Prolog

30 7 7
                                        

29/30 czerwca 2014

Zamknęłam oczy wciąż trzymając dłoń na klamce drzwi, przez które powinnam przejść jakieś piętnaście minut temu. Płuca paliły mnie od braku tlenu. Oddech znów zadawał ból.

- Już czas - wyszeptałam, a oczy zaczęły szczypać mnie od niechcianych łez. - Musisz to zrobić.

Zasznurowałam usta i ostatni raz odwróciłam głowę, aby spojrzeć na miejsce, które po przekroczeniu progu będę starała się wymazać z pamięci. Miejsca, z którego odeszło dobro wraz z odejściem Natalie Bergman.

Miałam trzy lata, kiedy mój świat zmienił swoje barwy. Od tamtej chwili słońce przestało przyjemnie grzać, wiatr nie pieścił skóry, a deszcz nie oczyszczał. Panował jedynie mrok. I tylko go w pełni znałam.

Spojrzałam na wiszące w korytarzu zdjęcie mężczyzny w eleganckim garniturze z dostojną miną, a gula niepojętych rozmiarów urosła w moim przełyku.

- Wciąż miałam nadzieję... - Po moim policzku popłynęła łza, którą pospiesznie starłam. Obiecałam sobie, że już nigdy nie uronię przez tego człowieka, choćby kropli. - Ale nie zmieniłeś się, wciąż tak samo mnie nienawidzisz, ojcze. - Odchrząknęłam i stanowczo pociągnęłam za klamkę. Wraz z wydechem przekroczyłam próg domu, który naznaczył mnie niejednym demonem.

Zamknęłam za sobą drzwi. Czułam, jak strach miażdży moje serce. Nie bałam się odejść czy porzucić ojca, którego mój los nigdy nie obchodził. Bałam się świata, którego nie znałam. Ludzi, którzy mogą okazać się gorsi od Tymona Bergman i jego partnerów biznesowych. Życia, za które muszę wziąć pełną odpowiedzialność wydostając się z więzienia.

Nie odwracając się zrobiłam pierwszy krok. Byłam świadoma podjętej decyzji, co nie oznaczało braku strachu, który tłoczył się w moich żyłach. Niepewność tliła się w piersi i utrudniała mi oddychanie.

Jesteś beznadziejna.

To Twoja wina.

Beze mnie sobie nie poradzisz.

Nie jesteś nic warta.

Zmarnowałaś mój czas.

Mocno zacisnęłam dłonie wbijając paznokcie w swoją skórę, by poczuć fizyczny ból, który odgoni złe myśli. Kiedy dostrzegłam na nich czerwoną ciecz głosy w mojej głowie zaczęły milknąć. Kolejne kroki zaczęłam stawiać pewniej, a na moich wargach pojawił się delikatny uśmiech.

Ból - tylko on ujarzmiał demony.

To była jedna z niewielu lekcji, które przekazał mi mój ojciec.

Na mojej skórze wyrył każdą swoją obelgę i krzywdę, pozostawiając blizny, bym pamiętała, że to przeze mnie stracił swoją miłość.

To była Twoja wina.

Trzynaście lat temu, w moje urodziny doszło do wypadku samochodowego, który odmienił bieg zdarzeń. Spieszyli się, aby zdążyć na przyjęcie. Wówczas padało, jakby anioły płakały uprzedzając o nadchodzących wydarzeniach. Prowadzony przez mojego ojca samochód wpadł w poślizg i zderzył się z samochodem ciężarowym. Tymon Bergman wyszedł z wypadku jedynie ze złamaną nogą, podczas gdy Natalie zmarła kilka godzin później w szpitalu, trzymając mnie za rękę.

Nie pamiętałam, żebym wtedy płakała. Niewiele pamiętałam z tamtych dni i pobytu w szpitalu, oprócz jej uśmiechu i błyszczących, błękitnych oczu. To niewielkie wspomnienie pomogło mi przetrwać wszystko to, co wydarzyło się po jej odejściu.

Nienawidzę Cię.

Gdybym mógł oddałbym Cię obcym ludziom.

Nawet Twoja rodzina Cię nie chce.

Oddech - Ostatnie tchnienieWhere stories live. Discover now