Koniec...

7 1 1
                                        

Albert opuścił duszną, mała salę. Właśnie usłyszał słowo "dobry", po czym podał rekę po kolei członkom komisji, odwrócił się i wyszedł z pomieszczenia. Jako ostatni ze swojego roku miał dzisiaj obronę, więc na korytarzu nie spotkał nikogo. Rozejrzał się wokół. Nieprzyjazny, pusty korytarz raził wzrok. Pozbawiony był czegokolwiek, na czym można by było się skupić - tylko ściany pomalowane zielono-gnilną farbą olejną połatane tablicami korkowymi z plakatami i karteczkami, z których najnowsze wisiały już od dekady. Mężczyzna skierował swe kroki w stronę wyjścia, przemierzając korytarz i jeszcze raz, ten ostatni raz oglądając budynek w którym spędził ostatnie pięć lat swojego życia.

Nigdzie się nie spieszył. Nie szedł na imprezę pożegnalną - był ze wsi i niemiałby jak się dostać do domu wieczorem, a nikt z jego bliskich znajomych u których mógł się przespać też się nie wybierał.
"Przejdę się po raz ostatni po kampusie." - myślał wychodząc z brylastego budynku.

Czerwiec. Świeżo-zielone liście, jaskrawa trawa i soczyste krzewy - no i wizja wakacji. "Ostatnich... " - myślał ze smutkiem, schodząc schodami w dół. Kampus był tak naprawdę jedną, długą ścianą budynków pochyloną w dół, tak więc miał zamiar przejść się na sam dół, obejść ostatni budynek i wrócić do góry, na parking, gdzie czekał pożyczony samochód jego ojca.

Albert nie przepadał za informatyką. Odkrył to podczas studiów, ale zdecydował, że ze względu na świetnych przyjaciół przemęczy się i zostanie na kierunku. Nie chodziło nawet o to, że to było dla niego zbyt trudne. Po prostu - nie interesowało go to za bardzo, a tym bardziej to, jak przedstawiona była informatyka na studiach. Kartkówki z pisania kodu na kartkach, języki programowania o których słyszeli tylko prowadzący... ale chociaż przez pięć lat miał naprawdę dobrych przyjaciół i prawdziwe życie studenckie.

"I tak, bez niczego, nagle, z dnia na dzień się skończyło. Nie ma zakończenia, jakiegoś wręczenia dyplomów. Tylko obrona, wychodzę z sali i jestem wolnym człowiekiem. Wolnym to znaczy bezrobotnym bez wymówki, że studiuję. I co teraz?" - myślał ponuro, okrążając ostatni budynek i wchodząc po stromych schodach w górę. Nie żałował, że został na tych studiach. Nie miał innego pomysłu na inny kierunek - miał wiele zainteresowań, ale żadne nie było sprecyzowane, żadne nie mogłoby mu przynieść zatrudnienia. A jednak? "Może warto byłoby iść jeszcze na jakieś studia? Może coś by mnie zachęciło? Ale z drugiej strony, spędzać kolejne minimum dwa lata na pisaniu kolokwiów, kartkówek i jeszcze pracy magisterskiej... Z drugiej strony, jaka praca mnie interesuje? Przecież informatyka mnie nie jara, a innego wykształcenia nie mam".

Mężczyzna wsiadł do samochodu, odpalił go i ruszył z miejsca. "Muszę nad tym pomyśleć. Przejadę się dłuższą drogą" mruknął pod nosem, po czym opuścił po raz ostatni teren kampusu i uniwersytetu.

Przerwa w życiuStories to obsess over. Discover now