Rozdział 1: Za szybą - świadectwo nocy

15 3 2
                                        

Druga zmiana w klinice weterynaryjnej ciągnęła się w nieskończoność, mimo dużej liczby czworonożnych pacjentów. Czułam znużenie, a energia spadała na łeb, na szyję - mimo że wypiłam już dwie filiżanki mocnej, czarnej kawy.

Wystarczyła jedna roszczeniowa właścicielka małego kundla, żeby całkiem wyprowadzić mnie z równowagi. Nie jestem w stanie znieść braku serca dla zwierząt. Dla niektórych ludzi decyzja o eutanazji przychodzi z taką łatwością, jak decyzja o wyrzuceniu starych butów. Oczywiście, bez wyraźnych wskazań medycznych nie mamy prawa zgodzić się na uśmiercenie psa czy kota tylko dlatego, że tak chce opiekun. Obowiązuje nas ustawa o ochronie zwierząt, która nakazuje unikanie zbędnego cierpienia. Jeśli eutanazja ma być rozwiązaniem ostatecznym, to propozycja powinna paść z ust weterynarza – nie właściciela, który przecież powinien być gotów walczyć o życie swojego pupila. Zwierzę jest wspaniałym towarzyszem człowieka do momentu, kiedy nie trzeba wydawać dodatkowych pieniędzy na leczenie czy zmianę karmy na tę lepszej jakości. Wtedy najprostszym rozwiązaniem wydaje się uśpienie.

Może to kwestia tej małej mieściny. Wciąż mam wrażenie, że wielu ludzi - zwłaszcza starszych - nie wyszło z zaściankowego myślenia. Dla nich pies nie powinien leżeć w łóżku, tylko być przywiązany do łańcucha przed budą - o ile w ogóle ją ma - z miską pełną zimnych, niedojedzonych ziemniaków z obiadu.

Myśli bombardowały moją głowę do tego stopnia, że nie zauważyłam nawet, kiedy dotarłam na stację benzynową. W tym miasteczku nie uświadczysz sklepu otwartego dłużej niż do 22:00, więc po skończonej zmianie ratunkiem bywa jedynie szybka kolacja właśnie tutaj. Hot dog czy gotowa kanapka? Widzę, że sałata w kajzerce już zwiędła. Wybieram więc mniej zdrową opcję, ale dzisiaj nie mam zamiaru się tym przejmować. Nie zorganizowałam sobie jeszcze życia w trybie pracy zmianowej. Studia skończyłam rok temu. Pracuję w zawodzie od czterech miesięcy – jeszcze jako stażystka. Mój sen jest kompletnie rozregulowany. Dzisiaj spałam niemal do południa. Jedynym produktywnym momentem poranka było późne śniadanie. Spakowałam resztę pankejków do lunchboxa, po czym wyszłam do pracy.

Nie czuję się jeszcze na tyle pewnie ze swoją wiedzą, by samodzielnie diagnozować i leczyć pacjentów. Lekarz, który wprowadza mnie w zawód, jest wymagający. Potrafi wypytywać o różne jednostki chorobowe w najmniej oczekiwanym momencie - niekiedy niestety w trakcie wizyty.
Nie raz czułam się przez niego upokorzona. Rozumiem, że w jego interesie leży wyszkolenie jak najlepszego pracownika, ale mam wrażenie, że sprawia mu satysfakcję moje zakłopotanie. Gdy nie znam odpowiedzi, palę się ze wstydu - przy właścicielach chorych zwierząt staje się to jeszcze trudniejsze do zniesienia.

Stacja była pusta. Chłopak stojący za ladą wyglądał na równie wypoczętego jak ja. Usiadałam na krześle obitym materiałem imitującym skórę, popękanym na środku od wielokrotnego użytkowania. Wyjęłam telefon i zaczęłam scrollować TikToka. Wytarłam keczup z kącika ust chusteczką z napisem Bliska Café. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie - wskazywał północ czterdzieści. Jeśli tak dalej pójdzie, jutro znów wstanę o dwunastej. Zmięłam papierek i ruszyłam w stronę wyjścia. Drzwi rozsunęły się przede mną, do nozdrzy dotarł zapach benzyny, a nieprzyjemny wiatr oplótł moje ciało.
Mimowolnie zadrżałam z zimna. W głowie pojawił się obraz czekającego na mnie łóżka.

Ruszyłam w stronę mojej kawalerki, ulokowanej na samym skraju miasteczka. Z balkonu rozciągał się widok na las - pierwsze drzewa rosły tak blisko, że gdybym bardzo się postarała, mogłabym je dotknąć kijem od szczotki. Budynek był stary i zaniedbany. Miał tylko dwa piętra i dwie klatki, łącznie może dwanaście mieszkań. Prosta, podłużna bryła w klasycznym odcieniu szarości, pokryta zaciekami. Od strony lasu elewację porastał mech, a klatkę schodową zdobiło kilka wyblakłych graffiti. Dostałam tę klitkę po babci. Rodzice wyremontowali ją dla mnie, gdy jeszcze studiowałam. Okolica była spokojna, lecz nocą zyskiwała mroczny charakter. Sąsiedzi to głównie osoby starsze, ceniące sobie ciszę. Wchodząc po schodach, słyszałam echo własnych króków. Światło zapalało się automatycznie na każdym półpiętrze. Przekręciłam klucz w drzwiach i weszłam do domu. Poczułam przeciąg - najwyraźniej przed wyjściem zapomniałam zamknąć okno. Podeszłam, by je domknąć.

Między nami ciemnośćStories to obsess over. Discover now