Nocoskrzydly smok obudził się w jaskini którą jedynym źródłem światła była mała paląca się pochodnia na półce skalnej. W pomieszczeniu roznosił się dźwięk śpiących smocząt, młodszych i starszych od Grafita.
Ugh nienawidzę tego miejsca - Wstał ze swojej półki wykutej w ścianie która robiła za jego łoże, jedynie co się znajdowało tam poza nim to poduszka z nieznanego pochodzenia skóry jakiegoś zwierzęcia. Prócz bólu w szyi dręczył też go głód, jak to większości smoków na tej tragicznej wyspie.
Postanowił rozprostować swojego łapy. Uniósł pazury tak aby nie stukały w gładką kamienną podłogę, po czym po takiej krótkiej drodze wyszedł z niej i szedł korytarzem z oknami przez które było widać płynąca lawę oraz granicę wulkanu. Powietrze było gryzące i nawet żyjąc już na tej wyspie 6 lat dusiło go to. Marzył o znalezieniu nowego domu lecz wiedział że to niemożliwe. Muszą tu żyć, nie ma innego miejsca.
Przechadzając się po korytarzu spojrzał się przez okno i zauważył jak dwie czarne postacie, niosą inna białą postać do jakiejś dziury z której wydobywała się lekka poświata najpewniej pochodni lub ogniska. Ciekawość często go zjadała od środka, będąc na polowaniach intrygowały go rośliny które znajdowały się na wyspie z dala od wulkanu. pobudzało to u niego wyobraźnię jakby to miejsce wyglądało bez tego głupiego wulkanu który to wszystko niszczy, wraz z nimi. Ale nie postanawiał rozmawiać w tej sprawie ze starszymi bo go jeszcze ukarzą albo wyśmieją, a to głupie bo przecież to zwykle pytanie.
Spoglądał się na znikających trzech smokach w tej jaskini i postanowił to sprawdzić. Wiedział o wielu rzeczach na wyspie ale trzymał to w tajemnicy zawsze. Próbował polecieć tam jak najcichszej umiał by nie zwrócić niczyją uwagę. Jego gwiaździste skrzydła dość bardzo się wyróżniało na tle zadymionego przez wulkan nieba. Przy wejściu do jaskini nikt nie stał. Zastanawiał się czy to jest to miejsce o którym mówiły inne nocoskrzydłe, tylko dziwiło go to że nikt mu o tym osobiście nie mówił, jakby ukrywali to przed nim albo nie ufali z jakiegoś powodu. Powoli wszedł do jaskini po rozejrzeniu się cud nikt nie patrzy.
Powoli wchodził do środka, mając podniesione nieco pazury by nie było słuchać jak stukają na kamiennej podłodze. Słyszał głosy które się rozprowadzały po jaskini, zerknął zza rogu i zauważył jak dwoje Nocoskrzydłych przykuwa jakiegoś smoka do kajdan znajdujących się na ścianie. Po prydkuciu tego smoka, pozostała dwójka poszła dalej aż znikła za rogiem. Grafit powoli podszedł do zakutego więźnia. Spojrzał się na niego od łap do głowy, wyglądał jak smok z innego plemienia. Był to Deszczoskrzydły. Widział o tym że nocoskrzydłe przetrzymują więźniów ale widząc tego smoka nie czuł smutku, ani złości. Zastanawiało go co ten Deszczoskrzydły zrobił że wylądował w lochach. Ciekawiło go kiedy dojdzie do jego przesłuchania i w jaki sposób będzie przesłuchany, czy popełnił jakąś złą rzecz że tu wylądował. Jego kolory były wyblakłe ale widać było ruch na jego klatce piersiowej, więc oddychał ale chyba był nieprzytomny, bo nie zareagował kiedy Grafit go lekko szturchnął pazurem. Ciężko przyznać ale poczuł pewne uczucie, tak jakby współczucie wobec tego smoka.
Ale to chyba nasz wróg w końcu, czemu mi jest przykro z jego powodu, nie rozumiem siebie.. - Myślał sobie o tym widząc tego smoka. Spojrzał się w stronę gdzie poszli i usłyszał głosy, postanowił szybko się ulotnić stąd, jak najcichszej, ale i jak najszybciej. Wyleciał z jaskini i wrócił spowrotem do tego korytarza z którego wyleciał. Czuł że go doskwiera głód, ale poprawiało mu jakkolwiek mógł humor to że jutro jest jego czas na możliwość upolowania sobie czegoś. Usłyszał znowu jakieś kroki zza rogu korytarza, postanowił szybko się ukryć w pomieszczeniu, pochodnia była w nim zgaszona więc nie był widoczny tak bardzo będąc tam, zaglądał jednym okiem z murku kto idzie. Zobaczył jak jakaś czerwona postać przechodziła.
Czego on tu szuka.. - Zastanowił się gdy zobaczył Nieboskrzydłego który razem kilkoma smokami z innych plemion spali razem z resztą nocoskrzydłych, Wieszcz coś o nich mówił, że to jakieś smoczęta proeoka czy proroctwa, ale jakiego to nigdy mu nie zostało to wytłumaczone Chciał już wyjść ale usłyszał ciche kroki, tak jakby dwóch smoków, stał nieruchomo w ciemności. Tym razem była to jakaś dwójka Nocoskrzydłych. Poczekał aż przejdą, po czym wyszedł z pomieszczenia.
Chyba powinienem wrócił do mojego łóżka - Powiedział do siebie w myślach i wyszedł powoli z kryjówki rozglądając się, a później kierując się w stronę jaskinii gdzie reszta śpi. Wszedł do niej cicho i zobaczył że trzy półki na których spały smoki zanim wyszedł były puste.
Położył się na swoim miejscu, kładąc głowę na swojej poduszce i próbował zasnąć, dalej myślał o tym przykutym do ściany Deszczoskrzydłym. Dlaczego czuję empatie do tego smoka, przecież to nasi wrogowie. Każdy o tym tak mówi przecież, są dla nas zagrożeniem. Ale ten smok nie wydawał się groźny, bardziej bezbronny i tak jakby niewinny. Czy powinienem tak się czuć? Skąd on jest, z tego lasu o którym Wieszcz mówił? Ciężko było mu zasnąć z powodu innych chrapiących smoków oraz z pomruków wulkanu które ostatnio stały się bardziej słyszalne. Młodemu smokowi po dłuższej chwili udało się zasnąć.
