Niektórzy słyszą szum fal i myślą o wakacjach.
Lana Solace słyszy go od urodzenia i myśli o więzieniu.
Gdzieś w głębi Urbanshade, ukryta pod tonami betonu, rur i zapomnianych projektów, znajdował się sklep. Brzydki. Wilgotny. I śmierdzący sardynkami. A w nim Lana – dziewczyna o skrzelach, błękitnych oczach i wiecznym spojrzeniu w kierunku jedynego okna, które i tak prowadziło donikąd.
Ojciec nazwał to miejsce „Stacją Przetrwania Solace”. Ale wszyscy inni – czyli nikt – nazywali to po prostu „norą Z-13”.
Sebastian Solace siedział za ladą, dłubiąc przy starym detektorze ruchu. Jego ciało było już bardziej eksperymentem niż organizmem. Łuski na ramionach, błękitne ślepia i broda, która wyglądała, jakby dawno temu uciekła mu do kanału i wróciła z traumą.
– Jak tam, Laneczko? – burknął, nie podnosząc wzroku.
– Świetnie – odpowiedziała Lana z sarkazmem grubym jak glony na suficie. – Moje życie to nieprzerwany festiwal wrażeń. Dzisiaj nawet znalazłam karalucha z trzema oczami. Chyba się we mnie zakochał.
Sebastian parsknął. Może z rozbawienia, może z pogardy. Trudno powiedzieć.
– I nie łudź się – dodał po chwili. – Na zewnątrz tylko głód, śmierć i głupcy z Urbanshade. A ty... ty jesteś zbyt wrażliwa na to wszystko. Jak twoja matka.
Lana spojrzała na półkę pełną aparatów tlenowych, pękniętych baterii i zardzewiałych noży. Nigdy nie widziała Zerum. Matki. Tworu. Legenda głosiła, że była kobietą zrobioną z błędu w kodzie genetycznym i pychy korporacji. Ale dla Lany była tylko pustką.
Nagle rozległ się dźwięk. Jakby ktoś czołgał się przez wentylację.
Gość?
Lana podskoczyła, bo przez ostatnie osiem dni jedynym klientem był zdechły szczur, który wpadł przez kratkę wentylacyjną.
Do środka wszedł ktoś nowy. Zasłonięty maską z logo Hadal Division, w podniszczonym skafandrze nurka i z plecakiem cięższym niż jego cień.
– Potrzebuję latarki, plazmowego noża i informacji o sektorze D-9 – powiedział.
– Informacje za pliki. Pliki za sprzęt. – Sebastian wzruszył ramionami. – I nie próbuj się targować, młody.
Nowy klient spojrzał na Lanę. Dłużej, niż powinien. A ona… spojrzała z powrotem. Po raz pierwszy od miesięcy ktoś nie miał łusek, nie był jej ojcem i nie patrzył na nią jak na część wystroju.
Był... inny.
– Ty tu pracujesz? – zapytał cicho.
– Nie, ja tu gniję – odpowiedziała Lana.
I wtedy, po raz pierwszy od bardzo dawna, poczuła coś dziwnego.
Jakby jej serce, zaszczute przez mrok Urbanshade, spróbowało się roześmiać.
YOU ARE READING
Pressure- Nowy rodział
Science FictionUwięziona w podziemiach Urbanshade - korporacji, która eksperymentuje na wszystkim, co żyje - Lana Solace całe życie spędziła w wilgotnym sklepie swojego ojca, byłego więźnia i obecnego... ryboluda. Oficjalnie: sklep z narzędziami przetrwania. W pra...
