrają ale miałem wyjebane. Zawsze byłem żartami dlaczego? mam szesnaście lat a mieszkam sam w linii domków na mniej znanej ulicy. Moi rodzice zawsze mieli mnie gdzieś liczyła się dla nich tylko praca a nie dobro dziecka. Byłem samotnikiem w wakacje siedziałem w domu zaczynając materiał do następnej klasy, gdy wszyscy przychodzili opaleni ja dalej byłem blady jak ściana. Na wywiadówkach nigdy nikt się nie pojawiał, rozdanie nagród, wręczenie stypendium nikogo czułem się okropnie, jak prosili rodziców musiałem opowiadać ze nie ma ich na miejscu i wymyślać jakieś nędzne historyjki. Pojechali do lekarza, zawozili kota do weterynarza, babcia się rozchorowała zawsze inne i zawsze coraz bardziej głupie. Po 20 minutach jazdy w ciszy wysiedliśmy pod domem, wyjąłem klucze otworzyłem drzwi i zaprosiłem Charlesa do środka. -możesz chwile poczekać musze cos na szybko ogarnąć w pokoju. SAM.- musiałem to podkreślić bo inaczej polazł by ze mną. -ugh nok- Szybkim krokiem poszedłem schodami na górę do mojego pokoju schowałem najważniejsze dla mnie rzeczy, rysunki od mojej małej siostrzenicy jak i mojego małego pluszowego pingwinka od dziadka. Zabił bym się jakby ktokolwiek zepsuł lub zabrał mi którąś z tych rzeczy. Ogarnąłem na szybko biurko na którym leżało dużo chusteczek bo byłem przeziębiony a ten zboczeniec zaraz by pomyślał o waleniu konia. -NO CHO JUZ- zjawił się z prędkością światła. -Ej czemu ty masz pustą lodówkę, toż przecież masz chajs.-
-Ja pierdole to weź se cos zamów zapłacę
-NO I DIVA- złapał telefon zamówił pizze. W tym czasie rozłożyłem wielki karton i zacząłem szkicować plakat który mieliśmy zrobić. Godzinę później miałem już narysowany szkic a Charles odebrał pizze i zaczął ją jeść.
-Chcesz?
-Co? a nie dzięki jadłem w szkole
- Gabrial kurwa widziałem że nie jadłeś
-Jezu daj mi spo...- wtedy na telewizorze z programu przyrodniczego włączył się pilny komunikat. Obydwoje zawiesiliśmy wzrok na telewizorze wiszący przy komodzie.
,,UWAGA Z OSTATNIEJ CHWILI PROSIMY WSZYSTKICH MIESZKAŃCÓW CHICAGO O NIEWYCHODZENIE Z DOMU ORAZ ZAMYKANIE DRZWI I OKIEN PO GONIDZIE 21 W MIEŚCIE GRASUJE MAFI! BENDZIEMY O WSZYTKIM INFORMOWAC ORAZ CODZINNIE BENDZIEMY WYSYŁAC PEZYPOMINAJACE SMSY."
Mafia? serio? większej głupoty nie mogli wymyśleć? Pomyślałem i popatrzyłem na przejętego Charlesa. -Serio im wierzysz?- zapytałem go z nutą pogardy w głosie.
- To komunikat rządowy oczywiście że tak...- nagle telefon Charlesa zaczął wibrować, dzwoniła do niego mama, kurwa ile bym oddał by moja chociaż raz do mnie zadzwoniła. Charles wyszedł z pokoju i z nią rozmawiał, po chwili wszedł do mojego pokoju.
-Gabriel ja.. ja bendę spadał. Zrób tą prace sam i powiedz tak panu ja zrobię swoją. pa.- Po prostu wyszedł. Nie miałem czasu by cokolwiek powiedzieć. Usiadłem i kończyłem robienie pracy. -Ehh... i znowu jestem sam.- Kończyłem robienie pracy i 5 położyłem się spać.
Odzyskałem mojego wattpada a wuenc ezez i ogulnie to mam wene jakąś xD i bende pisać bo moge a he not just a brother wleci dziasiaj albo justro pozdraiwam miłego dzionka albo nocki
YOU ARE READING
His gorgeous black eyes||BL
RomanceBL||młody chłopak z potrzebą bycia kochanym oraz dorosły mężczyzna z potrzebą kochania
