Rozdział 1

77 4 0
                                        

Harvey

Siedziałem nad grobem matki. Niby minęło już 7 lat odkąd nie żyła, ale nadal się z tym nie pogodziłem. Codziennie czuję, że już jest wszystko dobrze. Że wspomnienie o niej nie wywoła u mnie płaczu, jednak zawsze się mylę. Idę na jej grób i zamiast spędzić tam pięć minut na zapalenie znicza, zostaję tam na o wiele dłużej. Zawsze.

Chociaż w porównaniu do mojego ojca jest dobrze. On do tej pory nie miał odwagi przyjść na cmentarz. Rzadko kiedy go widzę, bo zajmuje się firmą, a przez resztę czasu mnie unika.

Była już wczesna jesień. Dzisiaj było bardzo zimno. Na cmentarzu ta aura była wyjątkowo przytłaczająca. Chodzę z własnymi myślami wokół grobów nic nieznaczących dla mnie ludzi. Czy by żyli czy nie - nie robi mi to różnicy. Ale tak naprawdę chodzę po ziemi, która wsiąkła tyle łez ile nie zmieściłby żaden ocean świata. Idę po drodze, która była ostatnią drogą tych, którzy tu leżą. Drogą, którą nie byli w stanie przejść sami.

Utonąłem w swoich myślach i nie zauważyłem, kiedy znalazłem się przy kaplicy na wyjściu. Spojrzałem na nią. Zawsze uspokajało mnie lekkie światełko za Matką Boską.

Światełko było ciepłe, jasne, ale nie narzucające się. Nie sprawiało, że bolały mnie oczy lub denerwowało. Wręcz przeciwnie - nie byłem w stanie odwrócić wzroku do rzeźby. Figura nie patrzyła prosto na mnie. Miała lekko spuszczony wzrok, ale i tak czułem się jakby, Maryja chciała mnie przytulić, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, ale nie mogła tego zrobić przez dzielącą nas szybę.

Przeszedłem przez bramę i znalazłem się na ulicy, gdzie nikogo nie interesowało, że obok jest cmentarz. Tutaj ludzie się śmiali, rozmawiali, jeździli na rowerach, jakby nie mieli żadnych zmartwień.

Zauważyłem rodzinę - tata, mama i dziecko pośrodku. Czy my też tak kiedyś wyglądaliśmy? Zanim ojciec interesował się tylko pracą, a na mnie nałożył pełno oczekiwań i presji. Mama nie chciała się z nim kłócić. Może nie była zadowolona z tego jak ojciec chciał mnie wychować, ale nie sprzeciwiła się. Już nigdy się tego nie dowiem.

Szedłem ulicami, spoglądałem na budynki, które choć w większości zniszczone, wyglądały pięknie. Samochody mijały mnie, ale nie zwracałem na to uwagi.

Wkroczyłem na ulice, na której mieszkaliśmy z ojcem. Zobaczyłem nasz dom - zimny, monumentalny, z ogromem okien i kolumn. Nie był taki jak wszystkie domy w okolicy. Chociaż ciężko było go nazwać domem. Wyglądał bardziej jak muzeum. Teraz patrzyłem na niego bardziej jak więzienie, ale nie zawsze tak było, mam z nim też dobre wspomnienia. Każde z mamą. Ogród był wielki i zadbany, ale ani ja ani ojciec nie przykładaliśmy się do tego. Według niego: ,,Od tego są ludzie". Zresztą on od wszystkiego miał ludzi. Uważał że takim jak jego pracownicy powinniśmy pomiatać bo ich zadanie to usługiwanie nam.

Często było tak, że pracownicy zrobili mały błąd i wyglądali jakby mieli się popłakać bo zaraz ich zwolnię. Mówią do ,,pan''. Prosiłem ich wszystkich już tyle razy, aby tego nie robili. Przecież wiedzą jak mam na imię - Harvey

Sara, czyli jedna z pokojówek sprzątała mi pokój. Miałem na biurku rozłożony zestaw Lego, a ona chcąc jak najlepiej posprzątać, wywróciła jeden z zaczętych zestawów.

- Jejku, naprawdę przepraszam - nie chciała mi patrzeć w oczy, jakby popełniła największą zbrodnię.

- Nic się nie stało, przecież to nie koniec świata

- Ale one na pewno były drogie, pan Daniel będzie na mnie wściekły - ,,ta, na pewno'' - pomyślałem - ,, ojciec nawet nie zauważy''

Szedłem korytarzem do pokoju. Był tak samo ozdobny, jak reszta domu. Obrazy na ścianach w złotych ramkach. Na oknach wisiały zasłony. Na końcu był salon, gdzie stały trzy kanapy, a na środku stał stolik. Nie był to ciepły salon, do którego wchodzisz z przyjemnością, możesz wyłożyć się na kanapach i zapomnieć o trudach całego dnia przy dźwiękach telewizora.

Syn wrogaTempat cerita menjadi hidup. Temukan sekarang