Prolog

16 4 2
                                        

— Domknij pozycję księżniczko! — Starszy mistrz miecza obserwował ruchy młodej, około trzydziestoletniej dziewczyny.

Starał się wyłapywać każdy z błędów w pracy jej nóg, ramion, ciała. Każdy niewyłapany i utrwalony błąd teraz może prowadzić do kontuzji, a w przyszłości do śmierci. Stracił żonę i syna w najeździe Wodnych Anomalii. Kiedy dostał polecenie doglądania szkolenia księżniczki poprzysiągł sobie, że nie pozwoli jej nauczyć się ani jednego ruchu w sposób niepoprawny.

— Pierwsze otwarcie! — Lekcja się nieznacznie zaczynała się przedłużać przez błędy księżniczki. - Dopóki nie zobaczę poprawnej postawy, lub chociaż poprawy nici z szydełkowania, czy co też księżniczka robi w wolnym czasie.

— Czytam... — Ze wściekłością wybiła miecz w ziemię. — Gdybym nie musiała być tu w sukni miałoby to więcej sensu.

— Jeśli zdołasz walczyć poprawnie w sukni, Pani, to w zbroi nikt cię nie powstrzyma. - Sięgnął po miecz by ocenić stan ostrza po jej nerwówce. - To pomysł twojej matki. Jeden z nielicznych, które popieram w kwestii twego treningu.

— Może jeszcze powinnam być jej wdzięczna, że mi pozwoliła?! — Kopnęła kamień, co ze względu na obszerność sukni, wyglądało dość komicznie. — No przecież jej idealne trojaczki potrzebują generała wojsk, bo same są zbyt głupie na naukę sztuki wojennej.

— Księżniczko, to nie są słowa, które powinienem słyszeć. Mogę zostać za to stracony. — Rozejrzał się próbując ukryć panikę.

Koszary były nienaturalnie wyludnione jak na tak wczesną porę. Miriam cały czas zastanawiała się, który ród tu wparuje i przede wszystkim kiedy. Odpowiedź miała nadejść niebawem. Ciszę tej części twierdzy przeszył nagły, przeciągły gwizd, który można było porównać do przyzwania wierzchowca.

— Staruszek i panienka! Wyjazd! — Miriam miała wrażenie, że zna ten głos. Jednakże w pierwszej chwili nie miała pewności, który z synów rodu Dahl miał dziś życzenie śmierci.

— Trójka dziedziców Dahl wraz z częścią rodu. Dominiona jeszcze nie widać, pani. — Mistrz miecza wyszeptał konspiracyjnie do księżniczki.

— Kontynuujmy więc. Z chęcią powiadomię generała, jak się zachowują jego synowie gdy przybędzie na główny plac koszar. — Odebrała swoją broń od mistrza miecza.

Była już gotowa by kontynuować trening postaw i cięć, gdy po placu lekkim echem poniósł się głos, który ciężko było pomylić z innym.

— Nie spodziewaliśmy się tu dziś nikogo, Pani. — Dominion Dahl stał w salucie.

— Spocznij generale. — Odwróciła się z wolna.

Włosy Miriam kończyły się nieco poniżej jej biustu. Czerwone pasma po obu stronach twarzy przywodziły na myśl gorejący ogień. Żyjąc niewiele ponad trzydzieści lat, na tle rasy wciąż była młódką.

— Powiedz mi, Dominionie. Jaką karę przewiduje się za znieważenie członka rodziny królewskiej? — Obracała W dłoni rękojeść miecza przyglądając się ostrzu.

— Śmierć, Pani. — Przełknął niemal niezauważalnie ślinę. — Jeśli mogę... Skąd to zapytanie, Pani?

— Któryś, z twoich dziedziców. — Uniosła miecz płazem ku górze i powiodła sztychem w powietrzu na wysokości ich szyi. — Nie wyuczył się manier. Zostałam nazwana zza moich pleców panienką. Obraza rodziny królewskiej jak sam zauważyłeś karana jest śmiercią. Dam wam chwilę na ustalenie tego, który pcha mi się na miecz.

Miriam odeszła kilkanaście metrów i przysiadła na ławce. Odprawiła mistrza miecza kończąc trening na ten dzień. Siedziała teraz w ciszy czekają ze spokojem na finał ustaleń Dominiona.

Niech Płonie światStories to obsess over. Discover now